Co się dzieje w Unii Europejskiej? Autorski przegląd najważniejszych spraw i wydarzeń z życia wspólnoty.
środa, 17 listopada 2010

BlogUE zawsze twierdził, że rynki miewają napady niczym nie uzasadnionej paniki i na krótkim dystansie (krótkim!) potrafią się zachowywać niezbyt racjonalnie. Na czym korzystają ci inwestorzy, którzy umieją grać na spadki lub - w innym uproszczonym modelu - na wzrost oprocentowania papierów skarbowych.
W ostatnich miesiącach widzieliśmy już trzy różne odsłony histerii: grecką, hiszpańsko-portugalską, teraz irlandzką. Znowu słyszę, że ”strefa euro jest na krawędzi upadku”, że zostało nam ”48 godzin by ją uratować” (to nagłówek jednej z irlandzkich gazet).
Ba, nawet politycy zaczęli się do tego chóru włączać. Choćby spokojny zazwyczaj przewodniczący Rady UE Herman van Rompuy, który powiedział, że ”Europa gra w tym kryzysie o przeżycie”.
Politycy pewnie mają interes w takim podbijaniu bębenka. Im większa histeria i panika, tym bardziej radykalne kroki będzie można przedsięwziąć.
BlogUE woli więc wierzyć słowom przedstawicieli EBC, choćby Christiana Noyera, członka zarządu unijnego banku centralnego, cytowanego przez AFP: - N'allons pas imaginer que la zone euro est au bord de l'éclatement, ce serait irresponsable. On n'est pas confronté ŕ des situations ingérables. [- Nie wyobrażajmy sobie, że strefa euro jest na granicy rozpadu, bo to by było nieodpowiedzialne. Nie mamy do czynienia z sytuacją, której nie udałoby się opanować].
MFW, Komisja Europejska i EBC już rozmawiają z Irlandczykami o tym, jak wesprzeć irlandzkie banki komercyjne, przygniecione góra hipotecznego g.wna. I w końcu coś wymyślą. Irlandia nie zbankrutuje, ot, Irlandczyków czeka parę lat na zaciskania pasa. Trudno, kiedyś za lata życia na kredyt trzeba płacić. Ale w końcu sobie poradzą, bo mają świetny system edukacyjny, produkujący wykwalifikowanych pracowników, potrafią zapewnić inwestorom konkurencyjne warunki działalności (choć z drugiej strony wielkie obniżki CIT-u są dziś jedną z przyczyn katastrofy).
BlogUE nie jest doświadczonym żeglarzem, ale wie, że kiedy na morzu panuje sztorm, najlepszą gwarancją przetrwania okrętu jest spokój jego załogi i umiejętność zaciśnięcia zębów w obliczu niebezpieczeństwa. Banalne to do bólu, ale prawdziwe. Kudos dla Christiana Noyera.

wtorek, 16 listopada 2010

Przez długie lata Parlament Europejski - jedyna, demokratycznie wybierana instytucja w Unii Europejskiej - był lekceważony w negocjacjach budżetowych. Rządy unijne (rada UE) rzucały projekt budżetu na stół i odmawiały dyskusji (no prawie.). Czasami, z wielką łaską i strojeniem fochów, zgadzały się zwiększyć kopertę finansową o miliard, dwa miliardy euro.
Przez długie lata Parlament Europejski - jedyna, demokratycznie wybrana instytucja Unii Europejskiej - musiał to znosić. Bo traktaty dawały mu niewielką rolę do odegrania, głównie konsultacyjną.
Traktat Lizboński to zmienił. Od momentu jego wejścia w życie, litera prawa stanowi, że PE jest równoprawnym uczestnikiem debaty budżetowej. I tu warto przypomnieć: Traktat Lizboński to dzieło rządów. To one, w swej zbiorowej mądrość (ekhm), postanowiły, że europosłowie mają mieć więcej do powiedzenia.
Dziś się okazało, że przynajmniej część rządów przestraszyła się swojego własnego dzieła. A to błąd! Przez długie dekady Europejczycy na brak demokratycznej kontroli nad unijnymi instytucjami. Teraz pojawiła się szansa na jej wzmocnienie. W sporze budżetowym, racja leży po stronie Europarlamentu. Proszę zwrócić uwagę na to, że on doskonale zrozumiał, w jakim kontekście finansowym jest Unia - i zrezygnował żądań rozdymania budżetu. Skoncentrował się na istocie problemu, na tym, jak ma wyglądać nowy mechanizm uzgadniania budżetu Unii (i jego źródeł finansowania). I dlatego blogUE trzyma kciuki za PE w kolejnej odsłonie sporu.

