Co się dzieje w Unii Europejskiej? Autorski przegląd najważniejszych spraw i wydarzeń z życia wspólnoty.

Gospodarka

poniedziałek, 03 stycznia 2011

- The issue was being given the highest attention - tak w Komisji Europejskiej komentuje się skargę, jaką na rząd węgierski złożyły wielkie firmy. Koncerny RWE, E.On, CEZ, OMV, ING, Aegon, AXA i Deutsche Telekom protestują przeciwko nałożonym na nie specjalnym podatkom.
Spec-podatki mają przynieść węgierskiemu budżetowi 100 mln euro tylko w 2011 r.
Kłopot w tym - twierdzą koncerny - że ta wymuszona kontrybucja może się okazać niezgodna z unijnymi przepisami. Bo - jak tłumaczy niemiecki minister gospodarki Rainer Bruederle (cytowany przez dziennik „Sueddeutsche Zeitung”) - „taxes that predominantly affect foreign companies are fundamentally a problem for the internal European market."
Komisja Europejska już zapowiedziała, że jeśli ten zarzut (opodatkowania tylko zagranicznych firm, w niezgodzie z zasadą równego traktowania podmiotów gospodarczych) potwierdzi się, to ona rozpocznie przeciwko Węgrom procedurę naruszenia prawa.
W przypadku kraju sprawującego prezydencję w UE byłoby to dość przykre novum.

08:17, konrad.niklewicz , Gospodarka
Link Komentarze (3) »
piątek, 31 grudnia 2010

Razem z redakcyjnym kolegą Vadimem Makarenką opisujemy w piątkowej „Gazecie” całkiem sensowny pomysł rządu na ograniczenie kosztów organizacji polskiej prezydencji w UE.
Otóż rząd nakłonił prywatne firmy, by w zamian za prestiż bycia „partnerem prezydencji” (za darmo, całkowite friko !), udostępniły swoje usługi, produkty i sprzęt na potrzeby rządu. I to aż na sześć miesięcy naszego rządzenia w Unii. Jedna rzecz, jaką dostaną w zamian, to prawo posługiwania się znaczkiem "partnera prezydencji" plus informacje o tym fakcie w oficjalnych materiałach rządowych.

Pierwsza (ta najważniejsza i najcenniejsza) umowa jest już podpisana. Firma Peugeot (część koncernu PSA) wypożyczy polskiemu rządowi aż 117 różnych samochodów, w tym najnowsze modele 508 i 5008. To nimi będą przewożeni goście i eksperci prezydencji, one będą podporą logistyki różnych wydarzeń itp. Gdyby rząd chciał te samochody wynająć na zasadach rynkowych, to musiałby zapłacić około 10 mln złotych. Nie w kij dmuchał oszczędność. 
Kolejnych umów można się spodziewać w najbliższych tygodniach, m.in. z Coca-Colą i Microsoftem. Cola dostarczy np. część cateringu (napoje), Microsoft zajmie się IT. A skarb państwa zaoszczędzi kolejne setki tysięcy złotych.  
Więcej szczegółów – w naszym tekście tutaj
Kudos dla odważnych Francuzów, kuros dla autora pomysłów. Choć pewnie zaraz usłyszymy narzekanie, że wszystko jest źle, samochody nie te, Coca-cola niedobra, a Microsoft be, i że wszystko pachnie na kilometr korupcją… Kto chce, niech się bawi w teorie spiskowe. BlogUE podoba się pomysł takich oszczędności.

A tak poza tym, wszystkiego najlepszego w Nowym Roku! Oby 2011 był dla szanownych czytelników udany i ciekawy. BlogUE już dziś wie, że dla niego będzie podwójnie przełomowy. Ale o tym przy innej okazji. Dosiego!

czwartek, 30 grudnia 2010

W sprawach unijnych prawie nic się nie dzieje (no, prawie - jutro coś tam skrobnę) więc znów krajowo.
Na systemach emerytalnych, ubezpieczeniach społecznych itp. - blogUE się NIE zna. Ale ciekaw jestem waszej, szanownych czytelników opinii ws. reformy systemu emerytalnego, właśnie zaproponowanej.

