Co się dzieje w Unii Europejskiej? Autorski przegląd najważniejszych spraw i wydarzeń z życia wspólnoty.
wtorek, 07 grudnia 2010

Po czynach ich poznamy. Niedługo okaże się, że czy Niemcy faktycznie są sojusznikami Polski w najważniejszej dla nas obecnie sprawie - przyszłości unijnego budżetu.
Oto bowiem kilka unijnych krajów - nie chce mi się wymieniać nazw, dobrze czytelnicy wiedzą o kogo chodzi - chciałoby zrobić bardzo niebezpieczną ”wrzutkę”: już na najbliższym szczycie Unii Europejskiej (16-17 grudnia) ustalić limity wielkości budżetu Unii po 2013 r.
Taka ”wrzutka” byłaby pogwałceniem obowiązujących zasad. Bo zgodnie z funkcjonującymi do tej pory zasadami (spójrzcie w treść art. J wciąż obowiązującego INTERINSTITUTIONAL AGREEMENT) to Komisja Europejska powinna mieć pierwsze słowo w debacie na temat wieloletniego budżetu Unii. Traktat Lizboński tego nie zmienił. W art. 312 nadal jest mowa o tym, że wieloletnie ramy finansowe (czyli, mówiąc po ludzku, wieloletni budżet Unii) jest przyjmowany przez unijną Radę w specjalnej procedurze ustawodawczej. A specjalna procedura ustawodawcza przewiduje, że Komisja zaczyna zabawę. Komisja, nie rządy zebrane na posiedzeniu Rady.
Polska oczekuje więc od Niemiec, że pomysł wrzutki spacyfikuje - i że szczyt unijny zajmie się tym, czy miał się pierwotnie zajmować, czyli ustaleniem zasad economic governance, stworzeniem trwałego mechanizmu pomocowego dla zagrożonych państw strefy euro i last but not least - stworzeniem zasad ”kontrolowanego bankructwa” państw członkowskich. W ramach tego ”kontrolowanego bankructwa” także prywatni inwestorzy musieliby ponosić część strat. Niemcy bardzo się zaangażowały w te pomysły.
BlogUE słyszy, że w poniedziałek w Berlinie premier Donald Tusk zadeklarował poparcie dla niemieckich koncepcji, ale w zamian oczekuje obrony zasad budżetowych. Ale blogUE syszy teżł, że do Berlina pielgrzymują również przedstawiciele rządu brytyjskiego. I przekonują do swoich racji.

Zobaczymy, co z tego wyjdzie.

poniedziałek, 06 grudnia 2010

Ta trójka - zdaniem brytyjskiego dziennika ekonomicznego ”Financial Times” - to najlepsi ministrowie finansów w 19 największych państwach Europy. Ostatnie miejsce w konkursie zajął irlandzki minister finansów Brian Lenihan. Zwycięstwo Schaeublego gazeta uzasadnia doskonałymi wynikami niemieckiej gospodarki, dość dobrą sytuacją niemieckich finansów publicznych i zbilansowanym (jak na europejskie warunki) budżetem. A za co zaszczytne drugie miejsce dla ministra Rostowskiego? Za uniknięcie recesji w 2009 r. I za cięcia w wydatkach budżetowych. I jeszcze za to, że Rostowski dobrze promował Polskę za granicą. „FT” zwraca jednak uwagę, że naprawa finansów publicznych w Polsce powinna pójść dalej, bo deficyt budżetowy za wysoki, a dług dochodzi do progu 55 proc. Drugie miejsce Rostowskiego w plebiscycie ”FT” (w towarzystwie dwójki ”zawodników wagi najcięższej”) to już kolejne potwierdzenie tego, że przynajmniej zachodnioeuropejskie media zaczynają postrzegać Polskę jako jednego z europejskich liderów. Z naciskiem na słowo ”jednego z”.

A teraz sobie ponarzekajcie, drodzy komentatorzy. W końcu w naszej wspaniałej polskiej, narodowo-katolickiej tradycji jest to, że jak kogoś chwalą za granicą, to należy go w te pędy zmieszać z błotem.