Nie ja jeden chyba. Rozmawiałem przed chwila z ministrem ds. Mikołajem Dowgielewiczem. Nie krył żalu z powodu decyzji Brytyjczyków, którzy ponoszą największą odpowiedzialność za fiasko negocjacji. - Jakie są naprawdę intencje rządu brytyjskiego? Czy chce pokazać, że całej Europie może pokazać figę? My rozumiem, że w Wielkiej Brytanii panuje teraz atmosfera oszczędności, cięć. Ale przecież kłótnia  z PE nie była o pieniądze, a poza tym - we wszystkich krajach są oszczędności, w Polsce też! - mówi. - Jesteśmy zawiedzeni postawą Wielkiej Brytanii. My bylibyśmy gotowi poprzeć propozycję Europarlamentu.

13:01, konrad.niklewicz , Gospodarka
Link Komentarze (35) »
poniedziałek, 15 listopada 2010

Dawno nie robiłem im reklamy, a szkoda, bo robią dobrą robotę, komentując wydarzenia w Unii Europejskiej. Z brytyjskim chłodnym obiektywizmem, ale jednocześnie z kontynentalnym zaangażowaniem i wiarą w Unię.
Teraz brytyjski think-tank Centre for European Reform (CER), piórem swojego ekonomisty Simona Tilforda, zajął się oceną najnowszej odsłony kryzysu finansowego.
Mind you: CER nie mniej, nie więcej apeluje o to, żeby ECB zaczął drukować pieniądze. I żeby Unia odważyła się na wspólną politykę podatkowo-budżetową, połączoną z trwałym (a nie tmczasowym) mechanizmem pomocy finansowej.
No kto by się spodziewał... jednak są proeuropejscy Brytyjczycy.
Swoja część zakończę ryzykownym komentarzem: jeśli kryzys ostatecznie doprowadzi do powstania zalążka prawdziwej federacji europejskiej - to jeszcze przyjdzie czas, że będę Panu za ten kryzys dziękował.
A teraz oddaję głos Simonowi Tilfordowi:    

There is an awful inevitability about the latest instalment of the eurozone crisis, which looks highly likely to culminate in Ireland being forced to seek a bailout from the European Financial Stability Fund (EFSF). As soon as German and French leaders raised the spectre of private holders of government bonds incurring losses under a permanent crisis resolution mechanism, borrowing costs for the struggling members of the eurozone were only going to increase. Unless the EU changes track and agrees to make the EFSF permanent and the European Central bank (ECB) steps up its purchases of the hard-hit countries' government bonds, investors will believe that default is inevitable and demand correspondingly punitive interest rates. Contagion to other member-states will be all but inevitable. If, and when, it reaches Spain, the crisis risks spiralling out of control.

Instead of making a bad situation worse the eurozone should concentrate its efforts on debating how the EFSF will be made permanent, ideally as the embryo of some kind of minimal fiscal union. Without a permanent mechanism to support member-states, it is hard to see how order is to be restored to the bond markets. The current strategy of austerity and debt-deflation on the struggling member-states is bankrupt and self-defeating. If these countries were able to devalue it might work by boosting the trade competitiveness of their goods and pushing up inflation, hence reducing the risk of deflation. Similarly, if there was going to be serious action to address trade imbalances within the currency union, they might have a change of generating export-led growth. As it stands a number of member-states are effectively insolvent and caught in a vicious cycle. The collapse of economic growth has devastated tax revenues, while deflation is pushing up the real value of their debts.

