Co się dzieje w Unii Europejskiej? Autorski przegląd najważniejszych spraw i wydarzeń z życia wspólnoty.
środa, 29 grudnia 2010

Krzysztof Bobiński, Jacek Kucharczyk, Bartłomiej Nowak i Jan Piekło* zaapelowali przed kilkoma dniami w „Gazecie Wyborczej”, by obecne w Sejmie partie zawarły „pakt na rzecz prezydencji”, ponadpartyjne porozumienie, w którym wszyscy sygnatariusze zobowiązywaliby się do niewykorzystywania sprawy prezydencji w walce politycznej. A zwłaszcza w kampanii wyborczej, zaplanowanej prawdopodobnie na wrzesień i październik (jako że wybory odbędą się prawdopodobnie 23 października).
Zamysł szlachetny, ale IMO naiwny. Po pierwsze, blogUE nie wierzy, żeby opozycja – która wykorzystuje każdy najdrobniejszy szczegół, żeby przyładować Platformie i PSL-owi (włącznie z kretyńskim obsmarowywaniem syna premiera, a mojego redakcyjnego kolegi)  - chciała na taki pakt pójść. Obawiam się, że opozycja gotowa jest raczej zawrzeć pakt z lucyferem, żeby tylko uszczknąć Peło kilka punktów procentowych w sondażach… Po tym, co sam, na własne oczy widziałem w Sejmie (gdy na debatę „o prezydencji” został ściągnięty minister ds. europejskich, a na sali sejmowej powitało go czternastu posłów) – nie wierzę już w żaden merytoryczny wkład opozycji w przygotowanie polskiego przewodnictwa w Uniii. Który z kilku priorytetów jest niewłaściwy? Jaką konkretną treścią wypełnić Partnerstwo Wschodnie? Co zrobić, żeby w debacie o budżecie Unii nie prezentować swojego stanowiska, a zarazem bronić go umiejętnie? Jakoś nie słyszę ze strony opozycji precyzyjnych odpowiedzi. Jedyne, co opozycja potrafi powiedzieć, to mantrę „rząd jest nieprzygotowany”. A stawiam swoją pensję, że żaden z opozycyjnych posłów nie potrafiłby nawet w przybliżeniu powiedzieć, ile osób w administracji centralnej jest zaangażowanych w projekt prezydencji – i jaki jest jej budżet. No bo po co posłom taka wiedza, po co merytoryczne przygotowanie, skoro do kamery zawsze można powiedzeć „rząd jest nieprzygotowany”.

Po drugie, nie widzę powodu, żeby na taki „pakt” miała się godzić Platforma. Prezydencja Polski w Unii Europejskiej będzie zadaniem szalenie trudnym. Po drodze czeka sporo pułapek, na czele ze znaną tylko Panu Bogu liczbą czekających na nas kryzysów międzynarodowych. Jednak ta prezydencja ma wszelkie szanse zakończyć się umiarkowanym sukcesem. Reformy Unii (wspólny rynek) pójdą do przodu, debata nad budżetem się zacznie, podpiszemy Traktat Akcesyjny z Chorwacją , zaplanowane posiedzenia unijnych Rad odbędą się, tak samo jak kilka ważnych debat w Parlamencie Europejskim. I tak dalej, i tak dalej. Zwycięstwo polskiej prezydencji będzie polegać na tym, że zyska na niej cała Unia, nie tylko Polska. I ten cel da się osiągnąć, także dzięki staraniom tego rządu, tego premiera, tych ministrów i ich ekip. Dlaczego Platforma i PSL miałyby nie wesprzeć się dobrym sprawowaniem prezydencji w kampanii wyborczej? Nie bądźmy jakimiś zakłamanymi hipokrytami. Premier Donald Tusk bierze za prezydencję Polski w UE pełną, polityczną odpowiedzialność. Nie widzę powodów, dla których miałby nie skonsumować politycznych owoców jej sukcesu – jeśli oczywiście sukces nastąpi. Tak samo, jak będzie musiał skonsumować owoce porażki (choć tej ostatniej ani sobie wyobrażam, ani spodziewam).