Przedzieram się przez projekt, który ogłosił premier Donald Tusk. Moja liberalna część duszy krzyczy, że nawet nieefektywne OFE (oj, były nieefektywne) lepiej będą zarządzać pieniędzmi niż ZUS. Ale moja druga liberalna część (bo blogUE ma w sobie tylko liberalne poglądy, he, he) mówi, że podstawową wadą obecnego systemu jest koszmarne napędzanie długu publicznego. I że coś z tym trzeba zrobić, tu i teraz, natychmiast. A wiem, że recepty typu ”zlikwidujmy KRUS” i „odbierzmy specjalne emerytury nauczcielom, górnikom i policjantom” to zwykłe bajanie kogoś, kto chyba zapomniał, jaki Sejm został wybrany w wyborach z października 2007 r. I jaki najprawdopodobniej zostanie wybrany w roku przyszłym. 
Garść faktów:
* na początku (od 1 kwietnia 2011 r.) składka emerytalna, która trafia do Otwartych Funduszy Emerytalnych (OFE) zostanie obniżona do 2,3 procent wynagrodzeń z 7,3 procent obecnie;
* 5 procent składki (czyli różnica) pozostanie w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych (ZUS) na indywidualnych kontach. Ale nikt nie ukrywa, że będzie to wydane na bieżące świadczenia emerytalne, więc mówimy raczej o ”memoriałowym” zapisie na kontach.
* z czasem składka trafiająca do OFE będzie rosnąć - do 3,5 procent od 2017 roku.
* żeby zrekompensować ubytek w transferach do OFE, Polacy będą mogli (jeśli zechcą) samodzielnie transferować do OFE część swojej pensji (na początek 2 pkt. proc. pensji) - i te kwoty będą mogli odliczyć od podstawy opodatkowania (wreszcie! chciałoby się blogUE krzyknać). Z czasem kwota, jaką będziemy mogli samodzielnie transferować do OFE wzrośnie do 4 proc.

Mnie na razie wydaje się, że model proponowany zbliża nas do tego, co funkcjonuje w Szwecji.
A, i jeszcze jedno. Jak porównuję to, co proponuje Tusk, żeby ratować finanse publiczne, z tym, co właśnie Grekom ich rząd zafundował (bo musiał) - to chyba jednak wybieram wariant polski.

The floor is yours, mesdames et messieurs*

 


* jak zwykle: udajemy, że trolli nie ma. Ignorujemy, pliz.

18:44, konrad.niklewicz , Gospodarka
Link Komentarze (54) »
środa, 22 grudnia 2010

Ostatnio sporo na tym blogu piszemy o drogach. Pociągnę więc wątek, jako że doszła właśnie nowa informacja: szef MSWiA Jerzy Miller podpisał właśnie zgodę na udzielenie dotacji z budżetu państwa (państwa, nie Unii!) na trzecią edycję programu budowy dróg lokalnych (gminnych i powiatowych).
”Schetynkówki” (dziś powinny się już nazywać ”Millerówkami”)  powstają od dwóch lat. Kosztem 2 mld złotych wyremontowano lub przebudowano prawie 5,7 tys. km dróg lokalnych. Ze wsparcia skorzystało do tej pory niemal 1,5 tys. jednostek samorządu terytorialnego (dokładnie 1116 gmin i 342 powiaty).
W trzecie edycji programu - tej, którą Jerzy Miller właśnie podpisał - budżet wyda kolejny 1 mld zł. Dofinansowanie z kasy państwa pozwoli zmodernizować lub wybudować w 2011 roku blisko 2,1 tys. km dróg gminnych i powiatowych. A może troszkę więcej, bo doświadczenie uczy, że w przetargach pojawiają się oszczędności.
Te drogi będą gotowe i oddane do użytku jeszcze w przyszłym roku, bo akurat gminne kawałki asfaltu buduje się wyjątkowo łatwo. To nie trzeba kłaść mostów przez Wisłę.

