Co się dzieje w Unii Europejskiej? Autorski przegląd najważniejszych spraw i wydarzeń z życia wspólnoty.
wtorek, 30 czerwca 2009

BlogUE  gościł wczoraj na prezentacji raportu analityków Deutsche Bank pod wszystko tłumaczącym tytułem „Bilans rozszerzenia UE na wschód po pięciu latach”. Niespodzianek w raporcie nie było, bo koń jaki jest - każdy widzi (a obopólne korzyści z rozszerzenia UE były omawiane po tysiąckroć, w każdą możliwą stronę).
Uwagę blogUE przyciągnęła jednak ta część raportu, która odnosiła się do czasów obecnych – i która była jedną wielką laurką dla polskiej gospodarki (i kilku innych w regionie), w kontekście kryzysu gospodarczego.  
Ważny jest np. ten fragment:
- The differences between the individual CEE states already noticeable in 2008 and 2009 will persist in the coming years. In the Baltic States and Hungary the present crisis constitutes more than just a cyclical downswing. More trenchant adjustments are required there to correct a situation in which the private and/or public sectors have been living beyond their means for years. In the Czech Republic, Poland, Slovakia and Slovenia we see real convergence remaining intact even during the present crisis. These four economies will probably contract less in 2009 and 2010 and bounce back more quickly than most of the big western European EU members. The quartet does not exhibit any pronounced macroeconomic imbalancesand is structurally well ranged fo a coming economic upswing since its close trade integration with the core European economies rests on a modern industrial base.
The World Bank‘s Transnationality Index of leading FDI host countries among the developed economies clearly manifests the Central Eastern European Countries’ especially close integration into the international – and in our context particularly the European – value chain. The index measures FDI inflows as a percentage of gross fixed capital formation, the FDI inward stock as a percentage of GDP and foreign affiliates‘ share of domestic value added and total employment. On these measures, the CEEC share top places with such internationally successfully integrated economies as Belgium, the Netherlands and Switzerland.

Raport DB Research wskazuje na kilka słabych stron gospodarek państw naszego regionu. W przypadku Polski, stwierdza:
Poland is the least productive of the CEEC-5 relative to the EU-15. Although unit labour costs there have climbed only moderately in recent years, they have nevertheless accelerated more rapidly than in the Czech Republic, Slovakia and Slovenia. Poland is also one of the innovation laggards in the EU-27 and among the CEEC. R&D expenditure is low and private sector commitment in this area below average.

Główny ekonomista Deutsche Banku prof. Norbert Walter (który komentował raport) dobrze ocenił natomiast politykę fiskalną rząd Donalda Tuska. Bo – jego zdaniem – Polska jest akurat w takiej specyficznej sytuacji, że jej rząd powinien powstrzymać się od wrzucania miliardów w ogień, w ramach wszelkiego rodzaju „pakietów stymulacyjnych”.   Priorytetem Polski – stwierdził Walter – powinna być droga do euro. A co za tym idzie, konieczność trzymania deficytu budżetowego w ryzach. Bo wejść do strefy euro możemy tylko na „starych” warunkach, tych maastrichtckich.
- Nie będę krytykował polskiego rządu za to, że prowadzi inną politykę niż pozostałe kraje UE. Nawet jeśli wszystkie państwa strefy euro będą miały deficyt  większy niż 3 proc. – to i tak zasady nie będą dla was zmienione. Żeby wejść do strefy euro, na czym Polska skorzysta, będziecie musieli mieć deficyt mniejszy niż 3 proc. – mówił Walter. - Ja bardzo chętnie podyskutuje na seminarium naukowym o tym, czy te reguły są sensowne.  Ale to nie jest seminarium – podkreślił.
Wywiad z prof. Walterem – wkrótce w „Gazecie”.

14:03, konrad.niklewicz , Gospodarka
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 29 czerwca 2009

Wielka sensacja! BlogUE odkrył diaboliczny planu Brukseli, by otruć najlepszych, najbardziej aktywnych przedstawicieli naszej wspaniałej młodzieży. W ten sposób babilońska ladacznica o krok przybliży się ostatecznej realizacji swojego tajnego planu zniewolenia narodów Europy.

