Co się dzieje w Unii Europejskiej? Autorski przegląd najważniejszych spraw i wydarzeń z życia wspólnoty.
środa, 30 czerwca 2010

Po długich tygodniach oczekiwania, wreszcie poznaliśmy treść orzeczenia arbitrów Światowej Organizacji Handlu (WTO) w sprawie pomocy udzielanej przez rządy UE dla Airbusa.
Werdykt jest dla Unii (i samej firmy) bardzo niekorzystny.
Po pierwsze, panel arbitrów stwierdził, że wsparcie udzielone Airbusowi przez rządy Niemiec, Wielkiej Brytanii i Hiszpanii w trakcie prac nad A380 (i innymi modelami) było de facto ”subsydiami eksportowymi”. Nielegalnymi w świetle reguł WTO. Co ciekawe, wsparcie udzielone na ten sam projekt przez Francję zostało uznane za legalne - najwyraźniej pomoc publiczną trzeba umieć dawać.
Sędziowie orzekli też, że bez tych subsydiów Airbus byłby dziś znacznie słabszą firmą, ze znacznie mniejszym udziałem w rynku światowym. Co oznacza, że subsydia dawane Airbusowi miały bezpośredni i negatywny wpływ na amerykańskiego Boeinga.
Panel WTO nakazał więc natychmiastowe zaprzestanie udzielania Airbusowi takich subsydiów.

Wiele twierdzeń Amerykanów zostało jednak przez arbitrów odrzuconych. Przykładowo, panel WTO nie zgodził się z twierdzeniem, że Airbus mógł nieuczciwie obniżać ceny swoich samolotów dzięki rządowym subsydiom.

Amerykanie, którym na cywilnym rynku lotniczym jakoś ostatnio nie idzie najlepiej, ogłosili jednak całkowite i wiekopomne zwycięstwo. - This is a landmark decision and sweeping legal victory over the launch aid subsidies that fueled the rise of Airbus - powiedział szef Boeinga Jim McNerney. - Airbus must repay the four billion dollars in illegal launch aid it received for the A380 or restructure the A380's financing to proven commercial terms - dodał J. Michael Luttig, szef prawników amerykańskiego koncernu. - Likewise, Airbus must abandon its plans to finance the A350 through the use of illegal subsidies - dodał.

Ale Bruksela jeszcze nie trąbi na odwrót, bitwa jeszcze się toczy. Komisja Europejska już zapowiada odwołanie od werdyktu arbitrów (w WTO obowiązuje dwuinstancyjność). A poza tym, 16 lipca br. WTO ma wydać werdykt w kontr-sprawie wytoczonej Boeingowi przez państwa Unii. Także w sprawie nielegalnych subsydiów, które Boeing mógł otrzymywać np. za pośrednictwem kolosalnych kontraktów wojskowych (w cywilnych samolotach wykorzystuje się materiay i rozwiązania, które wczeniej wynaleziono za pieniądze wojskowych). Więc jeszcze wiele może się zdarzyć.

Było ich siedemnastu, zapłacą w sumie 518 milionów euro kary. Za to, że przez osiemnaście lat (o żesz ty!) ustalali ceny wyrobów stalowych (prętów zbrojeniowych) na rynku europejskim. Ceny ustalano na tajnych spotkaniach, w hotelach w całej Europie, organizowanych przy okazji branżowych targów. Największą część kary z udział w kartelu będzie musiał zapłacić nasz dobry znajomy - koncern ArcelorMittal, właściciel największych hut w Krakowie i Dąbrowie Górniczej. Udział w kartelu producentów stali - rozbitym przez Komisję Europejską - będzie go kosztował 276,5 mln euro.

BlogUE ciekaw jest, czy zabawa w ustalanie cen okazała się summa sumarum opłacalna. Ale tego pewnie nikt z ukaranych nie zdradzi. Pocieszający dla nas, Polaków fakt jest taki, że kartel najprawdopodobniej nie uderzył w nasz rynek. Z dokumentów Komisji Europejskiej wynika, że zmowa istniała w latach 1984 - 2002 na rynku krajów Unii Europejskiej. A więc jeszcze nie Polski. Chyba. Jak blogUE będzie miał więcej czasu, to zerknie w papiery, żeby to sprawdzić.