BlogUE sporo jeździ po pięknej polskiej prowincji i wie, jak cholernie ważne są te remonty lokalnych dróg. Kto zapuszcza się poza DK, ten wie, o czym mówię. Wciąż w Polsce są drogi zaznaczone w atlasie na żółto, po których zwykły samochód osobowy nie jest w stanie przejechać np. z powodu 50-centymetrowych dziur (i mówię tu o głębokości, nie o szerokości). Rząd Platformy Obywatelskiej i PSL przeznaczył kolejny miliard na odbudowę lokalnych dróg dokładnie w tym samym czasie, w którym ważą się losy kluczowej dla metropolii warszawskiej trasy - nowej ”wylotówki” pozwalającej ominąć wiecznie zakorkowane Janki i Raszyn. Gdyby Platforma faktycznie miała w d. polską prowincję, to pewnie projekt ”schetynkówek” by skasowała, a kasę przeznaczyła na przyspieszenie budowy dwumilionowej metropolii warszawskiej. (Więcej o tym w artykule redakcyjnego kolegi
Ale to prawych i sprawiedliwych oczywiście nie przekona. Bo, jak mówił ich lider, ”nikt nas nie przekona, że białe jest białe, a czarne jest czarne”. Bo przecież rząd Donalda Tuska NIC nie robi.
 

* zaprzeczanie temu idiotycznemu stereotypowi jest jednym z moich ulubionych zajęć.

Tagi: Polska
10:50, konrad.niklewicz , Gospodarka
Link Komentarze (31) »
poniedziałek, 20 grudnia 2010

Tommaso Padoa Schioppa, włoski ekonomista i polityk, jeden z twórców koncepcji wspólnej waluty unijnej, zmarł w sobotę w Rzymie. Miał 70 lat.
Schioppa był uważany za jednego z najwybitniejszych włoskich ekonomistów ostatnich dziesięcioleci. Absolwent mediolańskiej Bocconi, w 1966 r. rozpoczął pracę we włoskim banku centralnym. Bardzo szybko zaangażował się w działalność związaną z Unią (wówczas ”Wspólnotą”) Europejską. W latach 1979 - 83 kierował dyrekcją ds. gospodarczych i finansowych w Komisji Europejskiej. Kilkakrotnie był ministrem finansów włoskiej republiki, zasiadał w zarządzie Europejskiego Banku Centralnego.
- He contributed decisively in the early years of the euro to the reputation of the ECB as a major actor in international and European cooperation. The eurozone is losing a man of reflection, of action and of vision, fully dedicated to European unity - napisał prezes EBC Jean-Claude Trichet w specjalnej depeszy kondolencyjnej.
W ostatnich miesiącach Shioppa doradzał rządowi greckiemu jak radzić sobie z kolosalnym długiem, deficytem i na dodatek jeszcze recesją. Zasiadał też w radzie nadzorczej Fiata.
Choć ostatnie tygodnie nie mogły być przyjemne dla kogoś, kto tak mocno zaangażował się w tworzenie euro, akurat ta chwila zaskoczyła go w okolicznościach, których sam bym sobie życzył: jadł wystawną kolację z dużą grupą przyjaciół, w jednym z rzymskich pałaców. Jak poinformowali lekarze - cytowani przez włoską agencję ANSA - Schioppa zmarł na zawał serca.

Unia straciła kolenego polityka, który głęboko w nią wierzył. [i]  

10:21, konrad.niklewicz , Gospodarka
Link Komentarze (15) »
piątek, 17 grudnia 2010

Chyba jednak zmienię opinię o agencjach ratingowych. Oto bowiem agencja ratingowa Moody's ogłosiła w piątek: rating dla Polski wynosi w walucie obcej i polskiej "A2", a jego perspektywa jest stabilna.
- O odporności polskiej gospodarki wyraźnie świadczy jej stabilny wzrost i brak nierównowag w okresie poprzedzającym globalny kryzys, a także pozycja Polski jako jedynego kraju Unii Europejskiej (UE), który w ubiegłym roku nie popadł w recesję - powiedział wiceprezes i starszy analityk Moody's Anthony Thomas, cytowany przez agencję Reuters.  - Choć Produkt Krajowy Brutto (PKB) na głowę mieszkańca Polski jest niższy niż w wielu krajach o podobnym ratingu, Moody's spodziewa się, że kraj w średnim i dłuższym terminie będzie nadal zbliżał się w kierunku poziomów obserwowanych u bogatszych krajów UE.
Zdaniem Moody's, przed 2012 rokiem Polska raczej nie podejmie prób znaczącej redukcji deficytu, gdyż w 2011 roku odbędą się wybory parlamentarne. - Niemniej jednak, ani deficyt, ani dług nie są na zbyt wysokich poziomach i dług jest pod kontrolą, co wynika także z tego, że władzom udało się utrzymać zaufanie rynków finansowych" - sądzi Moody's.

