Co się dzieje w Unii Europejskiej? Autorski przegląd najważniejszych spraw i wydarzeń z życia wspólnoty.
piątek, 30 października 2009

W chwili, gdy piszę tę blognotkę (11:15), nie ma jeszcze potwierdzenia kompromisu na szczycie Unii Europejskiej w Brukseli. Wszystko wskazuje na to, że Polska do końca grała swoją ”dziadowską” kartą, domagając się, by udział nowych członków UE w finansowania walki ze zmianami klimatycznymi był minimalny, na poziomie minimum minimorum. Dużo mniejszy niż nasz faktyczny udział w szkodach, jakie wyrządzamy środowisku naturalnemu.
Czytelnicy już wiedzą, że blogUE takie podejście krytykuje. Ale trzeba uczciwie przyznać - argumenty rządu (”jesteśmy za biedni, by kontrybuować proporcjonalnie do tego, co robimy, niech bogatsi od nas płacą za nasze grzechy”) zdobywają więcej zwolenników.

Cóż, blogUE swojego zdania z tego powodu nie zmieni (bo pamięta, co John Fitzgerald Kennedy pisał w swojej nagrodzonej Pulitzerem książce ”Profiles in Courage” ).

Zresztą blogUE ma z czego czerpać otuchę. Otóż okazuje się, że już nawet organizacje reprezentujące polskich przedsiębiorców zaczynają przyznawać, że polityka polskiego rządu nie jest, powiedzmy delikatnie, optymalna. Przedsiębiorcy mówią: fajnie, że walczycie o kasę podatników. Ale na dłuższą metę tak się nie da. Oto w piątek Business Centre Club opublikował takie oświadczenie: ”Po raz kolejny mamy problem ze szczytem Unii Europejskiej, na którym premier  wspólnie z prezydentem bronią polskiej racji stanu, a właściwie stanu kieszeni polskich podatników. I po raz kolejny wystawiamy reputację naszego kraju na szwank z wizją unijnego hamulcowego działań na rzecz powstrzymania zmian klimatycznych. Oczywiście z powodów merkantylno-egoistycznych trzymamy mocno kciuki za skuteczność negocjacji szefów naszego państwa i rządu w Brukseli tak, aby polska składka na rzecz wsparcia najuboższych krajów świata w walce z globalnym ociepleniem była jak najniższa. Tylko nieodparcie ciśnie się na usta pytanie, czy prawie zawsze zagrożenia środowiskowe w Polsce muszą być traktowane jako pasmo nieszczęść narodowych, a nie jak wyzwanie dla polskiej gospodarki! /.../ W dającej się przewidzieć przyszłości działania Unii będą w dalszym ciągu zdominowane zagadnieniami środowiskowymi. Zarządzanie tymi ryzykami, a w szczególności gospodarczymi skutkami unijnych zmian prawnych, powinno być jednym z priorytetowych działań polskiego rządu. Dlatego też z uporem godnym tej nadzwyczaj ważnej sprawy BCC ponownie postuluje utworzenie krajowego systemu zarządzania ryzykami środowiskowymi opartego na narodowej strategii zrównoważonego rozwoju - stwierdzają przedsiębiorcy.

Druga pociecha, po którą blogUE będzie sięgał za każdym razem, gdy przeczyta wynurzenia jakichś ”climate change denialistów”, to najnowszy raport Banku Światowego - instytucji było nie było dość poważnej i poważanej. Wprost z niego wynika, że nawet my, Polacy, już teraz odczuwamy pierwsze skutki niekorzystnych zmian klimatycznych. I że są na to twarde, naukowe dowody.
- Average temperatures across Europe and Central Asia have already increased by 0.5°C in the south to 1.6°C in the north, and overall temperature increases of 1.6 to 2.6°C are expected by the middle of the century. This is affecting hydrology, with rainfall becoming more intense as greater total annual precipitation falls during fewer days each year - resulting in both more floods and more droughts - extremes which have already had serious impacts in Poland. In addition to damages to infrastructure, agriculture, and industry, floods have been particularly harmful to health, both physical and psychological. Looking ahead, summer heat waves could claim more lives than would be saved by warmer winters - ostrzega raport. - ”To solve the climate problem, we urgently need to transform energy systems towards higher energy efficiency and more low-carbon technologies. This is particularly true in ECA economies, where increasing energy efficiency and bringing currently very high carbon intensity closer to international norms is desirable for many other reasons—competitiveness, energy security, and public health" - podkreśla Marianne Fay, główna ekonomistka w departamencie rozwoju Banku Światowego, cytowana w dokumencie. .
 