*prezes fundacji „Unia i Polska”, prezes Instytutu Spraw Publicznych, dyrektor wykonawczy Centrum Stosunków Międzynarodowych i dyrektor Fundacji Współpracy Polsko-Ukraińskiej

09:02, konrad.niklewicz , Polityka
Link Komentarze (21) »
piątek, 24 grudnia 2010

Wszystkim Czytelnikom tego bloga, jego przyjaciołom (like it!), nieprzyjaciołom i tym neutralnie nastawionym - blogUE życzy Wesołych, rodzinnych Świąt. Oby Mikołaj był łaskawy, choinka pachnąca, jemioła obszerna a jajeczko smaczne.

Mogę zdradzić, że przyszły rok przyniesie bardzo duże zmiany w blogUE. Dla niektórych zaskakujące, dla innych - pewnie spodziewane. Ale o tym później. Jeszcze kilka "normalnych" notek możecie się tu spodziewać.

Joyeux Noel, Merry Christmas!   

12:57, konrad.niklewicz , Społeczeństwo
Link Komentarze (4) »
środa, 22 grudnia 2010

Ostatnio sporo na tym blogu piszemy o drogach. Pociągnę więc wątek, jako że doszła właśnie nowa informacja: szef MSWiA Jerzy Miller podpisał właśnie zgodę na udzielenie dotacji z budżetu państwa (państwa, nie Unii!) na trzecią edycję programu budowy dróg lokalnych (gminnych i powiatowych).
”Schetynkówki” (dziś powinny się już nazywać ”Millerówkami”)  powstają od dwóch lat. Kosztem 2 mld złotych wyremontowano lub przebudowano prawie 5,7 tys. km dróg lokalnych. Ze wsparcia skorzystało do tej pory niemal 1,5 tys. jednostek samorządu terytorialnego (dokładnie 1116 gmin i 342 powiaty).
W trzecie edycji programu - tej, którą Jerzy Miller właśnie podpisał - budżet wyda kolejny 1 mld zł. Dofinansowanie z kasy państwa pozwoli zmodernizować lub wybudować w 2011 roku blisko 2,1 tys. km dróg gminnych i powiatowych. A może troszkę więcej, bo doświadczenie uczy, że w przetargach pojawiają się oszczędności.
Te drogi będą gotowe i oddane do użytku jeszcze w przyszłym roku, bo akurat gminne kawałki asfaltu buduje się wyjątkowo łatwo. To nie trzeba kłaść mostów przez Wisłę.

BlogUE sporo jeździ po pięknej polskiej prowincji i wie, jak cholernie ważne są te remonty lokalnych dróg. Kto zapuszcza się poza DK, ten wie, o czym mówię. Wciąż w Polsce są drogi zaznaczone w atlasie na żółto, po których zwykły samochód osobowy nie jest w stanie przejechać np. z powodu 50-centymetrowych dziur (i mówię tu o głębokości, nie o szerokości). Rząd Platformy Obywatelskiej i PSL przeznaczył kolejny miliard na odbudowę lokalnych dróg dokładnie w tym samym czasie, w którym ważą się losy kluczowej dla metropolii warszawskiej trasy - nowej ”wylotówki” pozwalającej ominąć wiecznie zakorkowane Janki i Raszyn. Gdyby Platforma faktycznie miała w d. polską prowincję, to pewnie projekt ”schetynkówek” by skasowała, a kasę przeznaczyła na przyspieszenie budowy dwumilionowej metropolii warszawskiej. (Więcej o tym w artykule redakcyjnego kolegi
Ale to prawych i sprawiedliwych oczywiście nie przekona. Bo, jak mówił ich lider, ”nikt nas nie przekona, że białe jest białe, a czarne jest czarne”. Bo przecież rząd Donalda Tuska NIC nie robi.
 

* zaprzeczanie temu idiotycznemu stereotypowi jest jednym z moich ulubionych zajęć.

Tagi: Polska
10:50, konrad.niklewicz , Gospodarka
Link Komentarze (31) »
wtorek, 21 grudnia 2010

Gdzieś w dyskusji wokółbiałoruskiej padło stwierdzenie (nie pamiętam już autora, przepraszam), że ocenę skuteczności unijnej i polskiej polityki wobec Biaorusi powinni oceniać sami Białorusini, najlepiej ci związani z opozycją.