Europa Zachodnia może się tylko domyślać jakie szkody spowodował kartel. - It is amazing how such a significant number of companies abused nearly the entire European construction market for such a long time and for such a vital product. This was almost as if they were acting in a planned economy - komentował w środę unijny komisarz ds. konkurencji Joaquin Almunia.

A skoro już o kratelach mówimy. Jeśli szanowni czytelnicy są zainteresowani zmowami kartelowymi i nielegalnymi porozumieniami cenowymi w Polsce, to chętnie odeślę do własnego artykułu w „Gazecie Wyborczej”.

PS. Zapomniałem dodać jeszcze jednej, ciekawej informacji. Kartel stalowy to już czwarta zmowa ukarana od lutego 2010. Łączne wpływy z tytułu kar sięgają już 1,5 mld euro. Pieniądze zasilą unijny budżet - co oznacza, że i nam, Wolakom, więcej z niego skapnie. W odróżnieniu od prawa polskiego.

Ceterum censeo dziś w postaci linka. Ze szczeglną dedykacją dla leniucha

wtorek, 29 czerwca 2010

W środę Komisja Europejska ma ujawnić wstępną propozycję kar, jakie byłyby nakładane na państwa regularnie łamiące unijne reguły budżetowe. (Dla przypomnienia: deficyt niżzy niż 3 proc. PKB, dług publiczny < 60 proc. PKB).

Do mediów poszły już kontrolowane przecieki: Bruksela chce zaproponować, by jedną z najcięższych kar dla ”recydywistów” było odbieranie części płatności ze Wspólnej Polityki Rolnej. I to byłby - zdaniem blogUE - strzał w dziesiątkę. Oczywiście, jeśli przecieki kontrolowane potwierdzą się. Obecnie obowiązujące sankcje (wstrzymanie płatności funduszy spójnościowych) to kpiny w żywe oczy. Raz, że nigdy ich nie użyto, bo brakowało politycznej odwagi. Dwa, że te sankcje w obecnych realiach mogą uderzyć tylko w państwa takie jak Polska. Wielka Brytania, Niemcy i Francja korzystają z funduszy unijnych w stopniu bardziej niż znikomym. Jeżeli Komisja Europejska faktycznie odważy się zaproponować sankcję w postaci odbierania pieniędzy rolnych (a rządy to jakimś cudem by to zaakceptowały), wreszcie pojawi się prawdziwy bat. Taki, którego każdy rząd naprawdę boi się. Dość powiedzieć, że w samym tylko 2009 r. Francja dostała tytułem płatności z WPR  9,5 mld euro. Niemcy niewiele mniej. Takie sankcje byłyby lepsze nawet niż to, co proponują Niemcy - czyli tymczasowe odbieranie prawa do głosu na forum Rady Unii Europejskiej.

Plan jest taki, że nowe kary dla budżetowych recydywistów mają być ostatecznie ustalone (a może nawet wdrożone do unijnego prawa) jeszcze w trakcie belgijskiej prezydencji w Unii, czy do końca bieżącego roku. Pożyjemy, zobaczymy.

poniedziałek, 28 czerwca 2010

Na psychiatryku24.pl trwa właśnie gorąca debata o tym, jak bardzo Mąż Stanu doktor prawa Jarosław Kaczyński miał rację, gdy proponował, by o losach Polaków na Białorusi rozmawiać z Rosją*. PiSowe wojska prześcigają się w udowadnianiu, że to koncepcja prawa i sprawiedliwa. Bo przecież Białoruś jest w ZBIR-ze, bo Białoruś jest przecież  marionetką Moskwy, bo przecież o Korei Północnej rozmawia się z Pekinem... I tak dalej i tak dalej. Próbki tej kwadratury koła są tutaj, tutaj i tutaj

Polska jest członkiem Unii Europejskiej. Czy w związku z tym o sytuacji mniejszości ukraińskiej w Polsce Kijów powinien rozmawiać z Berlinem?

Opamiętajmy się.

*Cytat brzmiał tak:
Musimy chronić Polaków za granicą, a w tej chwili tymi Polakami, którzy wymagają najdalej idącej ochrony, są Polacy na Białorusi, i każdy prezydent musi się w to zdecydowanie angażować. To jest sprawa o której warto rozmawiać także z Moskwą i jeżeli będziemy tutaj mieli prezydenta Miedwiediewa, a ja będę prezydentem, to z całą pewnością tę kwestię postawię. Bo chociaż Białoruś jest oddzielnym państwem, to jednak porozmawiać w tych sprawach także można.