Raport jest dostępny na stronach Banku Światowego

   
 

11:35, konrad.niklewicz
Link Komentarze (12) »
czwartek, 29 października 2009


Na każdym szczycie Unii Europejskiej przewodniczący Parlamentu Europejsko ma przywilej pierwszego głosu. Utarło się, że szefowie PE wykorzystują go, żeby przekazać szefom państw i rządów stanowisko zajmowane przez Parlament Europejski (w danej sprawie, którą szczyt się zajmuje). Głos Europarlamentu nigdy nie był - i nie będzie - decydujący, ale z drugiej strony - rządy lekceważyć go zupełnie nie mogą. 
Tym razem w imieniu III najważniejszej instytucji unijnej będzie mówił „nasz” Jerzy Buzek. I chyba nie zawiedzie większości rodaków: chce lobbować w naszym (polskim), i szerzej, całego regionu interesie. Szefom państw i rządów ma bowiem powiedzieć: - W Kopenhadze musimy znaleźć prawnie wiążące porozumienie na miarę całej planety na okres od 2013 roku zgodne z protokołem z Kyoto. Te decyzje będą służyć naszym dzieciom i wnukom. Unia Europejska jest gotowa przyjąć zobowiązania kopenhaskie. Ale jest rzeczą wielkiej wagi, by teraz, podczas tego szczytu porozumieć się w sprawie podziału ciężaru zobowiązań pomiędzy państwami Unii. Jeśli chcemy być solidarni z najmniej rozwiniętymi państwami świata, musimy zacząć od okazania solidarności w samej Unii.

Pasuje jak ulał do stanowiska polskiego rządu, ktry przekonuje, że państwa naszego regionu powinny wpłacać dużo mniej pieniędzy do specjalnego, unijnego eko-funduszu, ktry będzie w przyszłości finansowa walkę ze zmianami klimatycznymi w biedniejszych krajach świata.

14:29, konrad.niklewicz
Link Komentarze (3) »

Skoro powiedziało się A, czas na B. W poprzedniej blognotce blogUE przyznał, że od początku nie podzielał krytyki zapisów ”Pakietu Telekomunikacyjnego”. Pora więc wytłumaczyć, dlaczego ma takie zdanie. 