No to oddajmy im głos. Agencja PAP nadała właśnie relację ze spotkania z jednym z liderów białoruskiej opozycji Alaksandrem Milinkiewiczem. - Nie podzielam opinii o klęsce polskiej polityki, choć w każdej polityce jest wiele niedostatków. Polacy, poczynając od 2006 roku, mocniej niż wszystkie inne kraje Unii Europejskiej podtrzymują nasze społeczeństwo obywatelskie i media, które pracują dla Białorusi. Wspierana jest TV Biełsat, a jest to projekt bardzo drogi, wspierane jest Radio Racyja - stwierdził.

Milinkiewicz zwrócił też uwagę na dobrze działający program stypendialny, finansowany przez Polskę i skierowany m.in. do studentów, któzy zostali wydaleni z białoruskich uczelni za działalność opozycyjną. - Do dziś, mimo że mniej studentów w ostatnich latach wyrzucanych jest z uniwersytetu za udział w akcjach politycznych, kontynuowany jest program (im. Kastusia) Kalinouskiego. I jego skala się nie zmniejsza. Polski premier powiedział, że nawet wtedy, kiedy nie będzie represjonowanych, to chcemy zachować ten program po to, żeby po prostu brali w nim udział utalentowani ludzie z Białorusi, którzy mogą uczyć się według europejskich programów na europejskich uniwersytetach" - mówi Milinkiewicz. Podkreśla też, że nie można jeszcze skreślać Partnerstwa Wschodniego, bo za brak efektów odpowiadają nie państwa Unii, ale reżim Łukaszenki.

Ale to pana prezesa pewnie nie przekona. Dla niego polityka polskiego rządu wobec Białorusi poniosła "całkowitą klęskę".

17:06, konrad.niklewicz , Polityka
Link

Co zrobić z państwem (czy raczej: jego władzami), które ma resztę Europy w głębokiej d.? I które od samego początku nie liczyło na żadną pomoc,  a więc teraz jest de facto odporne na pokusy i groźby wstrzymania tejże pomocy?
Państwo powiecie: sankcje. Państwo powiecie: twarda polityka, odejście od tego, co próbowali ostatnio zrobić Radosław Sikorski i Guido Westerwelle. Państwo powiecie może nawet - jak nieomylny prezes Jarosław Kaczyński - że dotychczasowa polityka Polski [i Unii, bo były one tożsame] zakończyła się klęską.
BlogUE zapyta wówczas: jakie sankcje?
Aleksander Łukaszenka i jego kamaryla nie jeżdżą już od dawna do Europy. Wszystkie profity jakie mogą czerpać, są bezpieczne w państwach, w których Unia nie ma za wiele nic do powiedzenia. Sankcje gospodarcze uderzą tylko i wyłącznie w zwykłych Białorusinów, przedsiębiorców, pozostałości po organizacjach pozarządowych itp.
Zdaniem blogUE, Unia popełniła błąd znacznie wcześniej niż w ostatnich kilku miesiącach. Trzeba było od samego początku istnienia Partnerstwa Wschodniego przystawić Białoruś do unijnego cyca. Dać jej prawdziwe pieniądze, np. na remonty i wyposażenie szkoł. Albo dotacje dla firm (na wzór działającego niegdyś w Polsce i na Węgrzech PHARE).
Poznawszy smak unijnego pieniądza (a nie tylko jego widok zza szyby), białoruski dyktator być może byłby mniej skłonny iść na udry.
A tak - nie ma nic do stracenia. Niestety.