Gdybym ja to napisał sam, to byście jeden z drugim napisali, że mi propaganda do gowy uderzyła. Widać nie tylko mnie uderzyła.  

16:24, konrad.niklewicz , Gospodarka
Link Komentarze (44) »
czwartek, 16 grudnia 2010

Zanim przejdziemy do komentowania szczytu unijnego (no i do oczekiwanych z niecierpliwością przeprosin leniucha), dwie informacje do przetrawienia. Jedna dobra, druga zła.
Zacznę od tej złej. Polska przegrała dość istotną sprawę z punktu widzenia gospodarki. W środę unijna komisa ds. klimatycznych (Climate Change Comittee) zadecydowała, jak będą dzielone (po 2013 r.) darmowe uprawnienia do emisji CO2 w wybranych sektorach przemysłu. Otóż wielkość przydziału będzie zależna od tego, jak bardzo instalacje przemysłowe będą zbliżone do tych, które są najbardziej efektywne (emitujące najmniej CO2). Oznacza to, że największe przydziały darmowych uprawnień będą dostawały instalacje spalające gaz. A niestety w Polsce wiele sektorów przemysłu opiera się o spalanie węgla kamiennego. One dostaną mniej uprawnień i brakujące będą musiały kupować na rynku. Co uderzy w ich konkurencyjność. Rząd starał się zablokować tę niekorzystną decyzję – ale niestety, prawda jest taka, że na poziomie komisji zdecydowana większość państw postawiła na gaz. Małe są szanse, żeby tę złą dla polskiego przemysłu decyzję odkręcić na poziomie Rady UE. Ale na pewno będzie podjęta taka próba. Może uda się wyszarpać jakąś derofację od derogacji… Bardziej obszernie pisze o tym mój redakcyjny kolega Rafał Zasuń.
Oczywiście, ta informacja jest zła tylko dla tych, którzy uważają, że konkurencyjność polskiej gospodarki jest istotna. Dla tych, dla których bardziej istotne jest ochrona środowiska, promocja nowych (bardziej „zielonych” technologii) – informacja jest dobra. BlogUE bliżej jakoś jednak do pierwszej grupy.

A teraz dobra wiadomość, dobra chyba dla wszystkich – prócz biznesowych oszustów.  Komisja Europejska przygotowała projekt rozporządzenia, które – upraszczając – umożliwi egzekucję wyroków sądowych (w sprawach cywilnych i gospodarczych)  bez konieczności ich „nostryfikacji” w innym kraju Unii. Czyli jeśli Polska firma zawrze kontrakt z firmą, dajmy na to, niemiecką i w tym kontrakcie zapisze sobie, że spory będą rozstrzygane przed sądem w Warszawie – to jeśli faktycznie dojdzie do sporu i wyrok zapadnie (na korzyść naszych), rzeczona polska firma nie będzie musiała prowadzić procedury która nazywa się (jak podaje PAP) exequatur.
Komisja Europejska podaje, że obecnie w całej Unii takich procedur przeprowadza się aż 10 tys. rocznie, co oznacza miliony euro niepotrzebnych kosztów prawnych dla unijnych przedsiębiorców.
Nowe rozporządzenie mogłoby wejść w życie już za trzy lata. - Moim celem jest, aby do 2013 r. orzeczenia w sprawach cywilnych i handlowych mogły być skutecznie, szybko i tanio wykonywane w całej UE, bez względu na to, czy zostały wydane przez sąd krajowy, czy przez sąd innego państwa członkowskiego UE - oświadczyła unijna komisarz ds. sprawiedliwości Viviane Reding, cytowana przez PAP. Ale to nie koniec ważnych zmian prawnych, które proponuje Komisja. Komisarz Reding proponuje też, żeby w całej UE wprowadzić przepis, na mocy którego spory konsumenckie (między konsumentem a firmą) byłyby automatycznie rozstrzygane w sądzie właściwym dla konsumenta, a nie dla firmy.