Po pierwsze dlatego, że od samego początku blogUE nie widział w nim realnych zagrożeń dla podstawowych praw i wolności obywatelskich. Unia Europejska to jednak nie Chiny. Unijne rządy - przy wszystkich swoich wadach, popełnianych błędach itp. -  poruszają się w obszarze demokratycznego państwa prawa. I nie będą próbowały wprowadzać cenzury w internecie (ani nie pozwolą wprowadzić jej prywatnym telekomom), bo zbyt dobrze wiedzą, że próba kneblowania swobody wypowiedzi zawsze odbije się przykrą czkawką. Także samej władzy.
Państwa unijne zazdrośnie strzegą swoich prerogatyw w zakresie wymiaru sprawiedliwości i nie chcą, żeby to unijne prawo (dyrektywa) mówiło im, dokładnie w którym momencie postępowania administracyjnego/karnego interweniować musi sąd. Ale wystarczy, że ”Pakiet Telekomunikacyjny” narzuca zasadę, że prędzej czy później niezależny sąd musi się pojawić.
Jeszcze raz użyję mojej ulubionej analogii: jakoś możemy żyć z tym, że przepisy prawa o ruchu drogowym pozwalają policji zatrzymać nasz samochód i arbitralnie odebrać nam prawo jazdy i dowód rejestracyjny (czyli faktycznie nas uziemić, przerwać jazdę na dobre) gdy - zdaniem policjantów - są do tego podstawy. Np. niesprawne reflektory, zbyt płytki bieżnik, brak okularów na nosie itp. itd. My oczywiście możemy mieć pewność, że policja się myli, nie ma racji itp. - ale dopiero potem będziemy musieli to udowodnić. I ewentualnie przed sądem wykazać głupotę policjantów (to przykład hipotetyczny, panowie z drogówki nie obrażajcie się!), żądając rekompensaty.  
Po drugie, Pakiet Telekomunikacyjny wprowadza do unijnego prawodawstwa wiele przepisów b. korzystnych dla konsumentów, których wcześniej nie było. Pamiętajmy, że ”Pakiet Telekomunikacyjny” nie dotyczy tylko dostaw internetu, ale całego rynku telekomunikacji.
Dyrektywa nakłada na operatorów obowiązek - jeśli chcą ograniczyć dostęp, muszą uprzedzić o tym konsumentów. Oni zaś będą wtedy mogli zerwać umowę bez konsekwencji i przenieść się do innego operatora. "Pakiet" proponuje przepisy, które utrudnią operatorom i władzom państw blokowanie dostępu do sieci. Stwierdza bowiem, że dostęp do internetu to swoboda gwarantowana europejską konwencją praw człowieka (obowiązującą w Unii). Każdy Europejczyk odcięty od internetu mógłby odwołać się do sądu.
Z innych nowinek: ograniczenie do 24 miesięcy maksymalnej długości umowy operatora z konsumentem - tak by nie wiązać go zbyt długim kontraktem; nakaz, by przeniesienie numeru telefonu z jednej sieci do drugiej nie trwało dłużej niż jeden dzień (obecnie - nawet 30 dni).
„Pakiet Telekomunikacyjny” wprowadza na rządy dodatkowe obowiązki, jeśli chodzi o numer alarmowy 112. Państwa będą miały obowiązek (dziś nie mają!) zagwarantować możliwość dodzwonienia się na 112 nawet wówczas, gdy dojdzie do kolosalnej katastrofy technicznej lub naturalnej (we francuskiej wersji tekstu brzmi to: ”même en cas de rupture des réseaux de télécommunications suite à une catastrophe ou un autre cas de force majeure”).
Jest jeszcze wiele innych zmian, których blogUE wymieniać już się nie chce.

12:01, konrad.niklewicz
Link Komentarze (4) »
środa, 28 października 2009

C European Communities 2009Ze smutkiem i bez żadnej satysfakcji to piszę, ale napisać muszę: oto właśnie przekonaliśmy się w praniu, ile są warte (czytaj: ile naprawdę mogą zdziałać) „obywatelskie ruchy protestu”, „grupy społecznego oporu”, „koalicje internetowe” i inne, szlachetno-naiwne inicjatywy oddolne.

Pamiętacie jeszcze jak na wiosnę, tuż przed wyborami do Parlamentu Europejskiego, Europa żyła - przynajmniej przez chwilę - debatą o cenzurze w internecie, odcinaniu piratów od sieci? Powodem do tej dyskusji była unijna dyrektywa - „Pakiet Telekomunikacyjny”, która w kwietniu i maju stawała w Parlamencie Europejskim.
Społeczność europejskich internautów dostała jakiegoś zbiorowego amoku, przekonując, że oto szykuje się zamach na najświętsze, europejskie wartości. Że będzie cenzura w internecie, że niewinni ludzie będą odcinani od sieci na podstawie widzimisię urzędników i bezlitosnych kapitalistów z telekomów.
Pospolite ruszenie europejskich internatów pisało petycje, organizowało uliczne protesty, apelowało do polityków. I korzystając z tego, że właśnie toczyła się przedwyborcza kampania (każdy głos na wagę złota), spektakularny sukces odniosło. 5 maja br., na jednej z ostatnich sesji przed końcem kadencji, Europarlament ostatecznie przegłosował (czytaj: wepchnął do ”Pakietu Telekomunikacyjnego”) słynną poprawkę „138/46”:

”No restriction may be imposed on the fundamental rights and freedoms of end-users, without a prior ruling by the judicial authorities, notably in accordance with Article 11 of the Charter of Fundamental Rights of the European Union on freedom of expression and information, save when public security is threatened where the ruling may be subsequent."