(Nie)szanowni terroryści, gdybyście kiedykolwiek mieli problem z wyborem celów ataków (może macie? Nie mam pojęcia, co w waszych szalonych, zakutych łbach siedzi) to niejaki pan Julian Assange i jego grupa anarchistów służą podpowiedzią. Opublikowali właśnie w sieci listę obiektów i instalacji strategicznych dla rządu Stanów Zjednoczonych. Nie wszystkie instalacje mieszczą się na terenie USA. Jak się okazuje - dzięki uprzejmości pana Assange i jego informatora - można boleśnie zaszkodzić interesom Amerykanów wysadzając w powietrze jedną z fabryk Siemensa w Niemczech, kanadyjską hydrolektrownię, włoską fabrykę szczepionek przeciwko jadowi węża albo polski rurociąg transportujący ropę.
A że przy okazji zginą niewinni ludzie i ucierpią państwa niekoniecznie popierające konkretne posunięcia rządu amerykańskiego?  Kij im w oko, prawdziwych terrorystów-bojowników to przecież nigdy nie obchodziło. A tak trochę na poważniej: zawsze podejrzewałem, że typy takie jak Julian Assange są niestabilne emocjonalnie i nie zawsze potrafią świadomie kierować swoimi czynami. Teraz mam już pewność: animatorzy Wikileaks są po prostu chorzy psychicznie. Kłopot polega na tym, że - jak przystało na schizofreników - sami sobie nie zdają sprawy z konsekwencji swoich czynów.

piątek, 03 grudnia 2010

PO deklarowała, że spróbuje wprowadzić parytety. Tej obietnicy nie zdołała zrealizować (ze słowa ”parytet” wynika przecież 50:50) - ale przeforsowała minimalne limity. Na listach wyborczych ma być minimum 35 proc. kobiet.
I to blogUE lubi. To, że uczyniono przynajmniej pierwszy krok, po latach ględzenia. Pewnie mi się zaraz pojawią komentarze na blogu, że to wbrew demokracji, że wbrew rozsądkowi, że najbardziej wybitne jednostki na pewno się przebiją... i tak dalej, i tak dalej.
A ja Wam wszystkim powiem: popatrzcie na listy wyborcze z przedostatnich (ale też ostatnich) wyborów samorządowych. Policzcie, ile kobiet jest prezydentami, burmistrzami lub wójtami. Niedoreprezentowanie kobiet w polskiej polityce jest faktem, a o faktach dżentelmeni (blogUE nie wie, czy się łapie do kategorii, no ale awansem się wpisze) nie dyskutują. Nawet jeśli te zachwiane proporcje są wynikiem naszej polskiej świętojebliwej tradycji, to nie znaczy, że mamy się tego trzymać jak pijani płotu. Zmniejszenie koncentracji testosteronu w polityce wszystkim nam się przysłuży.

Tagi: Polska
16:16, konrad.niklewicz , Społeczeństwo
Link Komentarze (20) »

Ministrowie 10. rządów państw Morza Północnego podpisali w piątek w Brukseli list intencyjny w sprawie budowy sieci elektroenergetycznej, która połączy nowe farmy wiatrowe, zbudowane wzdłuż wybrzeży akwenu w jedną sieć. Jej budowa ma spowodować, że farmy wiatrowe staną się wreszcie niezawodnym źródłem elektryczności - bo nawet jeśli wiatr chwilowo przestanie wiać u wybrzeży Belgii, to prąd popłynie z wiatraków zbudowanych w okolicach Jutlandii.
Jak twierdzi Komisja Europejska, farmy wiatrowe zebrane w sieci mają mieć docelowo moc zainstalowaną 140 Gigawatów. Czyli cztery (!) razy więcej niż łączna moc zainstalowana wszystkich polskich elektrowni. Sporo.
Oczywiście chwilę poczekamy, aż ta sieć naprawdę powstanie. Ale widzę, że jest spore polityczne poparcie dla takich inwestycji. No, przynajmniej na lewej stronie europejskiej sceny politycznej.
W piątek blogUE miał przyjemność moderować jeden z paneli eksperckich na odbywającym się w Warszawie kongresie PES - Europejskiej Partii Socjalistycznej. (Żeby uciąć wszelkie dyskusje, od razu wyjaśnię: zostałem tam zaproszony jako dziennikarz, który swego czasu sporo pisał o „zielonych technologiach” i „ekologicznej” gospodarce. Szanuję wielu polityków PES-u - ale nie do końca są z mojej bajki).
Panel, który moderowałem, skupił się właśnie na tym: czy i jak Europa powinna inwestować w nowe, oszczędne dla środowiska technologie. Pytałem uczestników panelu, jak możemy sobie na to pozwolić w czasie kryzysu. Wszyscy, jak jeden mąż twierdzili, że publiczne pieniądze muszą w to być inwestowane. A najlepiej - pieniądze unijne, wspólnie zebrane w całej ”27”. - Musimy uzyskać publiczne poparcie dla nowego podatku. To wcale nie oznacza, że będziemy płacić więcej podatków, jeśi przemyślimy, na co wydajemy pieniądze z nich pochodzące - przekonywał Enrique Guerrero Salom, członek hiszpańskiej (rządzącej) PSOE, poseł do Europarlamentu. - Właśnie teraz, w czasie kryzysu, musimy inwestować w nowe miejsca pracy w tym przemyśle - wtórowała Julie Rademacher z duńskiej SD, posłanka do Folketingu.