 

Na specjalne życzenie czytelnika pabloszy

ceterum censeo:

C Agencja Gazeta / Krzysztof Miller

39 eurocentów. Tyle od czwartku będzie kosztowała (maksymalnie!) jedna minuta rozmowy przez telefon komórkowy, prowadzona w innym kraju Unii, poza swoją ”macierzystą” siecią komórkową. Cena odebranego połączenia spadnie z 19 do 15 eurocentów, zaś cena transmisji 1MB danych - z 1 euro do 80 eurocentów. Tak w każdym razie wynika z unijnego rozporządzenia o cenach połączeń w roamingu.
Serce liberała płacze, ale muszę to napisać: decyzja Komisji Europejskiej sprzed trzech lat, by takie rozporządzenie (regulujące ceny!) narzucić europejskim operatorom telefonicznym, okazała się strzałem w dziesiątkę. Przez długie lata rynek sam z siebie nie potrafił doprowadzić do obniżki cen usługi roamingu. Firmy obiecywały, opowiadały duby smalone o konkurencji, ale nic się nie zmieniało. Wyjeżdżając do innego kraju Unii, płaciliśmy jakieś absurdalne ceny za korzystanie z własnych komórek. Ceny, które absolutnie nie miały nic wspólnego z faktycznym kosztem świadczenia takiej usługi, nawet powiększonym o godziwy zysk.
Wasz autor wie o czym mowa, bo sam miał kiedyś wątpliwą przyjemność wydzwonienia ponad trzech tysięcy złotych w dwa tygodnie (na szczęście były to intensywne rozmowy służbowe, których koszt pracodawca wziął na siebie).
Od momentu, gdy Komisja chwyciła za legislacyjny bat, ceny połączeń w roamingu spadły o 73 proc.! I w ogóle nie odbiło się to na jakości usług itp. Jeśli na czym kolwiek się odbiło, to chyba tylko na wielkości zysków operatorów. A i to może się okazać fałszem: zachęceni ustaleniem maksymalnych stawek - na bardzo rozsądnym poziomie - Europejczycy dużo chętniej zaczęli z roamingu korzystać. 
Sprawa roamingu okazała się być kolejnym ”market failure”, które Bruksela potrafiła naprawić. 

Krwawi me serce, krwawi.

niedziela, 27 czerwca 2010

Trochę polityka mi bloga zdominowała. A tymczasem w Unii dzieją się całkiem ważne rzeczy, których prawie nikt nie zauważa. Niesłusznie.
Ponad tydzień temu przez portal EUobserver przemknęła informacja o tym, że Europarlament, Komisja i Rada dogadały się w sprawie nowych przepisów o zwalczaniu nielegalnej wycinki lasów. Uzgodnione przepisy mogą się okazać naprawdę skuteczne. Począwszy od 2012 r., sprzedaż drewna z nieautoryzowanej wycinki będzie całkowicie zakazana. Jak tego dopilnować? Firmy wykorzystujące drewno jako surowiec (np. IKEA) będą miały obowiązek dokładnie sprawdzić, skąd pochodzi kupione drewno – i mieć papiery na to, że wycinka była legalna. Jeśli papierów nie będą miały, albo okażą się one (w czasie kontroli) sfałszowane – poniosą konsekwencje prawne.
Dużym firmom nie będzie się więc kombinowanie opłacało, bo skutki wpadki mogą być dramatyczne, także z PR-owskiego punktu widzenia. Wspomniania IKEA będzie musiała dokładnie sprawdzać, od kogo kupuje surowiec. I dla Polski to chyba dobra wiadomość, bo Lasy Państwowe – co by o ich nie mówić o ich słabościach – są raczej rzetelnym dostawcą*.
IKEA chyba to już wie, bo właśnie przed kilkoma tygodniami ogłosiła, że zainwestuje w Polsce 340 mln euro w kolejny, potężny zakład produkcyjny.
Nowe unijne przepisy, uzgodnione przez unijną trójcę,  podobają się nawet radykalnym ekologom. – If this law is passed, illegal timber will be banned from Europe. The world's largest market is about to shut its gates to companies profiting from illegal trafficking and forest destruction - komentował Sebastien Risso z Greenpeace.  Do tej pory UE była jednym z największych światowych rynków sprzedaży drewna pochodzącego z nielegalnych źródeł. Co roku nieuczciwi kupcy sprzedawali surowiec wart nawet 1,2 mld euro.