Korki od szampana (albo innych, mniej kapitalistycznych trunków) pewnie strzeliły w siedzibach NGO's-ów. Europosłowie, dumni jak pawie, dawali twarze telewizji, opowiadając, jak bardzo walczą o prawa człowieka, stoją na straży... no, generalnie, wodę lali. Tak samo zresztą, jak wielu internautów. opowiadających natchnione banialuki o ”zwycięstwie społeczeństwa obywatelskiego”.  
Wszyscy puchli z dumy, choć wiedzieli, że unijne rządy (Rada UE) nigdy przenigdy takiej poprawki nie zaakceptują. Już prędzej cały ”Pakiet Telekomunikacyjny” uwalą.

C European Communities 2009Od tego czasu minęło kilka miesięcy. Kampania do PE się skończyła, wybory się odbyły, emocje wygasły. Mamy nowy Europarlament. Nowi oraz nowi-starzy europosłowie pewnie zapomnieli o głosowaniu z maja. Rada UE nie zapomniała i konsekwentnie młotkowała swoje stanowisko. Skutecznie. Na kolejnych spotkaniach - w tym na pierwszym posiedzeniu komisji koncyliacyjnej - (mającej pogodzić sprzeczne stanowisk Rady i PE ws. dyrektywy), posłowie zgodzili się zastąpić ”138” następującymi passusami (przeczytajcie je starannie, bo strategicznie ustępstwo jest nieźle polukrowane): 

"Measures taken by Member States regarding end-users' access to or use of services and applications through electronic communications networks shall respect the fundamental rights and freedoms of natural persons, as guaranteed by the European Convention for the Protection of Human Rights and Fundamental Freedoms and general principles of Community law. Any measures liable to restrict those fundamental rights or freedoms may only be taken in exceptional circumstances and imposed if they are appropriate, proportionate and necessary within a democratic society, and shall be subject to adequate procedural safeguards in conformity with the European Convention for the Protection of Human Rights and Fundamental Freedoms and with general principles of Community law, including effective judicial protection and due process. In particular, any measures may only be adopted as a result of a prior, fair and impartial procedure ensuring inter alia that the principle of presumption of innocence and the right to be heard of the person or persons concerned be fully respected. Furthermore, the right to an effective and timely judicial review shall be guaranteed.This shall not affect the competence of a Member State, in conformity with its own constitutional order and with fundamental rights”.

Kluczowy jest zwłaszcza ostatni fragment. Nie ma już mowy o ”wyroku sądowym” przed decyzją o odcięciu/ograniczeniu. Jest mowa o "kontroli sądowej" (???) już po decyzji. I tak, po ciężkich bojach, chwilach histerii i euforii, wracamy do punktu wyjścia. Francja może spokojnie wdrażać swoje HADOPI 2, Wielka Brytania podążać jej śladem.
BlogUE porozmawiał m.in. z europosłami, członkami NGO's. I z tych rozmów wynika, że na tym etapie procedury jest już za późno na reakcję. Wersja rządowa jest ostateczna I zostanie potwierdzona 4 listopada, na kolejnym posiedzeniu koncyliacyjnym.
Zresztą - przyznaje w rozmowie z blogUE europosłanka PO Lena Kolarska-Bobińska - ”tracimy coś ważnego, ale taka jest cena za to, że w ogóle będziemy mieli Pakiet Telekomunikacyjny”.
Car Aleksander II ponoć powiedział: żadnych złudzeń, Panowie, żadnych złudzeń! Ano właśnie. BlogUE nie miał ich od samego początku, ba, uważał, że rządy miały w tym sporze rację. Ale to już temat na inną blognotkę.