Euonymus europaea, by dr. Otto Wilhelm Thomé Flora von Deutschland, Österreich und der Schweiz 1885, Gera, GermanyPrzerażający plan morderców z Brukseli jest realizowany pod płaszczykiem szlachetnej akcji proekologicznej.
Oto bowiem Komisja Europejska - jak wiadomo, będąca centralą antynarodowego spisku - w poniedziałek ogłosiła, że nastolatkom z 10. państw Europy (Bułgarii, Czech, Danii, Francji, Niemiec, Polski, Rumunii, Szwecji, Węgier i Wielkiej Brytanii) rozda - za darmo, a więc chytrym podstępem! - pięć tysięcy drzewek do zasadzenia.
Młodzi ludzie mają zapisywać się na drzewka za pośrednictwem specjalnej strony internetowej.

W ten sposób szatańska Komisja wykorzystuje wielkie zainteresowanie naszej młodzieży nowoczesnymi technikami internetowymi, tą szatańską „interaktywnością”, będącą w rzeczywistości ukrytym praniem mózgów na zlecenie wiadomych sił.
Pięć tysięcy „wybrańców” dostanie swoją sadzonkę pocztą i będzie mogło zasadzić je np. u siebie w ogródku. A potem fotografować i fotografie zamieszczać na specjalnym portalu. Te drzewka (i ich zdjęcia) mają być niby symbolem zaangażowania młodych Europejczyków w ideę walki ze zmianami klimatycznymi. Komisja kusi, że autorów najlepszy zdjęć nagrodzi uczestnictwem w specjalnych obozach edukacyjnych w 2010 r.  

BlogUE ujawnia jednak najprawdziwszą prawdę: te drzewka to narzędzie szatańskiego spisku. Bo cóż bowiem ladacznica babilońska chce dać w niewinne ręce europejskich dziewic i kawalerów? 15-20 centymetrową sadzonkę euonymus europeus, czyli trzmieliny pospolitej! Tak, tak, trzmielinę pospolitą!

O której niezawodna wikipedia tak oto pisze: Roślina silnie trująca: Wszystkie części rośliny, ale przede wszystkim owoce zawierają glikozydy: ewobiozyd, ewomonozyd i ewonozyd. Zatrucie trzmieliną zwyczajną powoduje osłabienie, wymioty, biegunkę, dreszcze, konwulsje, zaburzenia w pracy serca, paraliż, a w końcu śmierć. Za śmiertelną dla dorosłego człowieka dawkę uważa się 35 owoców.


PS. Za podpowiedzenie tematu do blognotki dziękuję redakcyjnemu koledze Rafałowi Zasuniowi. BlogUE przyznaje też, że do zastosowania specyficznego stylu zainspirowała go intensywna (swego czasu) lektura „Naszego Dziennika”.

PS.2 A tak już zupełnie na poważnie. Ciekawe, czy odpowiedzielni za konkurs pracownicy KE sprawdzili wszystkie właściowości tego drzewka, zanim dokonali hurtowego zakupu? (Wiem, że niektórzy z nich blogUE czytaja, więc może jakiś komentarz?) Trzmielnia wygląda bardzo dekoracyjnie, ale te toksyczne właścicowości... Hmmm.... Żeby jakiego procesu z tego nie było...

18:11, konrad.niklewicz , Społeczeństwo
Link

No i znowu będzie narzekanie, że eurobolszewia, że biurokraci próbują być mądrzejsi niż rynek, że prostują banany  itepe itede... A blogUE odpowie: i bardzo dobrze!

Komisja Europejska ogłosiła w poniedziałek, że udało się jej przekonać producentów telefonów komórkowych do tego, by od przyszłego wprowadzić na rynku unijnym jeden standard ładowarki do różnych modeli telefonów. Tj. każdy producent będzie nadal produkował swoje ładowarki sam, ale końcówki (i napięcie na wyjściu) będą te same dla każdego telefonu, przez co skończy się horror poszukiwania kompatybilnej ładowarki w pracy (albo na wyjeździe), magazynowania w domu pięciu różnych rodzajów zasilaczy itp. Koncerny zgodziły się też na wdrożenie jednolitego standardu łączenia telefonu komórkowego z np. komputerem. Będzie nim kabel z końcówką mini-USB. 