* i od razu pragnę czytelników uspokoić. Nie ma mowy o rabunkowym wyrębie! Od 2001 r. powierzchnia Polski lasów konsekwentnie rośnie, z 8,8 do 9,06 mln hektarów. Leśnicy i GAJOWI szczęśliwie myślą długofalowo i więcej sadzą niż tną.

Ceterum censeo:

C Agencja Gazeta

14:45, konrad.niklewicz , Gospodarka
Link Komentarze (18) »
piątek, 25 czerwca 2010

W najbliższych dniach, chyba w poniedziałek, kandydat Prawa i Sprawiedliwości w wyborach prezydenckich ma pojechać do Londynu. Gwoździem programu może być - według informacji „Gazety Wyborczej” sprzed kilku dni - spotkanie z nowym szefem brytyjskiego rządu. Premier David Cameron jest przecież liderem Partii Konserwatywnej, ugrupowania, które razem z PiS współtworzy w Parlamencie Europejskim Grupę Europejskich Konserwatystów i Reformatorów (piątą co do wielkości frakcję w PE).

BlogUE ma jednak nadzieję, że ewentualne spotkanie Kaczyńskiego z Cameronem będzie okazją nie tylko do pamiątkowej foty i pokazania się w charakterze Europejskiego-Męża-Stanu. To wymarzony moment, żeby Polish friend zadał premierowi Cameronowi kilka kłopotliwych pytań. Tak się bowiem składa, że nowy rząd brytyjski forsuje w Unii  rozwiązania, które są dla Polski niekorzystne.

Po pierwsze, Londyn poparł pomysł, by Unia Europejska do 2020 r. ograniczyła swoje emisje CO2 nie o 20 proc. (jak dotąd planowano), ale aż o 30 proc. Dla Brytyjczyków taka zmiana może przynieść tylko korzyści. Mając energetykę opartą w dużej mierze na elektrowniach atomowych i gospodarkę w dużej mierze zakładów produkcyjnych (hut, cementowni itp.), Brytyjczycy chcą zbijać kokosy na handlu zezwoleniami na emisję CO2.
Dziś koszt prawa do emisji 1 tony CO2 wynosi ok. 15 euro. Gdyby w Unii zaczęła obowiązywać 30 proc. redukcja, cena poszybowałaby do poziomu 30 - 40 euro. A to właśnie londyńskie City ma być jednym z głównych miejsc handlu tymi pozwoleniami (i tam byłaby kasowana prowizja). Tymczasem dla polskiej gospodarki to byłaby katastrofa, bo koszty produkcji poszybowałyby do nieba.
No ale co naszych brytyjskich przyjaciół to obchodzi? - To jest nowy start. Rządy Zjednoczonego Królestwa i Szkocji działają razem, by udowodnić ekonomiczną sensowność niskowęglowej gospodarki, włączając w to obniżenie emisji CO2 w Unii Europejskiej o 30 proc. - mówił 11 czerwca br. (czyli wkrótce po objęciu władzy) Chris Huhne nowy brytyjski minister ds. energii i zmian klimatycznych, tuż przed posiedzeniem unijnej rady w Luksemburgu. Więcej o stanowisku brytyjskiego rządu przeczytacie tutaj.

Po drugie, brytyjski rząd opowiadał się na forum Rady Unii Europejskiej przeciwko korzystnym dla Polski zapisom w rozporządzeniu o bezpieczeństwie energetycznym. - Na jednym z posiedzeń Rady, przedstawiciel brytyjskiego rządu był przeciwny zapisowi, że Unia Europejska wspólnie ma reagować na kryzysy energetyczne. Sprzeciwiali się także, by Komisja Europejska mogła nakazywać wspólną reakcję. Tłumaczyli przy tym, że kryzys energetyczny na Litwie to nie jest ich problem - mówi „Gazecie” wysoki rangą polski dyplomata, proszący o zachowanie anonimowości.