O całej historii piszę w piątek w "Gazecie Wyborczej" i w portalu wyborcza.biz 

O białej fladze PE pisze też EUobserver

20:42, konrad.niklewicz
Link Komentarze (11) »
wtorek, 27 października 2009

Tego jeszcze w Unii Europejskiej chyba nie było. Władze miasta Saint-Etienne postanowiły pozwać do sądu bank, który - jak przekonuje samorząd - wcisnął mu toksyczny deal finansowy, na którym teraz miast zacznie tracić kolosalne pieniądze. Winowajcą w tym sporze ma być niemiecki gigant - Deutsche Bank. Miał on namówić samorząd 175-tysięcznego Saint-Etienne na zaciągnięcie pożyczki o dość skomplikowanej konstrukcji, w której rata odsetek i spłaty kapitału była pośrednio uzależniona od wartości funta wobec euro.
Na początku kredyt był oprocentowany 4,3 proc. rocznie. Ale za chwilę, po wzięciu pod uwagę dramatycznego osłabienia się funta wobec euro w ostatnich miesiącach, Saint-Etienne będzie płaciło lichwiarskie 24 proc. Rajcy miejscy uważają, że zostali przez bank przekręceni.
Formalną podstawą do anulowania umowy kredytowej (przekazaną sądowi w Paryżu) ma być to, że bank rzekomo nie udzielił wymaganych prawem informacji, swój produkt oferując.
- Nie udało się nam załatwić tego w negocjacjach, więc idziemy do sądu - powiedział mer Maurice Vincent. Zapowiedział też, że nawiąże kontakt z innymiu miastami we Francji, żeby wspólnie zorganizować jakąś formę walki z bankami.
To ostatnie może się jednak okazać dość ryzykowne dla małego (jak na francuskie warunki) miasta. ”Chojna” ''Hojna'' (by nie powiedzieć: nie licząca się z groszem) polityka poprzednich samorządów doprowadziała do tego, że Saint-Etienne jest dziś 400 mln euro na minusie.

18:04, konrad.niklewicz
Link Komentarze (8) »
poniedziałek, 26 października 2009

Nowym niemieckim komisarzem w Unii Europejskiej będzie Guenther Oettinger, szef landowego rządu Badenii-Wirttembergii - informuje portal EUobserver, powołujący się na niemiecką prasę. Oettinger, wybrany osobiście przez Angelę Merkel, zastąpi w nowym składzie komisji dobrze Polsce znanego socjaldemokratę, Guntera Verheugena. To spora niespodzianka, bo do tej pory pierwsze miejsce na nieoficjalnej giełdzie nazwisk zajmował minister spraw wewnętrznych Wolfgang Schauble.
Niewiele więcej blogUE jest w stanie napisać o Oettingerze. 56 lat, z wykształcenia prawnik, poza niemiecką polityką praktycznie nieznany. Dziś nie wiadomo jeszcze jaką tekę Niemiec miałby objąć w Komisji. Pewnie którąś z najważniejszych gospodarczych - w końcu mówimy tu o kandydacie rządu Niemiec.
A skoro tak, to blogUE ma już teorię - mało zresztą odkrywczą. Wysyłając ”słabego” (jak się dziś wydaje) polityka do Brukseli, rząd niemiecki realizuje koncepcję marginalizowania Komisji Europejskiej. To osłabianie KE trwa już od dłuższego czasu, ku zadowoleniu większości unijnych rządów, które najwyraźniej chcą wdrożyć w życie bolszewicką koncepcję pt. ”Cała władza w ręce Rad”.

Smutne to dla eurofederalistów, takich jak blogUE.

10:20, konrad.niklewicz
Link Komentarze (4) »
piątek, 23 października 2009

C European Communities 2009W piątkowej „Gazecie Wyborczej” Wasz autor popełnił tekst o tym, że minister środowiska Maciej Nowicki chce namawiać kolegów z rządu - na początek wicepremiera ministra gospodarki Waldemara Pawlaka - na rozważania o ew. wprowadzeniu w Polsce podatku węglowego. (Notabene, Nowicki po raz drugi wychodzi z takim pomysłem - pierwszy raz mówił o tym jeszcze w latach 90.).

