Co się dzieje w Unii Europejskiej? Autorski przegląd najważniejszych spraw i wydarzeń z życia wspólnoty.
sobota, 31 lipca 2010

OBWE* opublikowała kolejny raport o wolności mediów na Starym Kontynencie. Wynika z niego, że nie jest dobrze: tej wolności zrobiło się jakby mniej.
Owszem, Europa pozostaje Europą. Swobody jaką się cieszy prasa (i dziennikarze) nawet nie sposób porównać z tym, co się dzieje w Nowym, Wspaniałym Świecie Chin lub innych Singapurów czy Brazylii. Ale równać powinniśmy przecież do swoich własnych best practices, a nie do jakiegoś azjatyckiego zamordyzmu.
A z tym już gorzej. - “Freedom to express ourselves is questioned and challenged from many sides" – stwierdza dokument.  Weźmy taką Francję, kraj skądinąd demokratyczny. Kto jest faktycznym szefem publicznej telewizji? Nicolas Sarkozy, prezydent, osobiście mianujący dyrektora stacji. Z kolei we Włoszech jest gotowy projekt prawa, który utrudni dziennikarzom prowadzenie własnych „śledztw”. A w Estonii – projekt ustawy ograniczającej prawo do ochrony źródeł informacji dziennikarzy. I tak dalej, i tak dalej – dokument OBWE wymienia sporo innych przykładów. Szczęście w nieszczęściu, Polska nie „wybija” się w raporcie. Co może trochę dziwić, zważywszy, co się w ostatnich latach wyczynia wokół publicznej telewizji i radia.

*Organizacja Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie.

11:28, konrad.niklewicz , Społeczeństwo
Link Komentarze (15) »
czwartek, 29 lipca 2010

1,78 mld euro dla wszystkich nowych członków Unii, z czego aż 578 mln euro dla Polski.
Tyle pieniędzy w latach 2010 - 14 mają nam przekazać państwa EFTA (czyli Islandia, Liechtenstein i Norwegia - umówmy się, że to głównie ona będzie płacić). Umowa w tej sprawie została zawarta 28 lipca, w czwartek oficjalnie poinformowało o niej Ministerstwo Rozwoju Regionalnego.
Norwegowie muszą płacić, bo taki warunek postawiła im Unia Europejska. W zamian za to bogaci Skandynawowie mogą nadal uczestniczyć w dobrodziejstwie Europejskiego Obszaru Gospodarczego.

Najwyraźniej się opłaca, bo to już druga edycja pomocy finansowej dla nowych członków Unii, finansowanej przez kraje EFTA. Poprzedni funduszy był mniejszy (Polska dostała o kilkadziesiąt milionów euro mniej), ale i tak wystarczyło 
m.in. na renowację Sukiennic w Krakowie, Zamku w Malborku. - Wsparcie otrzymała również budowa Europejskiego Centrum Bajki w Pacanowie - podkreśla MRR w komunikacie.
Pieniądze z nowej edycji pomocy finansowej EFTA mamy wydać na nieco bardziej mięsiste projekty: wsparcie technologii wychwytywania i składowania CO2 (CCS), badania naukowe i stypendia.

Okazja do blognotki jest smutna: w środę przyszła wiadomość o śmierci Theo Albrechta, tajemniczego twórcy sieci handlowej Aldi*. Stworzona pół wieku temu sieć jest dziś - przynajmniej w Niemczech - marką tak potężną jak, powiedzmy, Coca-Cola. Co roku generuje ok. 30 mld euro przychodu, przynosząc rodzinie założyciela jedną z największych w Niemczech fortun.  Od kilku lat Aldi jest obecny także w Polsce - gdzie walczy ze swoim archirywalem, siecią Lidl. A co to ma wspólnego z gospodarką? Ano ma. Czy wiecie państwo, dlaczego akurat Aldi (Lidl i im podobne) stały się taką potęgą? Bo idealnie utrafiły w gust i potrzeby konsumentów niemieckich. 45 proc. (czterdzieści pięć!) wszystkich artykułów spożywczych sprzedawanych w Niemczech - wliczając w to towary nabyte na bazarach, targach itp. - pochodzi właśnie z sieci dyskontowej. Dla porównania, w Wielkiej Brytanii tylko siedem procent. Potęga Aldi i Lidla jest kolejnym dowodem na to, jak dużo  można zarobić na niemieckiej oszczędności.

* Dlaczego tajmeniczego? Albrecht, w chwili śmierci 88-letni, od 1971 r. nie pokazał się publicznie - a przynajmniej my nic o tym nie wiemy. Nie chciał. W tamtym pamiętnym roku został porwany. Wypuszczony dopiero po 17 dniach, gdy rodzina wpłaciła okup.