09:33, konrad.niklewicz , Polityka
Link Komentarze (29) »
poniedziałek, 20 grudnia 2010

Tommaso Padoa Schioppa, włoski ekonomista i polityk, jeden z twórców koncepcji wspólnej waluty unijnej, zmarł w sobotę w Rzymie. Miał 70 lat.
Schioppa był uważany za jednego z najwybitniejszych włoskich ekonomistów ostatnich dziesięcioleci. Absolwent mediolańskiej Bocconi, w 1966 r. rozpoczął pracę we włoskim banku centralnym. Bardzo szybko zaangażował się w działalność związaną z Unią (wówczas ”Wspólnotą”) Europejską. W latach 1979 - 83 kierował dyrekcją ds. gospodarczych i finansowych w Komisji Europejskiej. Kilkakrotnie był ministrem finansów włoskiej republiki, zasiadał w zarządzie Europejskiego Banku Centralnego.
- He contributed decisively in the early years of the euro to the reputation of the ECB as a major actor in international and European cooperation. The eurozone is losing a man of reflection, of action and of vision, fully dedicated to European unity - napisał prezes EBC Jean-Claude Trichet w specjalnej depeszy kondolencyjnej.
W ostatnich miesiącach Shioppa doradzał rządowi greckiemu jak radzić sobie z kolosalnym długiem, deficytem i na dodatek jeszcze recesją. Zasiadał też w radzie nadzorczej Fiata.
Choć ostatnie tygodnie nie mogły być przyjemne dla kogoś, kto tak mocno zaangażował się w tworzenie euro, akurat ta chwila zaskoczyła go w okolicznościach, których sam bym sobie życzył: jadł wystawną kolację z dużą grupą przyjaciół, w jednym z rzymskich pałaców. Jak poinformowali lekarze - cytowani przez włoską agencję ANSA - Schioppa zmarł na zawał serca.

Unia straciła kolenego polityka, który głęboko w nią wierzył. [i]  

10:21, konrad.niklewicz , Gospodarka
Link Komentarze (15) »
piątek, 17 grudnia 2010

Chyba jednak zmienię opinię o agencjach ratingowych. Oto bowiem agencja ratingowa Moody's ogłosiła w piątek: rating dla Polski wynosi w walucie obcej i polskiej "A2", a jego perspektywa jest stabilna.
- O odporności polskiej gospodarki wyraźnie świadczy jej stabilny wzrost i brak nierównowag w okresie poprzedzającym globalny kryzys, a także pozycja Polski jako jedynego kraju Unii Europejskiej (UE), który w ubiegłym roku nie popadł w recesję - powiedział wiceprezes i starszy analityk Moody's Anthony Thomas, cytowany przez agencję Reuters.  - Choć Produkt Krajowy Brutto (PKB) na głowę mieszkańca Polski jest niższy niż w wielu krajach o podobnym ratingu, Moody's spodziewa się, że kraj w średnim i dłuższym terminie będzie nadal zbliżał się w kierunku poziomów obserwowanych u bogatszych krajów UE.
Zdaniem Moody's, przed 2012 rokiem Polska raczej nie podejmie prób znaczącej redukcji deficytu, gdyż w 2011 roku odbędą się wybory parlamentarne. - Niemniej jednak, ani deficyt, ani dług nie są na zbyt wysokich poziomach i dług jest pod kontrolą, co wynika także z tego, że władzom udało się utrzymać zaufanie rynków finansowych" - sądzi Moody's.

Gdybym ja to napisał sam, to byście jeden z drugim napisali, że mi propaganda do gowy uderzyła. Widać nie tylko mnie uderzyła.  

16:24, konrad.niklewicz , Gospodarka
Link Komentarze (44) »