Link do tekstu

 

BlogUE nawet nie przypuszczał, że skromny artykuł, zagrzebany gdzieś w dziale gospodarczym, wywoła taka lawinę komentarzy. W 99,99 procentach - negatywnych. Tych co ostrzejszych nie ma nawet co cytować. Wypowiedzi większości komentujących dałoby się streścić następująco: rząd znowu kugluje, żeby nas podatników obrobić i na jakieś bzdury pieniądze z portfeli nam wyciągnąć.
Cóż, przyznajmy, to źle wróży projektowi. Być może cała koncepcja zostanie zabita jeszcze na etapie wstępnych konsultacji.
A szkoda! Bo z wielu istniejących na świecie sposobów zachęcania społeczeństw do bardziej racjonalnych zachowań, służących i środowisku, i gospodarce - właśnie ''podatek węglowy'', obecny w wielu krajach Europy, wydaje się być całkiem rozsądny.
Jeszcze raz powtórzę (choć zrobiłem to już w tekście) zalety: pw jest transparentny, łatwy do wprowadzenia, powszechny i - przede wszystkim - sprawiedliwy. Bo tyle płacimy tego podatku, ile faktycznie wyemitujemy CO2 w trakcie spalania paliw, których używany na NASZ użytek.
Podatek premiuje tych, którzy wkładają wysiłek w redukcję swoich emisji CO2. A zarazem daje możliwość (tym, którzy chcą) szaleństwa. Kto chce jeździć dwutonowym 4x4, prosze bardzo, niech jeździ. Ale musi ponieść ”negatywny koszt zewnętrzny”.
Jednym z argumentów wykorzystanych przeciwko podatkowi węglowemu jest to, że pieniądze z niego płynące zostaną przez rząd wydane na inny cel, niż powinny (teoretycznie, dochody z pw powinny zasilać fundusz ochrony środowiska, dotować energooszczędne technologie, gospodarkę ”niskowęglową” itp.). Za przykład podają tzw. opłatę drogową, płaconą w cenie paliwa.
Niby prawda... ale to nie podważa koncpecji podatku węglowego jako takiej, a świadczy jedynie o niesłowności kolejnych rządów. Szwedzi jakoś potrafią zadbać, żeby pieniądze z carbon tax szły na wyznaczony cel. 

Niestety, blogUE odnosi wrażenie, że tak naprawdę chodzi o to, że Polacy - w swej większości - po prostu nie chca płacić za degradację środowiska. Każdy do niej sie przyczynia, ale, gdy na stole pojawia się rachunek, słychać głośne ”sąsiad, sąsiad!”.  Albo: ”A dlaczego wogóle mam na to płacić? Niech rząd zapłaci”. Ale z czego, blogUE się pyta, z czego? Może budżet ma przestać płacić pensje nauczycielom? 

PS. Jak już pewnie większość czytelników zorientowała się, blogUE nie prowadzi dyskusji na temat tego, czy działalność człowieka, emisje CO2, prowadzą do groźnych zmian klimatycznych. To zjawisko blogUE traktuje jako empirycznie dowiedziony fakt. Proszę, uszanujcie to stanowisko. I nie suflujcie, drodzy Czytelnicy, podatków od pierdów, krowiego metanu i innych smiesznych-aż-do-łez złośliwości. Chętnie natomiast podysktuję o wadach / zaletach ”podatku węglowego” jako narzędzia służącego do ograniczania emisji CO2.