środa, 28 lipca 2010

Niby jest powód do świętowania: symboliczne pół miliarda pękło. Eurostat podał, że  1 stycznia 2010 r. liczba ludności Unii Europejskiej przekroczyła 501 mln (rok wcześniej wynosiła „tylko” 499 mln). Ale wystarczy głębiej podrapać paznokciem w statystykach - i już powodów do optymizmu robi się mniej. Na wzrost liczby ludności Unii w dużo większym stopniu zapracowały migracje (+0,9 mln osób w ubiegłym roku) niż różnica między narodzinami a zgonami (+0,5 mln). Aż w dziewięciu państwach liczba ludności skurczyła się (i to pomimo napływu imigrantów!). Najbardziej pustoszeją nasi sąsiedzi: Litwa (-6,2 promila) i Niemcy (-2,5 promila). Mimo spadku liczby mieszkańców o 203 tys. Niemcy pozostają największym liczebnie krajem UE, z 81,8 mln mieszkańców.

A co z Polską?  Nas ciągle jeszcze przybywa, choć coraz mniej. W 2009 r. w Polsce urodziło się 418 tys. dzieci. W całej UE - blisko 5,4 mln, skąd wniosek, że mniej więcej 13 nowo urodzony Europejczyk był Polakiem. Ale to nie my cieszymy się największym przyrostem naturalnym, tylko Irlandia (16,8 promila), Wielka Brytania (12,8) i Francja (12,7).

wtorek, 27 lipca 2010

Komisja Europejska właśnie utworzyła sobie setne stanowisko „dyrektora-generalnego” – alarmuje niemiecka europosłanka Ingeborg Grassle. – Ta administracja przestaje nad sobą panować. Ona zaczyna służyć sama sobie – ostrzega niemiecka polityk. I przypomina, że Komisja kiedyś obiecała, że liczba dyrektorów-generalnych (jedno z najważniejszych stanowisku w hierarchii urzędniczej unijnych instytucji) nie przekroczy 87. Słowa najwyraźniej nie dotrzymała. A trzeba pamiętać, że każde stanowisko dyrektora-generalnego kosztuje euro podatników ok. 15-18 tysięcy euro miesięcznie (licząc samą tylko pensję).

Europosłankę Grassle wkurzyło także to, że decyzja o stworzeniu nowego, lukratywnego stanowiska urzędniczego została przez Komisję sprytnie ukryta. KE musiała o tym poinformować (przepisy obowiązują), ale sprytnie ukryła to w pakiecie innych decyzji, przyjętych na ostatnim posiedzeniu przed przerwą wakacyjną, gdy już nikt sobie zawraca d. czytaniem komunikatów z posiedzenia kolegium 27. komisarzy.

Grassle na szczęście je przeczytała. I trochę ją zagotowało, że KE zwiększyła sobie „aparat” w czasie, gdy np. niemiecka administracja federalna zwolniła z pracy 10 tys. urzędników. Bo trzeba oszczędzać. BlogUE bronił kiedyś Komisji przed zarzutami rozbuchanej biurokracji. Ale jeszcze poczyta trochę takich informacji, jak ta powyższa, i swoje własne słowa zacznie pod stołem odszczekiwać.

poniedziałek, 26 lipca 2010

Islandia może rozpocząć negocjacje akcesyjne – postanowili w poniedziałek unijni ministrowie spraw zagranicznych, obradujący ostatni raz przed wakacyjną przerwą.
Formalny proces negocjacyjny zaczyna się już we wtorek, od rozmów w Brukseli o… kalendarzu dalszych rozmów. Unijni ministrowie już zapowiedzieli, że Islandia (za którą ciągnie się sprawa niespłaconych depozytów, ulokowanych przez m.in. Brytyjczyków i Holendrów w islandzkich bankach), nie może liczyć na żadne ulgowe traktowanie. I że w ogóle jej wejście do Unii stoi pod znakiem zapytania, choć rząd w Reykjaviku optymistycznie podaje datę 2012.  - You have to want to join Europe. I don't get the impression... that the Icelandic people are overly favourable, that's the problem – komentował francuski minister ds. europejskich Pierre Lellouche. - We are firmly behind Iceland's accession. But under the same conditions as the other candidates, without any short cuts. We're not in the business of forcing people to join – dodał ze śmiechem.
A skoro już o Islandii piszemy i nastrojach na wyspie panujących. Wiecie, jaki temat obecnie rozgrzewa 300-tys. populację Islandii? Konflikt islandzkiej mega-gwiazdy Bjork z kanadyjskim przedsiębiorcą Rossem Beaty, którego firma, Magma Energy, próbuje kupić islandzką spółkę HS Orka – dostawcę ciepła ze źródeł geotermalnych. Bjork wzywa Islandczyków (i władze państwa), żeby transakcję zablokować. Bo dostawca ciepła – tłumaczy Bjork – powinien zostać znacjonalizowany.
Wściekły biznesmen, któremu Bjork wlazła w paradę, ripostuje: - If she is so worried about foreign investors buying HS Orka, why doesn't she, with all her millions, invest in buying some of HS Orka? – powiedział Beaty. I zaoferował artystce 25 proc. udziałów w Orce.  - She can buy the shares at exactly what it cost us. Let her put her money where her mouth is, as I am personally doing – dodał.
Artystka z oferty jednak nie skorzystała. Swoich milionów najwyraźniej nie chce wystawić na szwank. Woli się schować za banałem: - I feel this company should not be privatised, it should be given back to the people.
Powiedziała, co wiedziała.

