Co się dzieje w Unii Europejskiej? Autorski przegląd najważniejszych spraw i wydarzeń z życia wspólnoty.
poniedziałek, 31 maja 2010

Stara mądrość ludowa mówi, że co kraj to obyczaj. Ale w niektórych krajach obyczaje są tak nieziemsko surowe (i zarazem moralne), że aż szczęka opada.
Weźmy takie Niemcy. Tamtejszy prezydent Horst Koehler właśnie przed chwilą ogłosił, że podaje się do dymisji - ze skutkiem natychmiastowym - bo media i opinia publiczna bardzo źle odebrały jego niedawne słowa dotyczące obecności niemieckiej armii za granicą.

Tak, dobrze państwo przeczytali. 67-letni Horst Koehler, polityk ze wszech miar szanowany, były szef MFW, w pierwszym roku swojej drugiej prezydenckiej kadencji postanowił oddać urząd - bo w ten sposób chce ponieść ponieść konsekwencje własnych słów, które sam (poniewczasie) uznał za błędne!

O jakie słowa chodzi? Otóż przed kilkoma dniami (22 maja) Koehler powiedział w wywiadzie radiowym, że państwo takie jak Niemcy, w dużej mierze oparte o eksport, od czasu do czasu musi ”bronić swojego interesu ekonomicznego po przez zapobieganie regionalnej destabilizacji, takiej jak Afganistan”. Koehler dodał, że taka regionalna destabilizacja na pewno ma negatywny wpływ na handel, miejsca pracy i dochody.
Źle powiedział? BlogUE podpisałby się pod każdym słowem wypowiedzianym przez prezydenta Koehlera.

Ale w Niemczech przeważa inna opinia. W Niemczech znów obudził się Wiadomo-Jaki-Upiór. Na Koehlera posypały się gromy zewsząd.  65 lat od zakończenia najstraszliwszej z wojen, Niemcy wciąż mają wyrzuty sumienia, ba, traumę gigantyczną. Nie potrafią przełknąć zdania, w którym obok siebie pojawiają się słowa ”interes ekonomiczny” i ”interwencja zbrojna”. Ba, nie potrafią ścierpieć nawet sugestii, że te dwie sprawy można jakkolwiek łączyć.

I dlatego prezydent musiał dostać medialne bęcki. Które przyjął z pokorą. - Żałuję, że moje słowa mogły prowadzić do nieporozumienia w sprawie, która dla naszego narodu jest ważna i trudna - powiedział.

Większość Niemców jest zdecydowanie przeciwna obecności Bundeswehry w Afganistanie.

Tagi: konflikt Unia
14:50, konrad.niklewicz , Polityka
Link Komentarze (22) »

Unia Europejska ma dziś swoje kolejne ”spotkania na szczycie” z Rosją. Na zaproszenie Kremla, szef Rady UE Herman Van Rompuy, szef hiszpańskiego rządu (prezydencji) Jose Luis Rodriguez Zapatero i szef KE Jose Manuel Barroso przyjeżdżają do Rostowa nad Donem. Tam podejmie ich prezydent Dimitri Miedwiediew.

Jak zwykle, tematów do obgadania będzie wiele (łącznie z nieśmiertelnym odbębnianiem tzw. praw człowieka). BlogUE chciałby zwrócić uwagę na jeden, chyba najistotniejszy. Otóż Rosjanie żądają zniesienia wiz do Unii dla swoich obywateli. -  The presence of visa restrictions has a destructive effect on all spheres of Russia-EU cooperation - mówi anonimowy przedstawiciel rosyjskich władz, cytowany przez agencję AFP i ITAR-TASS.

Pytanie za 100 punktów: czy po zakończeniu szczytu Unia zgodzi się na rozpoczęcie prac nad odpowiednią umową o ruchu bezwizowym? Bruksela ulegnie uśmiechniętemu misiowi? Stawiam dolary przeciwko orzechom, że szanse Rosji są większe niż np. szanse Ukrainy.

Miś ma dziś wyjątkowo komfortową sytuację, może patrzeć na Unię z góry. Mimo całego, niewyobrażalnego bałaganu rosyjskiej gospodarki, mimo jej koszmarnych strukturalnych słabości, mimo korupcji, mimo technologicznego zapóźnienia, nieustająca rzeka pieniędzy za gaz i ropę pozwala Rosjanom powiedzieć coś takiego: -  The EU is living a critical moment in its history. We are closely watching how it strives to deal with the financial crises that have assailed several member states. (Cytat wiceministra spraw zagranicznych Alexandra Gruszko, za AFP).