Nowa norma będzie wprowadzona stopniowo i dobrowolnie (na mocy porozumienia, zawartego przez firmy), choć nie ma co ukrywać, że Komisja musiała nieco szturchnąć Nokię, Motorolę, SonyEricssona, Apple i inne Samsungi, żeby się dogadały. Pierwsze „zunifikowane” zestawy telefonów z ładowarkami pojawią się na rynku w 2010 r. - zapewniły Komisję zainteresowane firmy. - To doprowadzi do zmniejszenia ilości elektrośmieci, bo teraz nie trzeba już będzie wyrzucać starej ładowarki przy zakupie nowego telefonu komórkowego - podkreślił unijny komisarz ds. przemysłu Gunter Verheugen.

15:05, konrad.niklewicz , Gospodarka
Link Komentarze (3) »

Niemiecki trybunał konstytucyjny ma we wtorek orzec, czy Traktat Lizboński jest zgodny z niemiecką ustawą zasadniczą.

Wyroków sądu przewidywać niesposób, ale na miejscu przeciwników TL chyba nie liczyłbym na zbyt wiele: niemiecki sąd konstytucyjny już raz miał taką zagwozdkę (Traktat z Maastricht) - i wówczas orzekł, że pod warunkiem zachowania demokratycznej kontroli nad procesem wdrażania nowego traktatu i przekazywania nowych uprawnień do Brukseli (zapewnionej przez Bundestag i przez sam trybunał), traktat może wejść w życie. Jeżeli jutro sędziowie niemieckiego sądu konstytucyjnego orzekną w podobnym duchu, to prezydent Horst Koehler błyskiem podpisze dokument. I tym samym w Europie pozostaną jeszcze tylko trzy kraje, które nie zakończył procesu akceptacji Traktatu Lizbońskiego: * Irlandia - gdzie prawdopodobnie 2 października odbędzie się ponowne referendum; * Czechy i Polska - gdzie parlamenty Traktat ratyfikowały, ale prezydenci odmawiają złożenia podpisu (naginając do bólu uzus i ducha konstytucji). Prezydent Lech Kaczyński kolejny w poniedziałek po raz kolejny próbował odwracać kota ogonem. - Trzeba sobie jasno powiedzieć. Do tego Traktatu są w tej chwili tylko dwa klucze. Jeden znajduje się w Republice Federalnej Niemiec, gdzie decyduje niemiecki Trybunał Konstytucyjny. Drugi klucz to naród irlandzki - powiedział prezydent na poniedziałkowym spotkaniu z ambasadorami krajów Unii Europejskiej (cytat za PAP).

14:41, konrad.niklewicz , Polityka
Link
niedziela, 28 czerwca 2009
Czeskie rządy w Unii Europejskiej kończą się. Jakie wrażenie po sobie zostawią? Sami Czesi myślą o ostatnich sześciu miesiącach z goryczą. – Stracona szansa – przyznaje były szef czeskiego rządu Mirek Topolanek.
piątek, 26 czerwca 2009

To nie Janusz Lewandowski zastąpi Danutę Hubner (która zdecydowała się przyjąć mandat europosłanki) na stanowisku komisarza ds. polityki regionalnej, w ostatnich miesiącach urzędowania obecnego składu Komisji Europejskiej. Rząd potwierdził w piątek informacje Anny Słojewskiej z „Rzeczpospolitej” (którą przy okazji serdecznie pozdrawiam), że przez resztę kadencji Komisji naszym człowiekiem w Brukseli - czyli „tymczasowym komisarzem” - będzie Paweł Samecki, obecnie członek zarządu Narodowego Banku Polskiego. No i mamy zaskoczenie. Bo wydawało się przecież, że naturalnym kandydatem na zastępcę Hübner powinien być wspomniany Lewandowski, oficjalnie desygnowany przez premiera Tuska na „pełnego” komisarza w „nowej” Komisji (czyli tej, która będzie urzędowała przez kolejne pięć lat i której skład zostanie ogłoszony w II połowie br. - mam nadzieję, że jeszcze się Państwo nie pogubiliście w moich mętnych wyjaśnieniach). Te pierwsze kilka miesięcy w Komisji pozwoliłby Lewandowskiemu rozneznać się w couloirs du pouvoir Komisji Europejskiej. ERgo - lepiej przygotować go do sprawowania docelowej funkcji komisarza.  