BlogUE jest na twitterze (konradniklewicz)

21:43, konrad.niklewicz , Polityka
Link Komentarze (23) »

Zapowiedź stała się faktem. Rada Unii Europejskiej dała ostateczne, zielone światło dla wzmocnienia kompetencji unijnego urzędu statystycznego w sprawach związanych z kontrolą deficytów budżetowych. Od teraz Eurostat będzie miał prawo przeprowadzać kontrolę statystyk budżetowych, przesyłanych przez poszczególne państwa Unii. A w uzasadnionych przypadkach będzie mógł nawet wysyłać własne inspekcje, które już na miejscu - w urzędach danego państwa - będą sprawdzać podawane liczby i cyfry.

Wzmocnienie Eurostatu ma zagwarantować, że już nigdy Unia nie padnie ofiarą statystycznych oszustw - takich jak te, które przez lata praktykowała Grecja. Ale blogUE cieszy się z tej decyzji także z innego powodu. Oto bowiem w ten sposób Unia zrobiła (bez rozgłosu) kolejny, mały kroczek w stronę federacji. To dobry kierunek.  

BlogUE przekopał się przez własne archiwum tematów i dotarł do perełki, która na pewno wstrząśnie niejednym czytelnikiem bloga. Otóż, szanowni, mam złe wieści. Holenderskie samorządy mają wszelkie prawo zakazać dostępu do coffee shopów mieszkańcom innych krajów niż Holandia - taki wyrok Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, w głośnej sprawie Josemans vs. Burgemeester van Maastricht sugeruje rzecznik generalny Yves Bot.
Co to są coffee shopy i rzecznik generalny nie muszę pewnie tłumaczyć. Tak jak tego, że opinie rzecznika - wstępnie badającego sprawy napływające przed ETS - nie są dla sędziów wiążące prawnie. Niestety [wzdech] w 80 proc. przypadków zdanie rzecznika pokrywa się z późniejszymi wyrokami. Są więc wszelkie szanse, że już za chwile drzwi holenderskich coffe shopów będą dla nas (dla Was – blogUE nie popala) zamknięte, w zależności od widzimisię lokalnych holenderskich samorządów.
Kłopoty wywołała gmina Maastricht. Codziennie przybywali do niej tysiącami spragnieni dymka turyści np. z nieodległych Niemiec. Turyści ci zachowywali się - naojoględnie mówiąc - różnie, więc wk..wiona gmina wprowadziła zakaz wejścia do coffe shopów dla osób spoza Holandii. I zaczęła ten zakaz egezkwować, nasyłając kontrole policyjne.
Jeden z właścicieli coffe shopów, Marc Michael Josemnas, poskarżył się na te praktyki do holenderskiego sądu. A ten, widząc że kroi się sprawa o "europejskim znaczeniu" (he, he) postanowił wysłać zapytanie do ETS. Sprawą trafiła na biurko rzecznika generalnego Yves Bot, który stwierdził rzecz następującą: 
Środki odurzające, w tym konopie, nie są zwykłym towarem, takim jak inne towary i ich sprzedaż nie jest objęta swobodami przepływu zagwarantowanymi w prawie Unii. Jedynie środki odurzające mające zastosowanie w medycynie lub w nauce są objęte przepisami dotyczącymi rynku wewnętrznego. Sprzedaż „miękkich narkotyków” pozostaje ona działalnością zabronioną we wszystkich państwach członkowskich. Ponadto klienci coffee shopów nie są zobowiązani do konsumpcji konopi na miejscu, lecz mogą oni je zabrać ze sobą do innych państw członkowskich, narażając się na postępowanie karne w związku z nielegalnym wywozem lub przywozem środków odurzających.
Rzecznik generalny wskazał również, że prawo Unii zezwala państwom członkowskim, które są odpowiedzialne za utrzymanie na ich terytorium porządku publicznego, do określenia koniecznych w tym celu środków. Ponieważ turystyka narkotykowa stanowi rzeczywiste i wystarczająco poważne zagrożenie dla porządku publicznego w Maastricht, wykluczenie wstępu nierezydentów do coffee shopów jest koniecznym środkiem zmierzającym do ochrony mieszkańców gminy przed uciążliwościami związanymi z tym zjawiskiem.
I to by było na tyle.