Tagi: Unia
12:14, konrad.niklewicz , Polityka
Link
sobota, 29 maja 2010

Komisja Europejska co jakiś czas zgłasza sensowny projekt reformy gospodarczej, przydatnej (prawie) każdemu państwu Unii. Tym razem proponuje – jeśli wierzyć dziennikowi „Financial Times Deutschalnd” i portalowi EUobserver – wydłużenie wieku emerytalnego (minimalnego czasu pracy, uprawniającego do przejścia na emeryturę) w całej UE.

Komisja proponuje wydłużanie okresu pracy stopniowo. Docelowo przeciętny Europejczyk ma spędzać na emeryturze “tylko” jedno trzecią swojego dorosłego życia. Dziś jest inaczej. W Polsce, przykładowo, funkcjonariusze policji bądź wojskowi mogą przejść na emeryturę np. w wieku 38 lat (i spokojnie dożyć co najmniej do 90., czego oczywiście blogUE wszystkim życzy). Jeśli Europejczycy nie będą pracować więcej, kryzys systemów emerytalnych stanie się nieunikniony. I skończy się mniejszymi wypłatami i wyższymi kontrybucjami. Obecnie średni wiek przejścia na emeryturę w Unii to nieco ponad 60 lat. W innych rozwiniętych państwach OECD – 63,5 lat w przypadku mężczyzn i 62,3 lat w przypadku kobiet.

Pomysł Komisji – zdaniem blogUE – jest oczywistą oczywistością. Wasz autor od dawna twierdzi, że jedyną szansą dla europejskiej gospodarki jest zmiana filozofii życiowej: musimy pogodzić się z tym, że będziemy pracować ciężej, dłużej i za nieco mniejsze pieniądze. If not, nasze miejsca pracy znikną – i żadne paplanie o „europejskiej innowacyjności” i „przewadze w intelekcie” tego nie powstrzyma.

Sure, łatwo powiedzieć, trudniej zrobić. Francuski prezydent i jego rząd (tak często wyśmiewani) właśnie bierze byka za rogi i forsuje wydłużenie wieku emerytalnego. Z obecnych 58 lat (średnio), chce go podnieść o 2 – 3 lata. Sarkozy wreszcie wziął się na odwagę: dał do zrozumienia, że ma w d**ie spadające sondaże – i zapowiada, że emerytury będą jego priorytetem w 2010 r. Na reakcję nie trzeba było czekać długo. W czwartek na ulice francuskich miast wyszły dziesiątki tysięcy związkowców (i ich sympatyków), żeby protestować przeciwko reformie. Ale Sarko zdaje się na szczęście opowiadać: - Cette fois, je ne vous ecouterai pas.

Tagi: reformy Unia
12:16, konrad.niklewicz , Gospodarka
Link Komentarze (50) »
piątek, 28 maja 2010

Waldemar Pawlak od kilku dni angażuje się (mam nadzieję, że pro bono) w promocję produktów firmy Apple. A tak konkretnie, jednego produktu - iPada. Kilka dni temu roztaczał wizję ”iPadów pod strzechami” w dzienniku ”Rzeczpospolita”. Teraz, dosłownie przed chwilą, wystąpił z iPadem na konferencji prasowej. Proszony przez dziennikarzy o wyjaśnienie tej dość nachalnej krypciochy, odparł: ”Staram się zasłaniać jabłuszko”.

No jasne. To przecież oczywista oczywistość, że jak się zasłoni kciukiem albo palcem wskazującym logo, to już iPad będzie już nierozpoznawalny.

(Wzdech) 

Nie wiem jak by to delikatnie powiedzieć drogim wielbicielom cudeniek Appla (zwłaszcza WO i MacDacowi)... Spróbuję tak: jaki produkt, taki promotor.

14:08, konrad.niklewicz , Społeczeństwo
Link Komentarze (35) »
czwartek, 27 maja 2010

BlogUE dorzuca swoje trzy grosze w sprawie kandydatury Marka Belki na prezesa Narodowego Banku Polskiego.
Nie jestem w stanie ocenić, jak bardzo fachowa jest to kandydatura, bo nie wiem, jak duża jest makroekonomiczna i ”monetarna” wiedza kandydata. Intuicyjnie podejrzewam, że ekonomista z wykształcenia, były premier, były minister finansów i wysoki rangą funkcjonariusz ONZ i MFW taką wiedzę posiada w stopniu co najmniej zadowalającym. Czego nie można było powiedzieć np. o śp. Sławomirze Skrzypku.
Ale ja nie o tym chcę pisać.