Dlaczego Samecki, nie Lewandowski? Teoria blogUE ma wszelkie cechy teorii „spiskowej” i jest następująca: Janusz Lewandowski - choć lojalny wobec Tuska - nie ma 100-procentowej pewności, że to naprawdę on dostanie tekę komisarza. Żeby objąć tymczasowo fotel po Hubner, musiałby się zrzec mandatu europosła. I może zwyczajnie bać się to zrobi. Bo gdyby np. na jesieni okazało się, że rząd ma jednak innego kandydata, to wówczas nie miałby już powrotu do Europarlamentu. Więc we własnym interesie - woli poczekać. Tak na wszelki wypadek. Że bez sensu, i że to dziecinada? Cóż, przyznam: moja teoria może się okazać tak samo zgodna z prawdą, jak większość teorii spiskowych.

Ania Słojewska, w swoim artykule, przedstawia inne wyjaśnienie, dużo bardziej łagodne. 

Tak czy siak, wysłanie Pawła Sameckiego do Brukseli to nie taki zły pomysł. BlogUE zna dr Sameckiego jeszcze z czasów, gdy Polska nie była jeszcze w Unii Europejskiej, a on (do 2002 r.) pełnił funkcję wiceszefa Urzędu Komitetu Integracji Europejskiej, odpowiedzialnego za przedakcesyjne fundusze pomocowe (Phare, Ispa, Sapard - kto to jeszcze dziś pamięta?). To porządny fachowiec, niemal wzór urzędnika służby cywilnej.

19:15, konrad.niklewicz , Polityka
Link
czwartek, 25 czerwca 2009

Grand Hamster d'Alsace C WikicommonsDobrze przypatrzcie się temu sympatycznemu stworzonku. To cricetus cricetus – chomik europejski, we Francji zwany Grand Hamster d’Alsace. Ten sympatyczny, grubaśny zwierzak może za chwilę kosztować Francję kilkadziesiąt tysięcy euro. OD SZTUKI!
Jak donosi agencja AFP (powołując się na anonimowe źródła), Komisja Europejska za chwilę pozwie Francje do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości za to, że władze Republiki (które niedawno tak chwaliłem - ale w zupełnie innej sprawie) nie zdołały zagwarantować zwierzakowi – od 1993 r. wpisanemu na europejska listę zwierząt chronionych – odpowiedniej ochrony. Przez co liczebność jego populacji drastycznie spadła.

I za to, zdaniem Komisji, Francji należy się surowa kara. O jej wysokości pewnie zadecyduje trybunał, ale raczej na pewno będzie szła w miliony ojro. Jeszcze przez kilkudziesięciu laty futrzaka można było z łatwością spotkać na polach w Alzacji. Dziś według szacunków naukowców, zostało ich… mniej niż dwieście. A jeszcze w 2001 r. było ich około tysiąca. Chomik został skutecznie przez alzackich rolników wytrzebiony, bo rzekomo ten grubaśnik podjadał im zbiory kukurydzy. Zgodnie z unijnymi dyrektywami Francja powinna była stworzyć obszar chroniony dla tego chomika, na którym cricetus cricetusa nie wolno by było tępić. Co najmniej 240 tys. hektarów – jak oszacowała KE. Tymczasem Francja wykroiła na rezerwat raptem 3,5 tys. hektarów. Najwyraźniej za mało, bo populacja futrzaka topniała w oczach. 
Śmieszy was ten wpis? A nie powinien. Celowo go przygotowałem, żeby jeszcze raz udowodnić wszystkim besserwisserom, że Komisja Europejska stosuje unijne prawo tak samo surowo wobec „starych” państw członkowskich jak wobec „nowych”.
Ileż to było narzekania, ile lamentów, że Komisja Europejska zabrania budować obwodnicy Augustowa przez najcenniejszy przyrodniczo fragment doliny Rospudy. Dobrze pamiętam te wszystkie spiskowe teorie dziejów, że oto zła Bruksela chce spowodować, że będziemy skansenem, a reszcie Europy pozwala zabetonować każdy kawałek zieleni.
Otóż nieprawda, szanowni. W obronie przyrody, w obronie reguł unijnego prawa, Komisja bierze się za łby z najpotężniejszymi państwami UE.
Casus Grand Hamster d’Alsace może się okazać “francuską Rospudą”. I oby tylko sam zainteresowany przetrwał.