10:43, konrad.niklewicz , Gospodarka
Link Komentarze (1) »
wtorek, 14 grudnia 2010

Polityczna wersja prawa wielkich liczb powoduje, że gdy politycy zaczynają mówić o miliardach euro - np. zarezerwowanych na pomoc dla chwiejących się państw strefy euro - to wówczas wszystkie powiązane tematy giną w cieniu.
A warto je z niego wydobyć, bo wśród nich zdarzają się perełki. Ot, choćby ta informacja: w Parlamencie Europejskim właśnie rozpoczęły się prace legislacyjne nad dwiema reformami, które potencjalnie mogą poobcinać spekulantom ręce. Brutalnie, bez litości.
Tak się stanie, jeśli w Europarlamencie wygra grupa jastrzębi, forsujących swoją wizję przepisów dotyczące tzw. nagiej krótkiej sprzedaży i handlu instrumentami finansowymi znanymi jako ”CDS”. Jako, że blogUE nie jest zawodowym tłumaczem - a język ekonomiczny kryje w sobie pułapki - posłużę się oryginałem informacji z PE, co by czytelnicy mogli sobie wyrobić własne zdanie.
Cóż bowiem stwierdza raport Pascala Canfina, francuskiego europoseł-sprawozdawcy? ”To make naked short selling more difficult, the report requires short sellers to have a loan guarantee for the securities they plan to sell-off by the time the sale occurs”. [Jakby kotoś miał wątpliwości: taki wymóg de facto zlikwidowałby ten typ operacji finansowych, bo żaden short-seller nie byłby w stanie takich gwarancji kredytowych zdobyć, jako że ich koszt prawdopodobnie przewyższyłby potencjalne zyski na krótkiej sprzedaży].
Dalej też jest ciekawie: ”The report pushes for banning the trading of sovereign CDS by entities not already owning the related bonds”.
Propozycje Canfina (Partia Zielonych) popiera frakcja socjaldemokratyczna. - CDS do not cover identifiable risks.  Insurance has mutated into gambling - mówił luksemburski europoseł Robert Goebbels (proszę się nie sugerować nazwiskiem, zbieżność jest całkowicie przypadkowa i bardzo przykra dla luksemburskiego polityka). - Most of speculation was gambling and brought no benefits to the economy - wtórował niemiecki poseł Thomas Handel (frakcja GUE).

Równolegle, Parlament Europejski chce się zabrać za agencje ratingowe (kilkakrotnie na tym blogu krytykowane). - The report imposes an obligation on CRAs to carry out annual reviews of their past credit ratings and suggests that ESMA controls these reviews. In the event of significant malpractice a CRA could be fined according to the Member State's law.  Errors are always possible and making mistakes is in itself not a sin.  But negligence must be sanctioned.

Czy właśnie tak będzie wyglądało oficjalne stanowisko Parlamentu Europejskiego? Przekonamy się w lutym 2011 r.