21:18, konrad.niklewicz , Gospodarka
Link Komentarze (13) »

Jeszcze kilka godzin poczekamy, zanim dowiemy się, czy Unia Europejska będzie miała - w przewidzianym prawem czasie - projekt budżetu na 2011 r. Parlament Europejski i Rada UE (reprezentowana przez p.o. rząd belgijski) mają czas do poniedziałku, do północy, żeby dogadać się w tej sprawie. Strony zgadzają się co do kwot (PE zmiękł i godzi się na podwyżkę budżetu jedynie o 2,9 proc.). Kością niezgody pozostaje inne żądanie Europarlamentu - by rządy (Rada) zobowiązały się do rozpoczęcia dyskusji o źródłach finansowania unijnej kasy.
Rząd mówią niet, bo w ten sposób powstałby precedens: europosłowie uzyskaliby pełen wpływ na konstruowanie unijnego budżetu, przestaliby już być tylko ”ciałem opiniodawczym”. Europarlament twierdzi, że takie uprawnienia wynikają z Traktatu Lizbońskiego. Rządy odpowiadają, że nie czas i nie miejsce, by o tym dyskutować. Protestuje zwłaszcza David Cameron, konserwatywny premier Wielkiej Brytanii, który - jak słusznie zauważyła agencja AFP, w swojej analizie - próbuje kreować się na głównego ”hamulcowego” Unii. I teraz pan hamulcowy próbuje powstrzymać zwolenników głębszej federacji z PE.
Trochę uproszczony ten obrazek - ale coś w nim jest. Nietrudno więc zgadnąć, po czyjej stronie są dziś sympatie blogUE.

A czekając na rozstrzygnięcie, kolejne newsy ze stajni Augiasza: unijni i greccy statystycy musieli z bólem przyznać, że faktyczna wielkość deficytu w 2009 i 2010 r. była (jest i będzie) większa niż dotychczas sądzono. Za 2009 r. wartość urosła do 15,4 proc. PKB (początkowo sądzono, że to było 13,6), zaś w 2010 r. -  deficyt wyniesie 9,4 proc., czyli więcej niż przewidywało porozumienie o pomocy finansowej z MFW i UE. Szczęście w nieszczęściu, Grecy chyba zdecydowali się przedłużyć kredyt zaufania dla ekipy sprzątającej stajnię Augiasza - i dali umiarkowane zwycięstwo PASOK-owi w wyborach samorządowych.
Liczę na to, że podobnym rozsądkiem wykażą się polscy wyborcy za tydzień.

piątek, 12 listopada 2010

Prezydent Bronisław Komorowski przygotował pierwszą w swojej kadencji propozycję ustawodawczą - i to od razu taką z wyższej półki, bo propozycję nowelizacji konstytucji. Krótka nowela ma wpisać do ustawy zasadniczej zapisy, które ”uporządkują” podstawy prawne naszego członkostwa w Unii, dostosują naszą ustawę zasadniczą do zapisów Traktatu Lizbońskiego oraz przygotują wejście Polski do strefy euro (po przez dopuszczenie możliwości likwidacji Rady Polityki Pieniężnej i zmianę statusu NBP).
Jak tłumaczy Kancelaria Prezydenta, proponowana przez Komorowskiego zmiana ma w szczególności określić ”aksjologiczne podstawy członkostwa Rzeczypospolitej Polskiej w Unii Europejskiej”, ”zasady dalszego przekazywania kompetencji na rzecz Unii Europejskiej”, ”status obywateli Unii Europejskiej” oraz - uwaga, uwaga! - „procedurę ewentualnego wystąpienia Rzeczypospolitej Polskiej z Unii Europejskiej”. Wszystkim zaskoczonym przypomnę, że to ostatnie stało się możliwe właśnie dzięki Traktatowi Lizbońskiemu, który opcję wyjścia do europejskiego porządku prawnego wprowadził.

W kilku miejscach (m.in. na portalu Gazeta.pl i bodajże na forum, które blogUE zwykł nazywać ”pscyhiatrykiem 24”) znalazłem porównanie, że oto prezydent Komorowski idzie w ślady komunistycznych przywódców z czasów PRL, którzy do ówczesnej konstytucji wpisali przywódczą rolę partii i przyjaźń z ZSRR.
Porównanie niby zgrabne, ale do kroścet!, idiotyczne w całej rozciągłości. Jak nie widzicie różnicy między demokratycznie wybranym prezydentem i parlamentem, a władzami PRL, Unią Europejską a ZSRR, konstytucją PRL a konstytucją III RP - to idźcie się bujać.