20:57, konrad.niklewicz , Polityka
Link Komentarze (1) »
Przynajmniej jeden rząd unijny otwarcie przyznał, że gdyby nie wspólna europejska waluta, to „jego” państwo poszłoby zupełnie na dno. Kto był tym pierwszym odważnym? Irlandia.

13:58, konrad.niklewicz , Gospodarka
Link
Wielokrotnie przekonywałem na swoim blogu, że w sprawach pomocy publicznej Komisja Europejska jest surowa nie tylko wobec Polski. I że żadne państwo unijne - włączając w to kraje założycielskie - nie może liczyć na taryfę ulgową. No i proszę. Dziś Komisja dała kolejny tego dowód
środa, 24 czerwca 2009

Karel Van Miert C European Communities 2009Karel van Miert, jeden z najbardziej wpływowych komisarz ds. konkurencji w historii UE, zmarł we wtorek w nieszczęśliwym wypadku.

Belgijski polityk był jedną z ważniejszych postaci w słynnej "drużynie Delorsa" - czyli tej Komisji Europejskiej, która przeforsowała fundamentalne zmiany i reformy (m.in. Traktat z Maastricht i wspólną walutę), dające życie dzisiejszej Unii Europejskiej.

Van Miert, Flamand z pochodzenia, a Europejczyk (i socjaldemokrata) z przekonania, służył pod Delorsem dwa razy: najpierw w latach 1989 - 1992, gdy był komisarzem ds. transportu i ochrony konsumentów, a następnie w latach 1993 - 94 - gdy był komisarzem ds. konkurencji i zarazem wiceprzewodniczącym Komisji.
W latach 1994 - 1999 - już w Komisji Jacquesa Santera - zachował stanowisko komisarza ds. konkurencji. Swoją funkcję sprawował z wielkim powodzeniem. Mówiąc wprost: Van Miert był jasną gwiazda tej skądinąd niezbyt szcześliwej kadencji Komisji. Był pierwszym europejskim urzędnikiem, który skutecznie przekonał Amerykanów, że nie można lekceważyć europejskich przepisów prawa antymonopolowego - zmusił koncern Boeinga do ważnych ustępstw w czasie, gdy ten ostatni połykał McDonnella-Douglasa. Van Miert skutecznie patrzył też na ręce rządowi Francji, gdy ten ratował bank Credit Lyonnais.
Europejscy politycy prześcigali się wczoraj w kondolencjach dla rodziny Van Mierta i, po trosze, dla całej Unii. Bo straciliśmy historyczną postać. - There is a saying that "we stand on the shoulders of giants". For me Karel Van Miert was such a giant - komentowała we wtorek obecna komisarz ds. konkurencji, Holenderka Neelie Kroes. - Karel was a dedicated and inspiring European from his early days. His fighting spirit and "never-give-up" attitude was a great asset to Europe and to the competition community. His name is linked to solid competition policy. He did not hesitate to take on battles when needed. And the battles that he fought shaped the way we look at competition policy today - dodała.

Ostatnie lata van Miert wykorzystywał, by cieszyć się życiem emeryta. Zmarł we wtorek rano, we własnym ulubionym ogrodzie - spadł z drabiny. Miał 67 lat.

[ i ]

09:20, konrad.niklewicz , Gospodarka
Link
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5
wyborcza.pl
Konrad Niklewicz

Konrad Niklewicz, od ponad 10 lat dziennikarz i redaktor „Gazety Wyborczej”. Od ośmiu lat w dziale gospodarczym, w latach 2005 - 2007 był korespondentem „Gazety” w Brukseli.
dowiedz się więcej »

Follow konradniklewicz on Twitter
top | © Agora SA | design by kate_mac