Przejrzałem sobie pierwsze komentarze na forach, dotyczące kandydatury Belki. I od razu zauważyłem, że głównym zarzutem, jaki jest stawiany (czy raczej ”rzucany w twarz”) kandydatowi, jest to, że za jego rządów (w ministerstwie finansów) przyjęto tzw. podatek Belki. Czyli opodatkowanie zysków z inwestycji finansowych (lokat bankowych, obrotu akcjami itp.). Jedna z takich szarż to poczytania tutaj.
Otóż chciałbym wszystkim szanownym czytelnikom przypomnieć, że podatek od oszczędności jest w Unii Europejskiej OBOWIĄZKOWY. Za rządów Belki Polska wchodziła do Unii i musiała dostosować swoje przepisy do obowiązującego prawodawstwa. Korekta: Jeden z czytelników (wykresy, dziękuję za poprawkę!) słusznie przypomina mi, że ten podatek wprowadzono na początku dekady - i że nie można wiązać tego podatku z premierowaniem Belki ani prowadzonymi przez niego negocjacjami z UE.

I beg to differ. Podatek Belki trzeba było wprowadzić, bo był częścią wspólnotowego prawa. Zgodziliśmy się potem na to w referendum akcesyjnym - miażdżącą większością głosów, przypomnę. Belka nie Belka, ktoś musiał ten podatek wprowadzić. Albo w 2001, albo trzy lata później. Sprawdźcie sami tutaj.

To, że ten podatek okaza się być manną z nieba dla umęczonego budżetu państwa - to jest już inna inszość, której negować nie mogę. Ale na marginesie, przyznam bez bicia: blogUE jest zwolennikiem podatku od oszczędności. Nie widzę powodu dla którego dochody z gigantycznych niekiedy lokat bankowych mają być nieopodatkowane. Dochód jest dochodem i powinien być opodatkowany. Tym bardziej, że nie widzę różnicy między zyskami z lokaty bankowej a np. od dochodem pobieranym z tytułu praw autorskich. Wasz autor płaci i to i to.

Powinniśmy natomiast dyskutować o wysokości tego opodatkowania. Być może obecna stawka jest zbyt wysoka.

Update wpisu 15:03

Komisja Europejska zrealizowała swoje wcześniejsze zapowiedzi i w środę przedstawiła wstępny projekt nowego para-podatku, nakładanego na banki.
Obowiązkowa kontrybucja, którą banki miałyby płacić, zasilałaby kasę specjalnych funduszy antykryzysowych (odrębnych dla każdego państwa). I to właśnie te fundusze, w przypadku gospodarczego poważnego meltdown, służyłyby do przeprowadzenia np. „kontrolowanego bankructwa” banków (lub innych instytucji finansowych) będących w tarapatach.
Do tej pory akcję ratunkową musiały prowadzić rządy, z publicznych pieniędzy. Polegało to na między innymi tworzeniu tzw. bad banks, skupujących „toksyczne” aktywa. Licząc od początku 2008 r., ratowanie banków (i ich klientów) pochłonęło w całej Unii ok. 13 proc. rocznego PKB wspólnoty!
Filozofię utworzenia obowiązkowych funduszy tłumaczył w czwartek komisarz ds. rynku wewnętrznego, Francuz Michel Barnier: - Nie możemy sobie dłużej pozwolić na to, by to podatnicy ponosili dotkliwe koszty ratowania sektora bankowego. To nie obywatele powinni być na pierwszej linii frontu. Osobiście wyznaję zasadę: „Nabrudziłeś – to płać!”. Musimy zbudować system, w którym to sektor finansowy ponosiłby koszty przyszłych kryzysów w sektorze bankowym – mówił.
Tu jednak blogUE ma poważne zastrzeżenie. Naprawdę nie wiem, skąd się bierze wiara Komisji w to, że narzucenie na banki para-podatku (kontrybucji do spec funduszu, jak zwał tak zwał), zdejmie finansowy ciężar z naszych - podatników - ramion. Przecież każde euro, które będą musiały do jakiejś skarbonki wrzucić, nasze kochane banki i tak sobie od nas odbiorą, na tysiąc różnych sposobów. Choćby podwyższając prowizję udzielenia kredytu. A ponieważ zrobią to wszystkie (nawet bez nielegalnej zmowy!), nie ma szans, żeby zadziałał efekt konkurencji…
Pomysłowi już sprzeciwiają się sami zainteresowani, czyli przedstawiciele banków. Cytowana przez agencję AFP szefowa British Bankers Association Angela Knight zauważyła: - How could a large sum of money sitting dormant somewhere in Europe make economic sense?
Ambicje Komisji są jednak ogromne. Jose Manuel Barroso chce, żeby obowiązkowe kontrybucje od banków wprowadzić we wszystkich rozwiniętych państwach świata. Komisja Europejska formalnie zaproponuje takie rozwiązanie na forum Rady UE, a potem - na najbliższym szczycie G20 (Toronto, 26-27 czerwca). I prawdopodobnie Komisja uzyska poparcie ze strony większości europejskich rządów. Europejska Partia Ludowa (reprezentująca europejskie partie prawicowe) już dała pomysłowi zielone światło. - La création d'un réseau européen de fonds nationaux de prévoyance des défaillances bancaires est un grand pas en avant dans la mise en place d'outils de prévention des crises financieres. La Commission européenne a tiré les lecons des sauvetages bancaires de l'an dernier - powiedział Jean-Paul Gauzes, europoseł i rzecznik EPL. [- Stworzenie europejskiej sieci narodowych funduszy jest krokiem naprzód. Komisja wyciągnęła wnioski z ubiegłorocznych akcji ratunkowych]. 
Komisja uważa, że jej plan mógłby zastąpić inicjatywy już teraz funkcjonujące w niektórych krajach. Przykładowo, w Szwecji banki już teraz muszą odkładać 0,036 proc. swoich dochodów. A w Niemczech trwają prace nad ustawą, która nakazywałaby niemieckim bankom płacić nawet do miliarda euro rocznie.