20:24, konrad.niklewicz
Link Komentarze (3) »
czwartek, 22 października 2009

Komisja Europejska opublikowała w czwartek kolejny raport o tym, jak funkcjonuje (czy raczej: nie funkcjonuje) unijny rynek transgranicznych zakupów internetowych. To olbrzymia sfera gospodarki: jeszcze w 2006 r. jej wartość szacowano na 106 mld euro.
Badając ten rynek, Komisja sprawdziła praktycznie wszystko: sprzedaż muzyki (ulubiony konik blogUE!), sprzętu RTV-AGD, aparatów fotograficznych, książek, odzieży itp.
Tym razem unijni urzędnicy nie ograniczyli się tylko do biernego sprawdzania przepisów, ale zastosowali ”zakupy kontrolowane”. Wynajęci przez nich pseudo-klienci złożyli we wszystkich krajach UE 11 tys. testowych zamówień na towary. I okazało się, że... 60 proc. z nich nie została zrealizowana, bo ”sprzedawca nie prowadził wysyłki produktu do ich kraju lub nie oferował odpowiednich możliwości dokonania płatności transgranicznej”.
Czyli, mówiąc wprost, w przypadku e-handlu wspólny unijny rynek to ciągle bujda. A szkoda, bo jak przytomnie zauważyła Komisja, dla wielu mieszkańców Unii, towary oferowane przez internet np. w sąsiednim kraju - są tańsze. Nawet doliczając koszty transportu.
Publikując raport
(więcej informacji o nim można znaleźć tutaj), Komisja Europejska po raz kolejny obiecała, że spróbuje zawalczyć o prawdziwy rynek online.
Meglena Kuneva- Wyniki badania są bardzo wyraziste: mamy teraz konkretne fakty i dane liczbowe, które pokazują, w jak dużym zakresie europejski jednolity rynek nie sprawdza się w przypadku sprzedaży detalicznej przez Internet. Lepsze oferty i większy wybór produktów dla konsumentów na naszym ogromnym europejskim rynku mogły by stać się dostępne na kliknięcie myszki. W rzeczywistości granice krajów są jednak w dalszym ciągu przeszkodą dla kupujących przez Internet. Europejscy konsumenci, choć na to zasługują, nie mają dostępu do większego wyboru i korzystniejszych cenowo ofert. Musimy uprościć labirynt prawny zniechęcający podmioty sprzedające przez Internet do oferowania swoich towarów w pozostałych krajach - mówi unijna komisarz ds. konsumenckich Meglena Kuneva.
To stwierdzenie prowadzi do mojego ulubionego wątku, czyli sprzedaży muzyki on-line przez firmę Apple. Jak już wszyscy wiedzą, iTunes wciąż nie są (oficjalnie) dostępne w Polsce i kilku innych krajach Unii. I wciąż wkurza to przedstawicieli Komisji Europejskiej. - Urzeczywistnienie jednolitego rynku cyfrowego jest najważniejszym priorytetem dla Europy - stwierdziła Viviane Reding, komisarz UE ds. społeczeństwa informacyjnego i mediów. -
Prawdziwa gospodarka cyfrowa nie zaistnieje, zanim nie usuniemy wszystkich przeszkód dla transakcji internetowych, także tych dotyczących konsumenta końcowego.
Komisja dobrze wie, że wygodną wymówką, żeby np. mieszkańcom Bolandy figę pokazać, zamiast iTunes zaoferować, są prawa autorskie i wszystkie sprawy pokrewne.
Bruksela po raz kolejny obiecała więc, że stworzy projekt unijnych przepisów, wprowadzających ”europejskie prawa autorskie”. Zastępujące mętlik 27. różnych narodowych systemów prawa autorskiego. Oto fragment opublikowanego dziś raportu:

„A «European Copyright Law» (established, e.g., by means of an EU regulation48) is often mooted as establishing a  truly unified legal framework that would lead to direct benefits for the coherence of online licensing. A Community copyright title would have instant Community-wide effect, thereby creating a single market for copyrights and related rights. It would overcome the issue that each national copyright law, though harmonised as to its substantive scope, applies only in one particular national territory. A Community copyright would enhance legal security and transparency, for right owners and users alike, and greatly reduce transaction and licensing costs. Unification of EU copyright by regulation could also restore the balance between rights and exceptions – a balance that is currently skewed by the fact that the harmonisation directives mandate basic economic rights, but merely permit certain exceptions and limitations. A regulation could provide that rights and exceptions are afforded the same
degree of harmonisation. By creating a single European copyright title, European Copyright Law would create a tool for streamlining rights management across the Single Market, doing away with the necessity of administering a «bundle» of 27 national copyrights. Such a title, especially if construed as taking precedence over national titles, would remove the inherent territoriality with respect to applicable national copyright rules; a softer approach would be to make such a Community copyright title an option for rightholders which would not replace, but exist in parallel to
national copyright titles. Naturally, the existence of such a title would raise important issues for the organisation of rights management. A recent report analysed the impact that the introduction of a Community title for copyright would have on current rights management
practices.49 Further reflection on the future of European rights management would therefore have to precede the introduction of a Community copyright title”.

Dodatkowe informacje - tutaj.

iShuffleWdrażanie tego na pewno dłuuuugo potrwa. Ale dobra wiadomość jest taka, że - jak dowiaduje się blogUE - luksemburska chadeczka Viviane Reding (obecnie komisarz ds. społeczeństwa informacyjnego) będzie po raz kolejny nominowana przez rząd Grand-Duché de Luxembourg na członkinię Komisji. I ma dostać tekę ”EU digital copyrights”. BlogUE trzyma kciuki.