Europejski Mechanizm Stabilizacyjny uzgodniony, zgoda na niezbędne poprawki w Traktacie Lizbońskim - ogłoszona. Kolejny szczyt Unii w Brukseli kończy się tym, czym miał się skończyć. Żadne euroobligacje nie wyskoczyły i zamieszania nie narobiły.
Europejskie giełdy zareagowały na wieści dochodzące ze szczytu umiarkowanie pozytywnie. Indeksy ruszyły (powolutku) do góry. 
Polska - choć poza strefą euro - najprawdopodobniej włączy się do Europejskiego Mechanizmu Stabilizacyjnego. To inwestycja w przyszłość, na dwa sposoby: raz, że dostaniemy dodatkową siatkę bezpieczeństwa (nie żebyśmy jej potrzebowali, ale strzeżonego Pan Bóg strzeże). Dwa, że udowadniamy swoją proeuropejską postawę, gotowość do solidarności unijnej. Takie dodatkowe punkty polityczne są bardzo ważne w perspektywie polskiej prezydencji w Unii (to już za pół roku!), a po drugie - przydadzą się, gdy w UE na całego zacznie się debata o budżecie.
Tak właściwie to ona już się zaczyna. Premier Donald Tusk wyjeżdżał ze szczytu Unii Europejskiej z przyjemną świadomością, że formalne konkluzje szczytu (wiążące!) są dokładnie takie, jakich mogliśmy sobie życzyć. Stwierdzają bowiem: ”Rada Europejska oczekuje inicjatywy Komisji Europejskiej w sprawie nowych wieloletnich ram finansowych do czerwca 2011 roku i zaprasza inne instytucje do współpracy, by ułatwić ich przyjęcie na czas”.
W konkluzjach ze szczytu nie pada ani jedno słowo o tym, że budżet Unii należałoby w przyszłości ograniczyć.
Oczywiście, zwycięstwa odtrąbić nie można. Brytyjska dyplomacja już łazi po Europie i smędzi, ba, jeszcze na szczycie w kuluarach to robiła, nakłaniając inne kraje, by się podpisały pod jakimś wspólnym listem, w którym padłaby propozycja zamrożenia budżetu unijnego na obecnym poziomie, z ewentualną korektą na inflację (dla blogUE nie jest jasne, czy pod pojęciem ”obecnego poziomu” Brytyjczycy rozumieją kwoty, czy procenty - 1,13 proc. unijnego PKB).
- Rytualne tańce różnych plemion wokół budżetu - tak brytyjskie starania o zredagowanie wspólnego listu skomentował szef Komisji Europejskiej Jose Manuel Barroso, cytowany przez PAP.
Trzeba tę brytyjską propozycję zwalczać, trzeba kontratakować. Ale pierwsza obrona Jasnej Góry już okazała się udana. Bo przypominam szanownym czytelnikom, że pierwotna propozycja brytyjska - może wypuszczona tylko na wabia? - mówiła o zerżnięciu budżetu do 0,85 proc.
BlogUE bardzo liczy na Prawo i Sprawiedliwość, że coś zrobi, coś wymyśli, i zdoła przekonać swoich sojuszników z Parlamentu Europejskiego, żeby jednak nie załatwiali swojej wewnątrz-domowej polityki kosztem ”sojuszników” z Europy Środkowej.

czwartek, 16 grudnia 2010

Polska, choć nie należy do strefy euro, jest gotowa włączyć się do ”europejskiego mechanizmu stabilizacji” - zadeklarował jeszcze przed rozpoczęciem szczytu w Brukseli premier Donald Tusk. Nawet jeśli nie miałoby to oznaczać, że trzeba będzie pożyczyć polskie pieniądze tym krajom Unii, które są w tarapatach. - Rozważamy bardzo serio uczestnictwo już później w samym mechanizmie. Oczywiście zasada dobrowolności będzie tak czy inaczej przestrzegana wobec państw, które nie są w strefie euro. Ale jak się zastanawiamy i oceniamy, co się dzieje w Europie i na świecie, to lepiej nawet ryzykować, że trzeba będzie coś wyłożyć, ale być w tej grupie państw mimo wszystko najbogatszych w tej części świata i liczyć na ich pomoc, jeśli - odpukać - u nas coś nie będzie grało - powiedział Tusk w Brukseli (cytat za PAP).
Prezydencja belgijska nie wyklucza, że kraje spoza strefy euro będą dopuszczone do współdecydowania ws. EMS na zasadzie dobrowolności. 
BlogUE jest cały za. I dla nikogo, kto czyta tego bloga regularnie, nie będzie to zaskoczenie. Największą siłą Unii jest jej solidarność. ”Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego” - to może i brzmi śmiesznie, ale działa. Ze względu na polski udział w unijnym PKB, nasza składka do mechanizmu będzie stosunkowo niewielka. I nie wiadomo, czy w ogóle będzie potrzebna (na razie dwa państwa Unii korzystają z pomocy finansowej, czas pokaże, czy dołączą kolejne).
Ruch Tuska jest o tyle słuszny, że wzmacnia naszą pozycję negocjacyjną w przyszłości, gdy wspólnota będzie się kłócić o kolejny, wieloletni budżet.
Nikt nie będzie mógł w tej kłótni zarzucić Polsce, że chce tylko brać.