15:23, konrad.niklewicz , Gospodarka
Link Komentarze (8) »
środa, 01 grudnia 2010

Kiedyś już o tym pisałem na blogu i prorokowałem (nie było trudno...), że tak się to wszystko skończy. Warszawski sąd okręgowy właśnie orzekł, że prezes PiS Jarosław Kaczyński musi przeprosić spółkę ITI za to, że kiedyś powiedział, iż ITI dostała pół miliarda złotych od miasta na nowy stadion. (Dokładny cytat podaję za PAP: - Zdumiewająca rzecz, że pan Donald Tusk nie skłania pani prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz, żeby odebrała te pół miliarda złotych, które ITI otrzymuje na stadion. Poza tym te dwa stadiony [Narodowy i Legii - blogUE] są od siebie oddalone o 3,8 tys. metrów i ten drugi nie jest specjalnie Warszawie potrzebny).

Fakty, jak wiadomo, są inne. Stadion Legii jest własnością miasta, a należący do ITI klub Legia go wynajmuje i płaci za to co najmniej rynkową stawkę. A żeby było jeszcze śmieszniej, decyzja o budowie nowego stadionu Legii zapadła, gdy prezydentem Warszawy był... ś.p. brat prezesa Kaczyńskiego, Lech.

Prawnicy prezesa Kaczyńskiego starali się wybronić swojego pryncypała, powołując się na dwa argumenty: że niby te słowa były ”dopuszczalną krytyką partii rządzącej [blogUE nie wiedział, że większość w Sejmie ma ITI], a po drugie - J. Kaczyńskiego chroni immunitet poselski. Ale zgodnie z polskim prawem, immunitet nie chroni przed oszczerstwem. Sąd orzekł więc, że prezes Prawych i Sprawiedliwych musi przeprosić spółkę medialną za swoje słowa. I wpłacić 10 tys. złotych na cel charytatywny. Wyrok jest nieprawomocny.

Tagi: Polska
16:15, konrad.niklewicz , Społeczeństwo
Link Komentarze (8) »
poniedziałek, 29 listopada 2010

Miałem dziś ciężka konfuzję poznawczą. Z jednej strony Komisja Europejska przedstawiła bardzo pozytywne prognozy gospodarcze dla Polski, a z drugiej strony - złoty tracił na wartości jakby go ktoś o ziemię ciskał.
Znów doszedłem do wniosku, że fundamenty gospodarcze sobie, a oszalała, spekulancka tłuszcza* - sobie.
Nie będę szanownym czytelnikom przeklejał in extenso najnowszych prognoz gospodarczych Komisji, ale kilka najbardziej istotnych fragmentów powtórzyć jednak muszę. W tym rok Polska - zdaniem unijnych urzędników - będzie jednym z czterech liderów gospodarczych Unii. Ze wzrostem PKB rzędu 3,5 proc. wyprzedzą nas tylko Niemcy (3,7 proc.), Słowacja (4,1 proc.) i Szwecja (4,8 proc.). Jednak już w przyszłym (2011 r.) w tych trzech krajach tempo wzrostu w przyszłym roku spadnie, a w Polsce - wzrośnie do 3,9 proc. Komisja pisze bowiem o „mocnym ożywieniu" w Bolandzie, opartym na popycie wewnętrzny wynikającym ze stopniowej poprawy na rynku pracy, wzrostu zaufania konsumentów i przedsiębiorców i rosnącego napływu funduszy z zagranicy.
W całej UE w latach 2010-11 PKB ma wzrosnąć o około 1,75 proc., a w roku 2012 przewidywany jest wzrost PKB w granicach 2 proc. Więcej danych i informacji - tutaj
Niestety, te wszystkie dobre wiadomości możemy sobie wsadzić.  Moi redakcyjni koledzy o komentarz poprosili Alfreda Adamca, doradcę inwestycyjnego z firmy Efect. - Nasza sytuacja gospodarcza nie ma najmniejszego znaczenia dla notowań złotego, bo o wszystkim decydują teraz międzynarodowi spekulanci walutowi. Boją się rosnącego ryzyka w Europie i dlatego gwałtownie uciekają do waluty rezerwowej, czyli dolara. Więc sprzedają euro, ale także ryzykowniejsze waluty młodych gospodarek np. złotego.
Polski rząd mógłby mieć hodowlę kur produkujących złote jaja - a i tak złoty by się osłabiał.
Nie ma mocnych na instynkt stadny**.