piątek, 10 grudnia 2010

Potwierdziły się wcześniejsze informacje (którymi m.in. blogUE dzielił się z czytelnikami w „Gazecie Wyborczej”): Polska przystąpi do grupy państw, które postanowiły nie oglądać się dłużej na ”hamulcowych” i u siebie wdrożyć jednolity, unijny patent. - Będziemy częścią tej wzmocnionej współpracy. To przykład naszego pragmatycznego podejścia. Unijny patent to rozwiązanie potrzebne dla biznesu - powiedział w czwartek pragnący zachować anonimowość polski dyplomata, cytowany przez PAP.
Zamiar wprowadzenia go w ramach tzw. procedury wzmocnionej współpracy - na którą zezwala Traktat Lizboński - ogłosiła przed paroma dniami Francja. Za nią poszło kilka innych krajów, w tym przede wszystkim Niemcy.
Paryż zdecydował się na to posunięcie po tym, gdy Włochy i Hiszpania storpedowały (przed mniej więcej miesiącem) kolejną próbę wprowadzenia jednolitego unijnego patentu w całej Unii. Rzecz rozbiła się o języki: Hiszpanom i Włochom nie podobało się to, że jednolity unijny patent ma być rejestrowany tylko w trzech językach: angielskim, francuskim i niemieckim.
Gdy Francja i dziewięć innych państw ogłosiły zamiar uruchomienia „wzmocnionej współpracy”, polski rząd znalazł się w kropce. Bo z jednej strony, jednolity patent to coś, na co Unia czekała od prawie ćwierćwiecza. Ale z drugiej strony wzmocniona współpraca to ryzykowna gra. Dziś tą drogą mają być wdrożone patenty, czyli coś, co dla polskich firm pewnie okaże się korzystne.
Ale kto wie, co się stanie jutro? Może jakaś grupa państw unijnych uchwali w ramach wzmocnionej współpracy coś, co dla nas będzie niekorzystne? M.in. dlatego przeciwnikiem wejścia Polski do klubu patentowego jest konfederacja pracodawców Lewiatan.
- Stworzy to jedynie rozwiązanie dla powstania ”Europy dwóch prędkości”, co narusza naszym zdaniem zasadę solidarności, a także zasadę równości - głosi list podpisany przez Henrykę Bochniarz.
BlogUE długo o tym myślał i doszedł do wniosku, że jednak warto podjąć ryzyko. Trzeba wreszcie zacząć walczyć ze zwyczajem, że kilka państw - w imię swoich trudnych do racjonalnego uzasadnienia interesów - blokuje całą Unię. Jednolity rynek, federacja muszą być wzmacniane, nie osłabiany. A że przy okazji trzeba komuś przejechać po stopach? Trudno. Ten ktoś sam te stopy w tym miejscy postawił, niech ma pretensje do siebie.

czwartek, 09 grudnia 2010

Jeśli ktoś myśli, że Jean-Claude Trichet, szef Europejskiego Banku Centralnego, to jakiś stary francuski pryk, który potrafi tylko monotonnym głosem mówić o ”stabilnych perspektywach” z możliwością ”zwiększonego ryzyka w kolejnych kwartałach” - no to się głęboko, bardzo głęboko myli.
Trichet właśnie wpadł na pomysł, jak młodszym od siebie (tak ze 40 lat młodszym) opowiedzieć o pracy Europejskiego Banku Centralnego. I o tym, jak cholernie trudno jest utrzymać inflację na poziomie ”stabilnym, w okolicach 2 proc.”
Kazał zrobić grę komputerową.
Teraz wszyscy możemy się stać jednoosbowym zarządem EBC. Samodzielnie podejmować decyzję o stopach procentowych. Czytać, co prasa sądzi o naszych decyzjach. I słuchać doradców. Zwłaszcza wtedy, gdy w strefie euro wybucha kryzys finansowy, a miesiąc później - kontynent zalewają powodzie, a wzrost gospodarczy leci na łeb, na szyję.
BlogUE spróbował, zagrał. I chyba dobrze, że nie jest szefem EBC, bo w 2018 roku strefa euro pod jego (blogUE) rządami miała 2,18-procentową deflację, której nawet 3-procentowy wzrost gospodarczy nie potrafił przełamać. Edukacyjna re-we-la-cja!
Żeby zacząć grać, wystarczy wejść na stronę interenetową EBC i  kliknąć na ”Ecomomię”. Amusez-vous bien. Polecam!

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 37
wyborcza.pl
Konrad Niklewicz

Konrad Niklewicz, od ponad 10 lat dziennikarz i redaktor „Gazety Wyborczej”. Od ośmiu lat w dziale gospodarczym, w latach 2005 - 2007 był korespondentem „Gazety” w Brukseli.
dowiedz się więcej »

Follow konradniklewicz on Twitter
top | © Agora SA | design by kate_mac