Zapraszam na Twittera (konradniklewicz)

sobota, 24 lipca 2010

BlogUE patrzy na wyniki stress testów 91 europejskich banków i sam sobie zdaje pytanie: dlaczego jest tak źle, skoro jest tak dobrze? Tylko siedem banków (niemiecki Hypo Real Estate, pięć hiszpańskich - Unnim, Cajasur, Diada, Espiga, Banca Civica i jeden grecki bank ATEbank) "oblały", tj. nie mają wystarczających kapitałów własnych na wypadek nagłego kryzysu. Przy czym braki w sejfie nie są duże – rzędu 3,5 mld euro.
Politycy europejscy już triumfują. - The publication of the stress tests conducted on 91 banks operating in the European Union is a vital step to reassuring the markets of the health and sustainability of the European financial sector and must lay the foundations for sensible and solid investment plans over the next few years that can lead EU countries out of recession, just as happened in the US in 1989-90, in Sweden in 1992-93 and in Japan in 2002-03 – powiedział Guy Verhofstadt, były premier Belgii i szef ALDE (liberałów) w Europarlamencie.  - If the tests are perceived to have been thorough and transparent, banks will trust each other to lend free from suspicion of bad debts – dodał.
W ten sam deseń Jean-Paul Gauzès z Europejskiej Partii Ludowej: - The tests were organised with realistic hypotheses that give a good idea of the banks' capacity to resist potential financial difficulties. In light of the results published on Friday, we note that most European banks are solid.
Ale czy faktycznie? W stress-teście przyjęto założenie, że greckie papiery skarbowe (których zachodnioeuropejskie banki mają pełne skarbce) tracą na wartości 23,1 proc., hiszpańskie – 12,3 proc., a niemieckie – 4,7 proc.  Dużo, mało?  Cześć analityków domagała się redukcji aż 50-procentowej, przynajmniej w przypadku obligacji greckich.
W poniedziałek dowiemy się, czy rynek podziela optymizm polityków.

10:15, konrad.niklewicz , Gospodarka
Link Komentarze (8) »
piątek, 23 lipca 2010

Polska złożyła oficjalny wniosek o dotację z unijnego Funduszu Solidarności - poinformowało przed chwilą Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji. Polska może ubiegać się o to nadzwyczajne wsparcie w UE, bo łączne straty spowodowane przez powódź sięgnęły 2,9 mld euro (licząc razem ze stratami w rolnictwie), czyli ponad 0,6 proc. polskiego PKB.

Nie wiadomo jeszcze, ile pieniędzy przyzna nam Unia w ramach pomocy popowodziowej, ale blogUE liczyłby na ok. 200 mln euro (kwota pomocy jest każdorazowo indywidualnie ustalana przez Komisję, nie ma jednego algorytmu). Te dodatkowe kilkaset mln euro dostaniemy równolegle do już przypisanych Polsce miliardów euro z funduszy strukturalnych. 

Dotacja popowodziowa może się wydawać mała, ale zawsze będziemy trochę do przodu. Z tych pieniędzy polska administracja będzie mogła naprawiać podstawową infrastrukturę. A jest co naprawiać! Żywioł zniszczył bądź uszkodził ok. 80 tysięcy km dróg wojewódzkich, gminnych i powiatowych. Do pilnej naprawy jest 1160 km dróg krajowych i 59 mostów. Odbudować trzeba linie kolejowe o długości ponad 80 km i naprawić (bądź ulepszyć) ponad 1300 km wałów przeciwpowodziowych.

blogUE jest na Twitterze (konradniklewicz)

10:35, konrad.niklewicz , Gospodarka
Link
 
1 , 2 , 3 , 4
wyborcza.pl
Konrad Niklewicz

Konrad Niklewicz, od ponad 10 lat dziennikarz i redaktor „Gazety Wyborczej”. Od ośmiu lat w dziale gospodarczym, w latach 2005 - 2007 był korespondentem „Gazety” w Brukseli.
dowiedz się więcej »

Follow konradniklewicz on Twitter
top | © Agora SA | design by kate_mac