Po trzecie wreszcie, politycy rządzącej Partii Konserwatywnej opowiadają się za niekorzystnymi dla Polski rozwiązaniami w budżecie Unii Europejskiej. Jeszcze w sierpniu 2009 r. Mark Francois, jeden z wpływowych polityków Partii Konserwatywnej, tłumaczył, że Wielka Brytania domaga się obniżenia wydatków na Wspólną Politykę Rolną (z której Polska korzysta pełnymi garściami). I tylko pod tym warunkiem jest gotowa zgodzić się na nowy, hojny budżet Unii (po 2014 r.).

To stanowisko powtórzyła - już oficjalnie - nowa minister rolnictwa Wielkiej Brytanii Caroline Spelmann. Na spotkaniu unijnych ministrów, 1 czerwca br. w Madrycie, minister Spelmann tłumaczyła, że „Europie się skończyły pieniądze, więc trzeba jakieś priorytety postawić”. A polityka rolna najwyraźniej nie jest jednym z nich - w oczach nowego brytyjskiego rządu.

Zresztą o stosunku brytyjskich konserwatystów do unijnego budżetu najlepiej świadczy to, co zdarzyło się 17 grudnia 2009 r., gdy Parlament Europejski głosował unijny budżet roczny (na 2010 r.). Większość europosłów z Partii Konserwatywnej - choć doskonale wiedziała, że ten budżet jest dla Polski ważny - wstrzymała się od głosu. A dwóch było przeciw. Kto nie wierzy, niech sam sprawdzi wynik głosowania.

Last but not least, trzeba pamiętać o wciąż obowiązującym rabacie brytyjskim, czyli specjalnym, brytyjskim „upuście” we wpłatach do budżetu Unii. Na ten brytyjski rabat składają się wszystkie pozostałe państwa Unii, w tym Polska. Efekt rabatu jest taki, że... przeciętni Polacy wpłacają do unijnej skarbonki więcej, niż przeciętni Brytyjczycy (jeśli weźmie się pod uwagę zarobki). Policzyć to łatwo: wpłaty UK brutto (z tytułu VAT i DNB pomniejszone o rabat UK) to 7,6 mld euro. UK ma 60 mln mieszkańców, więc na głowę przypada ok. 127 euro.
Wpłaty PL brutto (z tytułu VAT i DNB oraz na rabat UK) to 3 mld euro. Jest nas 38 mln, więc per capita - 79 euro.

Reasumując: panie prezesie, Pan się nie boi. Niech Pan zapyta, dlaczego Pański polityczny sojusznik chce grać z Polską w kulki.

20:51, konrad.niklewicz , Polityka
Link Komentarze (21) »

Życie przyniosło ciekawy, dodatkowy wątek do dyskusji o kościele i państwie - zwłaszcza w naszych wolskich realiach. Pozwolę sobie wkleić in extenso depeszę Polskiej Agencji Prasowej, bo jest znakomicie napisana, (bez cienia komentarza, od którego blogUE chyba nie dałby rady się powstrzymać):

Sekretarz Episkopatu Polski bp Stanisław Budzik powiedział PAP, że nie widzi potrzeby odwoływania z Komisji Majątkowej jednego z przedstawicieli strony kościelnej - Krzysztofa W. Mężczyzna usłyszał prokuratorskie zarzuty poświadczenia nieprawdy w dokumentach Komisji.

Bp Budzik stwierdził: "Nie jest to jeszcze oskarżenie, ale na razie Krzysztof W. jest osobą podejrzaną, a dopóki jest w stanie podejrzenia, nie ma takiej potrzeby, żebyśmy go odwoływali ze tego stanowiska". Bp Budzik podkreślił jednocześnie, że Krzysztofa W. zna od kilku lat i ma do niego duże zaufanie.

W połowie czerwca prokuratura poinformowała o postawieniu siedmiu osobom zarzutów poświadczenia nieprawdy w dokumentach dotyczących orzeczenia Komisji, przekazującego nieruchomości zakonowi elżbietanek. Dzień później szef MSWiA Jerzy Miller odwołał z Komisji dwie osoby, które zostały objęte zarzutami - przedstawiciela strony rządowej i jej protokolantkę. Komisja Majątkowa decyduje o zwrocie Kościołowi katolickiemu nieruchomości Skarbu Państwa.