18:53, konrad.niklewicz , Polityka
Link Komentarze (21) »

Krąży po sieci od dawna, ale być może nie wszyscy to widzieli. BlogUE pomyślał, że przy okazji dyskusji o patentach i ”oficjalnych” językach Unii warto przypomnieć:

The European Commission has just announced an agreement whereby English will be the official language of the European Union rather than German, which was the other possibility.
As part of the negotiations, the British Government conceded that English spelling had some room for improvement and has accepted a 5- year phase-in plan that would become known as "Euro-English".
In the first year, "s" will replace the soft "c". Sertainly, this will make the sivil servants jump with joy.
The hard "c" will be dropped in favour of "k". This should klear up konfusion, and keyboards kan have one less letter.
There will be growing publik enthusiasm in the sekond year when the troublesome "ph" will be replaced with "f". This will make words like fotograf 20% shorter.
In the 3rd year, publik akseptanse of the new spelling kan be expekted to reach the stage where more komplikated changes are possible.
Governments will enkourage the removal of double letters which have always ben a deterent to akurate speling..
Also, al wil agre that the horibl mes of the silent "e" in the languag is disgrasful and it should go away.
By the 4th yer people wil be reseptiv to steps such as replasing "th" with "z" and "w"with "v".
During ze fifz yer, ze unesesary "o" kan be dropd from vords kontaining "ou" and after ziz fifz yer, ve vil hav a reil sensi bl riten styl.
Zer vil be no mor trubl or difikultis and evrivun vil find it ezi tu understand ech oza. Ze drem of a united urop vil finali kum tru.
Und efter ze fifz yer, ve vil al be speking German like zey vunted in ze forst plas.

czwartek, 11 listopada 2010

Belgijski minister Vincent van Quickenborne robił co mógł, ale mógł niewiele. Negocjacje ostatniej szansy w sprawie stworzenia nowego, unijnego patentu zakończyły się klęską. Opór kilku państw (blogUE już wcześniej pisał, kto zacz) był zbyt silny.
Unijne rządy (podkreślam: rządy, nie instytucje) znów udowodniły, że potrafią tylko ględzić o reformach, a nie je wprowadzać. Jak przychodzi co do czego, kretyńskie nacjonalistyczne podejście („unijny patent musi być też pisany po klingońsku, bo jak nie, to weto”) znów bierze górę nad oczekiwaniami przedsiębiorców. Którzy naprawdę mają w d.pie to, czy patent jest po angielsku, czy po klingńsku – byle tylko kosztował mniej niż obecnie i nie wymagał użerania się z 27 urzędami patentowymi jednocześnie.
- The current system for the patent is too expensive, it costs 10 times more than the United-States. It impedes growth. And it is small and medium sized businesses - genuine sources of dynamism for the future - which are suffering most from it – z goryczą stwierdził unijny komisarz ds. rynku wewnętrznego Michel Barnier. - I would like to underline that the failure of these discussions has serious consequences. The absence of a European patent hinders our competitiveness, hinders European innovation, research and development. In the midst of the economic crisis, it is not the right signal – dodał.
No cóż, chciałoby się westchnąć: chcieliście „Europy ojczyzn” zamiast prawdziwej federacji, no to macie, coście chcieli – g.wniany klincz i stracone okazje.
Teraz najprawdopodobnie Komisja Europejska, wraz z prezydencją belgijską (a może węgierską?) zaproponuje przekroczenie Rubikonu. Otóż Barnier już od dawna przekonywał, że jeśli nie uda się osiągnąć konsensusu w sprawie patentu, trzeba będzie sięgnąć po broń atomową – zapisaną w Traktacie Lizbońskim możliwość zrobienia „Unii w Unii” (tzw. wzmocniona współpraca). Grupa państw wprowadzi rozwiązanie obowiązujące tylko u nich. A inni – zostają z boku. - The status quo is not a long-term solution. The Commission confirmed this evening that it will move forward with the Presidency, in a constructive spirit, within the framework of the Treaties – dyplomatycznie stwierdził Barnier.
Teoretycznie, takie rozwiązanie nie byłoby dla Polski złe. Nasz rząd od początku opowiadał się za unijnym patentem i nie przeszkadzało mu, że miał być zapisany tylko w trzech językach (angielski, niemiecki francuski). Ale rząd Donalda Tuska boi się, że użycie wzmocnionej współpracy ustanowi groźny precedens. Bo przecież całą istotą jednolitego rynku wewnętrznego jest to, że on jest jednolity i wspólny, taki sam w całej Unii. Jak raz zaczniemy go reformować „wzmocnioną współpracą”, to za kilka lat okaże się, że mamy nie jeden rynek, ale kilka konkurujących.
Ale kto wie, może takie ryzyko trzeba podjąć? BlogUE nie ma (jeszcze) odpowiedzi na to pytanie.