 

* to celowe i na pewno niesprawiedliwe przejaskrawienie.

* tak, tak, wiem. BlogUE sam pisał, że w dłuższej perspektywie rynki wiedzą lepiej niż urzędnicy

Jak się państwu podobają najnowsze enuncjacje wikileaks? Mnie się średnio podobają. Żadna z informacji jakoś mną nie wstrząsnęła. Zachowania amerykańskich dyplomatów i ich szefów (np. polecenie szpiegowania, zbierania informacji o DNA) - są ewidentnie głupie i, po prawdzie, nie wiadomo czemu służące.
To, co mną wstrząsa, to głupota osób, które zdecydowały się to wszystko wrzucić do internetu. Hurtem, bez selekcji, bez jakiegokolwiek komentarza, bez nadania hierarchii ważne/nieważne/anegdotyczne. BlogUE chciałby zapytać: gdzie jest ten interes publiczny, któremu cała operacja miała służyć? Co świat zyska na tym, że jeden polityk obrazi się na drugiego? Co Polska zyska na tym, że czarno-na-białym przeczyta coś, co już wcześniej wiedziała (czyli z USA traktują nas czasami instrumentalnie)?
Co światowa demokracja, prawa człowieka i inne szczytne wartości zyskają na tym, że po d*pie dostają ostatnie państwa, które w ogóle choć trochę tychże wartości próbują bronić?
Pisze włoska La Stampa: To burza dla międzynarodowych stosunków, która doprowadzi do jednoczesnego wzrostu napięcia w najgorętszych punktach planety: od Zatoki Perskiej, gdzie nie jest już tajna prośba Arabii Saudyjskiej do Amerykanów, by pilnie zaatakowali Iran, aby zniszczyć jego program nuklearny, do Afganistanu „paranoika” Karzaja i do hipotez o zjednoczeniu Korei. To trudna sytuacja do opanowania dla Białego Domu i amerykańskiej dyplomacji, które zostały pokazane nago w ich tajnym rozumowaniu, w ich strategiach, w ich słabościach i w ich najgorszych aspektach.
Zachodnioeuropejskie rządy widzą całą tę sprawę podobnie jak blogUE (nie wiem, czy to źle, czy dobrze). Poczytajcie, co mówi rzecznik francuskiego (!) rządu: - We stand united with the US administration on the desire to avoid that which not only damages states' authority, the quality of their services, but puts men and women who have worked in the service of the country in danger. The protection of states is something serious, it's about the protection of men, of women, of citizens.
Jeśli ludzie z WikiLeaks sądzą, że swoimi publikacjami zrobili coś dobrego, to są w katastrofalnym błędzie.

10:49, konrad.niklewicz , Polityka
Link Komentarze (42) »
piątek, 26 listopada 2010

Komisja Europejska staje na głowie, żeby Unia uniknęła wejścia w nowych rok na budżecie prowizorycznym. Już w piątek komisarz ds. budżetu Janusz Lewandowski zaprezentował nowy projekt budżety Unii na 2011 r. - i tym samym rozpoczął kolejne podejście do procedury akceptacji tegoż budżetu.
Poprzednia - przypomnijmy - zakończyła się fiaskiem.
To jest nowy-stary budżet. Podstawowe kwoty się nie zmieniły, bo i Parlament Europejski i rządy, zgodziły się, że budżet zamknie się w kwocie 126,5 mld euro (2,91 proc. podwyżki w stosunku do bieżącego roku).
Żeby dodatkowo zachęcić Parlament, Lewandowski dorzucił do nowego-starego projektu dwie małe zmiany, m.in. zapisał w nim specjalną rezerwę (0,03 proc. unijnego ”produktu narodowego brutto - PNB”) na niespodziewane wydatki. Właśnie takiej dodatkowej rezerwy domagał się Europarlament. Będzie ona uruchamiana za zgodą ”kwalifikowanej” większości rządów, gdyby się okazało, że na jakiś ważny projekt/zadanie Unii nie starczało pieniędzy.