Ceterum censeo

C Agencja Gazeta

Tagi: Polska
11:34, konrad.niklewicz , Społeczeństwo
Link Komentarze (5) »

BlogUE chciałby zaproponować Sz.P czytelnikom ćwiczenie. Proszę spróbować wyobrazić sobie taką oto sytuację: oto policja wchodzi do domu ekscelencji biskupa Józefa Glempa, byłego prymasa Polski, przeszukuje go, a następnie zabiera komputer osobisty hierarchy. I dużo dokumentów. Biskup nie protestuje, w pełni współpracuje z policją i jeszcze komentuje całą sytuację takimi słowami: „sprawiedliwości musi stać się zadość”.
Trudno, nieprawdaż?
W czwartek w Belgii właśnie coś podobnego się stało. Brukselska policja niespodziewanie pojawiła się w domu arcybiskupa Godfrieda Danneelsa w Bruxelles-Malines, byłego zwierzchnika Kościołą Katolickiego w Belgii (od niedawna na emeryturze). Zabrała kompa i papiery, w związku z toczącym się od dłuższego czasu śledztwem w sprawie seksualnego wykorzystywania dzieci.
Prokuratura nie ujawniła, czy sam Danneels – kluczowa postać dla belgijskiego Kościoła Katolickiego – jest podejrzewany o cokolwiek. Być może – blogUE chce to mocno podkreślić – był tylko mimowolnym świadkiem. Lub posiadał jakiekolwiek informacje związane ze sprawą, samemu nie będąc w nią zaangażowany. - The cardinal believes justice must run its normal course. He has nothing against that – podkreślał rzecznik arcybiskupa Hans Geybels.
Tego samego dnia policja przeszukała siedzibę arcybiskupstwa oraz biura…specjalnej kościelnej komisji, zajmującej się skargami na księży.
Działania policji zostały wszczęte po tym, gdy inna znana figura belgijskiego kościoła, biskup Roger Vangheluwe przyznał się do seksualnego wykorzystywania chłopca. Robił to w czasie, gdy Danneels był głową kościoła. 
Przeszukania policyjne w sercu belgijskiego kościoła są oczywiście na jedynkach tamtejszych gazet. Ale próżno szukać głosów oburzenia, świętoszkowatych protestów i oburzonych pień „jak tak można”. Próżno też szukać głosów potępienia (blogUE w każdym razie ich nie znalazł) dla Danneelsa lub jakiegokolwiek innego hierarchy. Wszyscy czekają na ustalenia śledztwa „cywilnej” prokuratury. Tamtejsza hierarchia nawet nie próbuje „wziąć sprawy w swoje ręce”, tylko całkowicie podporządkowała się działaniom instytucji publicznych.
I chyba na tym właśnie polega świeckość państwa europejskiego.

Ceterum censeo:

C Agencja Gazeta

07:05, konrad.niklewicz , Społeczeństwo
Link Komentarze (11) »
środa, 23 czerwca 2010

622 miliony euro kary będą musieli zapłacić czołowi producenci armatury łazienkowej, przyłapani przez Komisję Europejską na zmowie cenowej. Kolejnej już na rynku materiałów budowlanych i dekoracyjnych – trzeba w tym miejscu przypomnieć.
Kara jest surowa, bo i przewinienie było duże. Europejskie i amerykańskie firmy, takie jak m.in. Duravit, Grohe, Kludi, Roca, Sanitec, Villeroy & Boch przez ponad dekadę (1992 – 2004) zmawiały się co do cen swoich produktów w Niemczech, Austrii, Włoszech, Belgii, Francji i Holandii.
Największa część kary (326 mln euro) spada na Ideal Standard International Group, dystrybutora marki American Standard.
No faktycznie, nie ma to jak „amerykański standard”.
Na pocieszenie naszym amigos z jusej, blogUE doda, że inna amerykańska firma (Masco, znana w Europie pod marką Hansgrohe and Hueppe), nie będzie musiała kary płacić w ogóle – jako pierwsza zdecydowała się wysypać współuczestników zmowy i współpracowała ze śledczymi Komisji.

Ceterum censeo:

C Agencja Gazeta Adam Kozak

 
1 , 2 , 3 , 4
wyborcza.pl
Konrad Niklewicz

Konrad Niklewicz, od ponad 10 lat dziennikarz i redaktor „Gazety Wyborczej”. Od ośmiu lat w dziale gospodarczym, w latach 2005 - 2007 był korespondentem „Gazety” w Brukseli.
dowiedz się więcej »

Follow konradniklewicz on Twitter
top | © Agora SA | design by kate_mac