Zanim przejdziemy do komentowania szczytu unijnego (no i do oczekiwanych z niecierpliwością przeprosin leniucha), dwie informacje do przetrawienia. Jedna dobra, druga zła.
Zacznę od tej złej. Polska przegrała dość istotną sprawę z punktu widzenia gospodarki. W środę unijna komisa ds. klimatycznych (Climate Change Comittee) zadecydowała, jak będą dzielone (po 2013 r.) darmowe uprawnienia do emisji CO2 w wybranych sektorach przemysłu. Otóż wielkość przydziału będzie zależna od tego, jak bardzo instalacje przemysłowe będą zbliżone do tych, które są najbardziej efektywne (emitujące najmniej CO2). Oznacza to, że największe przydziały darmowych uprawnień będą dostawały instalacje spalające gaz. A niestety w Polsce wiele sektorów przemysłu opiera się o spalanie węgla kamiennego. One dostaną mniej uprawnień i brakujące będą musiały kupować na rynku. Co uderzy w ich konkurencyjność. Rząd starał się zablokować tę niekorzystną decyzję – ale niestety, prawda jest taka, że na poziomie komisji zdecydowana większość państw postawiła na gaz. Małe są szanse, żeby tę złą dla polskiego przemysłu decyzję odkręcić na poziomie Rady UE. Ale na pewno będzie podjęta taka próba. Może uda się wyszarpać jakąś derofację od derogacji… Bardziej obszernie pisze o tym mój redakcyjny kolega Rafał Zasuń.
Oczywiście, ta informacja jest zła tylko dla tych, którzy uważają, że konkurencyjność polskiej gospodarki jest istotna. Dla tych, dla których bardziej istotne jest ochrona środowiska, promocja nowych (bardziej „zielonych” technologii) – informacja jest dobra. BlogUE bliżej jakoś jednak do pierwszej grupy.

A teraz dobra wiadomość, dobra chyba dla wszystkich – prócz biznesowych oszustów.  Komisja Europejska przygotowała projekt rozporządzenia, które – upraszczając – umożliwi egzekucję wyroków sądowych (w sprawach cywilnych i gospodarczych)  bez konieczności ich „nostryfikacji” w innym kraju Unii. Czyli jeśli Polska firma zawrze kontrakt z firmą, dajmy na to, niemiecką i w tym kontrakcie zapisze sobie, że spory będą rozstrzygane przed sądem w Warszawie – to jeśli faktycznie dojdzie do sporu i wyrok zapadnie (na korzyść naszych), rzeczona polska firma nie będzie musiała prowadzić procedury która nazywa się (jak podaje PAP) exequatur.
Komisja Europejska podaje, że obecnie w całej Unii takich procedur przeprowadza się aż 10 tys. rocznie, co oznacza miliony euro niepotrzebnych kosztów prawnych dla unijnych przedsiębiorców.
Nowe rozporządzenie mogłoby wejść w życie już za trzy lata. - Moim celem jest, aby do 2013 r. orzeczenia w sprawach cywilnych i handlowych mogły być skutecznie, szybko i tanio wykonywane w całej UE, bez względu na to, czy zostały wydane przez sąd krajowy, czy przez sąd innego państwa członkowskiego UE - oświadczyła unijna komisarz ds. sprawiedliwości Viviane Reding, cytowana przez PAP. Ale to nie koniec ważnych zmian prawnych, które proponuje Komisja. Komisarz Reding proponuje też, żeby w całej UE wprowadzić przepis, na mocy którego spory konsumenckie (między konsumentem a firmą) byłyby automatycznie rozstrzygane w sądzie właściwym dla konsumenta, a nie dla firmy.

10:43, konrad.niklewicz , Gospodarka
Link Komentarze (1) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 81
wyborcza.pl
Konrad Niklewicz

Konrad Niklewicz, od ponad 10 lat dziennikarz i redaktor „Gazety Wyborczej”. Od ośmiu lat w dziale gospodarczym, w latach 2005 - 2007 był korespondentem „Gazety” w Brukseli.
dowiedz się więcej »

Follow konradniklewicz on Twitter
top | © Agora SA | design by kate_mac