15:53, konrad.niklewicz
Link Komentarze (5) »
wtorek, 20 października 2009

Kłopot mniej na gowie Marka Siwica, europosła SLD i ministra w kancelarii prezydenta Kwaśniewskiego: nie będzie miał procesu o obrazę uczuć religijnych.

Pozew do sądu przeciwko Siwcowi skierował przed kilkoma laty bliżej nie znanny obywatel RP, urażony scenami z filmu z 2000 r., na których Siwiec parodiuje znany gest Jana Pawła II: wychodząc z prezydenckiego helikoptera w Ostrzeszowie klęka i całuje ziemię (a w tle  słychać ”zabawny” komentarza). Żeby jednak poseł Siwiec mógł stanąć przed sądem i odpowiedzieć za tę straszną zbrodnię (wszak obraza JPII powinna być karana co najmniej obdarciem ze skóry żywcem), trzeba by było odebrać mu poselski immunitet. A właśnie przed chwilą Parlament Europejski przegłosował uchwałę, w której nie daje zgody na zabranie immunitetu. Decyzja jest osteczna i niepodważalna, ergo - procesu nie będzie.

- Zarzuty przeciwko Markowi Siwcowi zostały postawione przez przeciwnika politycznego i że ich przewodnim motywem była chęć zaszkodzenia jego działalności jako posłowi do Parlamentu Europejskiego - głosi komunikat PE - Zarzuty należy więc uznać za ”fumus persecutionis - uznali europosłowie.

BlogUE zawsze wiedział, że to w Strasburgu będziemy szukać obrony przed dulszczyzną i religijnym fundamentalizmem. A że gest Siwca był zwyczajnie niesmaczny - to już zupełnie, ale to zupełnie inna para kaloszy. De gustibus non est disputandum.

15:41, konrad.niklewicz
Link Komentarze (7) »
poniedziałek, 19 października 2009

Wydaliśmy już 14,4 mld zł w ramach unijnych funduszy strukturalnych - poinformowało w poniedziałek Ministerstwo Rozwoju Regionalnego.

To bardzo dobra wiadomość. I nie tylko dlatego, że teraz mamy już prawie 100-proc. pewność, że oficjalny rządowy plan na 2009 r., zakładający wydanie 16,8 mld zł, na pewno będzie wykonany. (Już wyjasniam: historycznie listopad i grudzień były miesiącami, w których pieniędzy wydawano najwięcej - więc te brakujące 2,4 mld zł bez kłopotu odhaczymy).
Elżbieta Bieńkowska z WikipediiOd samozadowolenia szefowej MRR Bieńkowskiej (i premiera Tuska) ważniejsze jest to, że pieniądze z zewnątrz zasilają gospodarkę. Dotacje dla firm e-usługowych, dotacje mikroprzedsiębiorstw, dla dużych koncernów, dotacje na szkolenia dla pracowników, pośrednio - także wypłaty dla firm budowlanych itp... słowem, masa kasy za friko, która napędza gospdarkę w czasie krzysu.
To powiedziawszy, trzeba przyznać, że "blondynka ze Śląska" (Wasz autor rozmawiał dziś z minister i wie, że nie obraża się na to określenie) naprawdę ma powody do sporej satysfakcji. Inne wielkie plany rządowe - z prywatyzacją na czele - nie zostały zrealizowane w załości. A niektóre w ogóle. A MRR poradził sobie, choć samorządy wojewódzkie zrobiły wiele, żeby utrudnić mu zadanie.

Jest kilku polityków PiS, którzy powinni teraz - mówiąc delikatnie - połknąć swoje własne słowa sprzed pół roku.

21:47, konrad.niklewicz
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2 , 3
wyborcza.pl
Konrad Niklewicz

Konrad Niklewicz, od ponad 10 lat dziennikarz i redaktor „Gazety Wyborczej”. Od ośmiu lat w dziale gospodarczym, w latach 2005 - 2007 był korespondentem „Gazety” w Brukseli.
dowiedz się więcej »

Follow konradniklewicz on Twitter
top | © Agora SA | design by kate_mac