środa, 10 listopada 2010

We wtorek w Brukseli (w Parlamencie Europejskim) po raz pierwszy zebrało się Forum Rynku Wewnętrznego – zorganizowana m.in. przez Różę Thun platforma (nomen omen) polityczna, która ma „budować” poparcie polityczne dla reform rynku wewnętrznego. Listę potrzebnych zmian przedstawiła niedawno Komisja Europejska. We wtorek oficjalnie przekazał ja Europarlamentowi komisarz Michel Barnier, jeden z gości Forum. Polski rząd chce w czasie swojej prezydencji w Unii te zmiany wprowadzać.
Na wtorkowym spotkaniu Forum padło wiele szumnych deklaracji i, cytując klasyka, oczywistych oczywistości. Np. profesor Mario Monti, który skarżył się, że europejskie media nie poświęciły odpowiedniej uwagi reformowaniu wspólnego rynku. – Jedna, dużo mniej ważna regulacja dotycząca hedge-funds cieszy się tysiąc razy większym zainteresowaniem mediów. Nie rozumiem tego - mówił Monti.
Ale goście Forum zwrócili też uwagę na jedno: już w środę,  w dzień po forum, europejskie rządy przejdą test, czy faktycznie gotowe są do reform. Tym testem będzie ewentualna decyzja w sprawie unijnego patentu. Do tej pory blokowały go Hiszpania i Włochy, które nie mogły ścierpieć, że unijne patenty będą rejestrowane tylko w trzech językach (angielskim, niemieckim i francuskim – językach tzw. konwencji monachijskiej). – Przejdziecie do historii, jeśli się uda wam osiągnąć konsensus w sprawie tego patentu - mówił belgijskiemu ministrowi Vincentowi van Quickenborne brytyjski europoseł, szef komisji IMCO, Malcolm Harbour.
BlogUE będzie się przyglądał tej sprawie.

09:12, konrad.niklewicz , Gospodarka
Link Komentarze (21) »
wtorek, 09 listopada 2010

Przed chwilą Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów ogłosił, że nakłada potężną karę – 123 mln złotych! – na Polską Telefonię Cyfrową, operatora sieci Era. To nie jest największa kara w historii urzędu. Ale to jest pierwsza tak duża, precedensowa grzywna nałożona nie za stwierdzone naruszenie przepisów prawa konkurencji (zmowę, nadużycie dominującej pozycji rynkowej) – ale za samo utrudnianie prowadzenia postępowania antymonopolowego.
Jak czytamy w komunikacje UOKiK:
2 grudnia 2009 roku pracownicy Urzędu w asyście policji, rozpoczęli jednoczesną kontrolę w siedzibach pięciu podmiotów: PTC, Polkomtel, P4, Info TV FM oraz NFI Magna Polonia.
Pomimo przedstawienia pracownikom spółki [PTC – przyp. blogUE) dokumentów upoważniających do przeprowadzenia kontroli z przeszukaniem (m.in. zgody sądu), dopiero po ponad godzinie oczekiwania na recepcji pracownicy UOKiK zostali wpuszczeni na teren pomieszczeń biurowych przedsiębiorcy. Tymczasem, zgodnie z przepisami, od momentu okazania właściwych upoważnień, pracownicy Urzędu powinni mieć dostęp do wszystkich pomieszczeń w budynkach przedsiębiorcy oraz zgromadzonych w nich rzeczy, dokumentów i nośników informacji dotyczących przedmiotu kontroli /…/. Opóźnianie rozpoczęcia przez spółkę czynności kontrolnych mogło mieć istotny wpływ na prowadzone postępowanie wyjaśniające w sprawie możliwości zawarcia ograniczającego konkurencję porozumienia dotyczącego telewizji mobilnej. Dla pozyskania dowodów kluczowy jest bowiem element zaskoczenia w trakcie kontroli. Urząd przede wszystkim bowiem skupia się na pozyskaniu informacji nieformalnych, takich jak wiadomości elektroniczne, czy prywatne notatki.