wtorek, 25 maja 2010

Miała być kampania pojednania i ponadpartyjnej współpracy. Ale póki co, na użytek kampanii wyborczej, PiS kopie Platformę w kostkę, opowiadając banialuki o rzekomych unijnych pieniądzach, których zły rząd Tuska nie chciał wydać na ochronę przeciwpowodziową
We wtorek słuchacze radia TOK FM usłyszeli od posła Prawa i Sprawiedliwości Adama Hofmana bardzo klarowny przekaz:  - W 2007 r., jak po Grażynie Gęsickiej ministrem rozwoju regionalnego została Elżbieta Bieńkowska, to skasowała wszystkie projekty z edukacji i ochrony środowiska. To były projekty kluczowe, które miały być zrealizowane z pieniędzy unijnych. To były dokładnie pieniądze przeznaczone na walkę z powodzią: na meliorację, wały, na sprzęt ratowniczy. Łączna wartość skasowanych projektów to 2 mld euro - stwierdził.
Niestety, poseł Hofman minął się z prawdą. Warto przypomnieć, jaka faktycznie było z unijnymi pieniędzmi na ochronę przeciwpowodziową – tak, by politycy wreszcie przestali wciskać wyborcom bajki.

Rozmowy z Komisją o tym, ile pieniędzy unijnych przeznaczyć na ochronę przeciwpowodziową, prowadził rząd Jarosława Kaczyńskiego, w 2006 i 07 roku. I wynegocjował, że w tej części unijnych funduszy, która dofinansuje inwestycje hydrologiczne, dostaniemy… 430,6 mln euro. Pierwsza, kluczowa decyzja Rady Ministrów w tej sprawie zapadła 1 sierpnia 2006 r.
Wynegocjowane z Komisją pieniądze starczały na około 20 najważniejszych projektów inwestycji.
Rząd Prawa i Sprawiedliwości chyba sam się zorientował, że pieniędzy na powstrzymywanie powodzi jest trochę mało. A wybory się zbliżały. I dlatego w październiku 2007 r. rząd ogłosił, że istnieje także „lista rezerwowa” projektów przeciwpowodziowych.
To była decyzja – kuriozum. Z wielu powodów.
Po pierwsze, obowiązujące przepisy stwierdzały, że w tej części unijnych funduszy w ogóle nie powinno być „list rezerwowych”. Po drugie, na tę listę zaczęto wpisywać projekty, które absolutnie nie były przygotowane do realizacji: bez wykupionych gruntów pod budowę, bez wykonanych ocen oddziaływania na środowisko, bez dokumentacji technicznej.
Ale na papierze wszystko wyglądało ładnie. Wartość projektów z listy „rezerwowej” sięgnęła miliarda euro. I nikt nie zaprzątał sobie głowy, skąd te pieniądze miałyby pochodzić, skoro dane nam przez Komisję 430 mln euro już w całości rozdzielono na projekty podstawowe…