Ale Europarlament ma jeszcze jeden postulat - polityczny. I nie wiadomo, czy negocjacje znów się o to jego polityczne żądanie nie rozbiją. Czytelnicy pewnie pamiętają, ale blogUE na wszelki przypadek przypomni: europosłowie chcą zagwarantować sobie, że będą brali udział w dyskusji nad fundamentami przyszłych budżetów unijnych. Chcą rozmawiać o źródłach finansowania wieloletnich ram finansowych (budżetu siedmioletniego), o zwiększeniu ”dochodów własnych” unijnych kasy. Czyli na przykład (ale niekoniecznie) o jakiejś formie europodatku.

BlogUE rozmawiał w środę z komisarzem Lewandowskim i usłyszał od niego ważną deklarację z której wyraźnie wynika, że nasz komisarz przyznaje rację postulatom PE: - Kryzys gospodarczy potęguje tendencje odśrodkowe, potęguje egoizmy narodowe. I  niewątpliwie uczestnictwo demokratycznej reprezentacji 27 krajów, ludzi myślących w kategoriach wspólnotowych - czyli europosłów -  jest bardzo pożądana. Zwłaszcza patrząc poprzez pryzmat interesów Polski, obecność Parlamentu Europejskiego, który rozumie i trwale popiera solidarność europejską również w wymiarze finansowym, byłaby korzystna w rozmowach o przyszłości. W ostatniej fazie negocjacji, ponad 20 delegacji rządowych rozumiało taką potrzebę. I było gotowych zgodzić się na postulaty PE - mówił mi. Cały wywiad z Lewandowskim - do poczytania tutaj. Gdyby, podkreślam, gdyby europosłowie i rządy były w stanie dogadać się w sprawie najnowszej propozycji Lewandowskiego już na spotkaniu koncyliacyjnym 7 grudnia, to wówczas formalne głosowanie PE odbyłoby się na ostatniej w tym roku sesji 13-16 grudnia. I groźnych ”dwunastek” udałoby się uniknąć.
Ale jeśli się nie dogadają, to będziemy mieli Unię po brytyjsku. Po raz pierwszy od bodajże 1984 r. 

Aż 600 tysięcy niepalących osób rocznie umiera z powodu chorób wywołanych wdychaniem dymu papierosowego - alarmuje grupa naukowców - autorów artykułu opublikowanego w „The Lancet”, najważniejszym medycznym czasopiśmie świata.
Te 600 tys. zgonów to oczywiście efekt tzw. biernego palenia. Dzięki ”uprzejmości” palaczy, którzy swój debilny nałóg praktykują w miejscach publicznych, aż 379 tysięcy osób zapada na choroby serca (ze skutkiem śmiertelnym), u 165 tys. wysiada układ oddechowy, 36,9 tys. umiera z powodu astmy, a 21,4 tys. - na raka płuc.
Żniwo śmierci jest oczywiście większe u osób palących. Ale tylko 10 razy większe.
Co ciekawe (i smutne), zjawisko śmierci wywołanej ”biernym paleniem” jest szczególnie widoczne w rzekomo cywilizowanej Europie.
Autorzy artykułu przygotowali swój raport na podstawie szczegółowych danych ze 192 państw świata. Praca powstała dzięki wsparciu finansowemu dwóch instytucji: Swedish National Board of Health and Welfare i prywatnej Bloomberg Philanthropies.
Wszystkim zainteresowanym przypominam, że „The Lancet” to nie jest jakieś mambo-jumbo, ale peer-reviewed czasopismo o jednym z najwyższych możliwych „impakt faktorów”.
Zamierzam sobie ten numer sprokurować. I jeśli ktoś w mojej obecności zapali w miejscu publicznym, dam do poczytania. Albo, w zależności od sytuacji, palnę rzeczonym „Lancetem” w łeb. To dość grube i ciężkie czasopismo. - It's almost as if people are in denial. They absolutely would not do something dangerous like leaving their child in the middle of the road but somehow, smoking in front of them is fine - Helena Shovelton z British Lung Foundation, cytowana przez AP.

Link do ”Lanceta” i samego tekstu - tutaj.

Tagi: konflikt
09:52, konrad.niklewicz , Społeczeństwo
Link Komentarze (31) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 81
wyborcza.pl
Konrad Niklewicz

Konrad Niklewicz, od ponad 10 lat dziennikarz i redaktor „Gazety Wyborczej”. Od ośmiu lat w dziale gospodarczym, w latach 2005 - 2007 był korespondentem „Gazety” w Brukseli.
dowiedz się więcej »

Follow konradniklewicz on Twitter
top | © Agora SA | design by kate_mac