Koniec cytatu.

Podejrzewam, że przez tą godzinę, gdy ochrona nie wpuszczała urzędników UOKiK, w PTC trwało Wielkie-Niszczenie-Matka-Wszystkich-Niszczeń. Prawdopodobnie w ruch poszły niszczarki, w pośpiechu mogły być formatowane twarde dyski, emaile wysłane w kosmos itp. itd. Wybujała wyobraźnia blogUE sugeruje mu nawet notatki spuszczane z wodą w WC.
Szefowa UOKiK musiała się wściec – i wytoczyła największe armaty. I bardzo dobrze! Bo jak mawiają Niemcy: ordnung muss sein*. Tak jak w kodeksie karnym za utrudnianie pracy prokuratora, za niszczenie dowodów zbrodni lub próbę powstrzymania działań policji są zapisane wieloletnie odsiadki, tak w przypadku łamania przepisów prawa antymonopolowego przedsiębiorcy muszą mieć świadomość, że można dostać po łapach.
PTC może się odwołać od nałożonej na niego kary do sądu, ale ostatnio UOkiK w sądach raczej wygrywa, niż przegrywa. I niech teraz menedżerowie i prezesi PTC się zastanawiają, czy naprawdę było warto siłą powstrzymać UOKiK przed przeprowadzeniem kontroli.

 

* dziękuję za poprawkę, pierwotnie było z błędem

17:47, konrad.niklewicz , Gospodarka
Link Komentarze (10) »
poniedziałek, 08 listopada 2010

Dobrze zrobił polski rząd, odrzucając włoską propozycję utworzenia Grupy Sześciu - nieformalnej superinstytucji, która miała kierować Unią Europejską równolegle z, czy raczej ”ponad” traktatowymi instytucjami.
Z propozycją stworzenia G6 wyszedł rząd Włoch, desperacko próbujący jakoś się w Unii wyróżnić. Zdaniem włoskiego szefa dyplomacji Franco Frattiniego, sekstet wielkich (Francja, Niemcy, Wielka Brytania, Polska, Hiszpania no i oczywiście Włochy) miałby być antidotum na duet Francji i Niemiec, w opinii Włochów zbyt panoszących się ostatnio w Unii. - Pre-cooked decisions put on the table to be taken or left by others is not acceptable for other countries like Italy and other big players ... We can have consultations but not pre-cooked decisions taken by Paris or Berlin - skarżył się 4 listopada w „Financial Times” Franco Frattini.
Tyle tylko, że zwalczanie francusko-niemieckiego duetu za pomocą bardziej kolorowego sekstetu byłoby jak leczenie gruźlicy za pomocą amputacji rąk i nóg. Bez sensu i bez skutków. Bo niby dlaczego w Grupie-Trzmającej-Władzę nie miałoby mieć miejsca dla Holandii? Albo dla Szwecji?
Sikorski, także za pośrednictwem „FT”, grzecznie odmówił udziału w tym eksperymencie. - I would be wary of any formal division of countries into categories. We have enough such distinctions already and they make life difficult. Those members that would not participate would feel excluded and resentful - stwierdził nasz minister.
BlogUE nie jest zachwycony tym, że Francja i Niemcy faktycznie próbują stawiać resztę Unii przed faktami dokonanymi. Ale jeśli raz oficjalnie takie praktyki załatwiania spraw w
dwójkę, w czwórkę albo w szóstkę usankcjonujemy - równie dobrze będziemy mogli Unię rozwiązać.

Obszernie pisze o tym EUobserver. Link do FT - tutaj.

13:43, konrad.niklewicz , Polityka
Link Komentarze (3) »
wyborcza.pl
Konrad Niklewicz

Konrad Niklewicz, od ponad 10 lat dziennikarz i redaktor „Gazety Wyborczej”. Od ośmiu lat w dziale gospodarczym, w latach 2005 - 2007 był korespondentem „Gazety” w Brukseli.
dowiedz się więcej »

Follow konradniklewicz on Twitter
top | © Agora SA | design by kate_mac