Gdy w listopadzie 2007 r. władzę objął rząd PO-PSL, było już za późno na zasadnicze zmiany. Ale i tak ekipa Tuska próbowała: rzutem na taśmę przekonała Brukselę, żeby kopertę pieniędzy na inwestycje przeciwpowodziowe powiększyć do 515 mln euro (a licząc razem z zakupem sprzętu i monitoringiem – 560 mln euro). Ostateczna decyzja rządu w tej sprawie zapadła w styczniu 2008 r.
Poza kilkoma wyjątkami, projekty podstawowe – wybrane przez PiS – zaczęły być realizowane. Mają pochłonąć równo 4,74 mld złotych, z czego 2,4 mld złotych da budżet Unii. Czyli dokładnie tyle, ile planowano.
Owszem, minister rozwoju regionalnego Elżbieta Bieńkowska, skreśliła (na początku 2008 r.) „listę projektów rezerwowych”. Ale po pierwsze, ta lista „rezerwowa” nie jest warta 2 mld euro – jak sugeruje poseł Hofman - ale o połowę mniej. A po drugie, nie miała podstaw prawnych. Zaś po trzecie i najważniejsze – nie było możliwości sfinansowania jej z kasy UE.

Panowie i panie politycy, czy naprawdę warto wciskać "ciemnemu ludowi" kit?

17:16, konrad.niklewicz , Polityka
Link Komentarze (13) »
poniedziałek, 24 maja 2010

Polska to także Unia, więc wpisu proszę nie uznawać za offtopiczny. Prezes PiS, kandydat na prezydenta Jarosław Kaczyński objawił się wyborcom w Raciążu. Sama Dobroć powiedziała: - Historia Polski, warunki geograficzne spowodowały, że rolnictwo odgrywało zawsze w naszym kraju wielką rolę. Rolnictwo i wieś jest potężną częścią gospodarki. I żeby nie było już żadnych wątpliwości, że kandydat przyjechał do Raciąża z kampanią wyborczą, jakże modernizacyjną i pro-rozwojową, usłyszeliśmy także: - Polska wieś wymaga wsparcia. Ci, którzy mówią dzisiaj czasem, że wsi należy zabierać, w szczególności dlatego, że otrzymała środki europejskie, głęboko się mylą. Chcę państwu przyrzec, że nigdy do takich pomysłów się nie przychylę.

Cytaty za Polską Agencją Prasową.

A teraz kilka słów od blogUE o tej ”potężnej części gospodarki”. W 2008 r. wszystkie wydatki z kasy publicznej (polskiej i unijnej) na rolnictwo wyniosły 57 mld zł (wyliczenia dr Agnieszki Szymeckiej z SGH). W tym samym, 2008 r., udział rolnictwa w tworzonym w Polsce PKB wynosił 3,9 proc., czyli o 0,5 pkt. proc. mniej niż w 2000 r.  Dla porównania, udział przemysłu wynosił 20,2 proc. (21,4 proc.). Takie dane podaje GUS.

No po prostu żywią y bronią. A jak mieszczuch nie chce płacić, to cepem go, cepem. Jarosław Kaczyński na pewno pomoże.

Tagi: Polska rząd
17:36, konrad.niklewicz , Polityka
Link Komentarze (1) »

Cytujemy dziś na portalu wyborcza.biz przedstawiciela chińskiego rządu, który ostrzega, że długi Europy mogą zahamować światowe ożywienie gospodarcze. Chiński minister finansów Xie Xuren, w artykule opublikowanym na łamach "Washington Post" apeluje do władz amerykańskich, by wspólnie - Chiny i USA ramię w ramię - dbać o stabilność makroekonomiczną na świecie.

Ależ mnie wnerwił, chiński mądrala. Szkoda, że w tym samym tekście nie zauważył, że to w Ameryce, a nie w Europie, ujawniła się matka wszystkich kryzysów finansowych - gigantyczna bańka spekulacji instrumentami finansowymi, opartymi w dużej mierze o przegrzany amerykański rynek nieruchomości. I że Ameryka też jest zadłużona po uszy. Obecnie dług publiczny Ameryki jest szacowany na 13 bilionów (tysięcy miliardów) dolarów. Na każdego Amerykanina przypada 42 tys. dolarów. Zadłużenie - liczone jako procent PKB - już dawno temu przekroczyło 80 proc. i jest obecnie większe niż np. zadłużenie socjalistycznej ponoć Francji! I lepiej nie będzie: w 2009 r. deficyt budżetowy USA sięgnął 10 proc. Czy naprawdę więc Ameryka powinna dawać Europie jakiekolwiek lekcje?

To po pierwsze. Po drugie, szkoda że chiński minister nie zająknął się o tym, że jednym z głównych powodów niestabilności światowej gospodarki jest chiński juan, utrzymywany polityczną decyzją władz na zaniżonym kursie wobec euro i dolara. Kursie - powiedzmy to wprost - nie mającym wiele wspólnego z jego potencjalną, rynkową wartością. Taka polityka może i jest korzystna dla chińskich eksporterów (na krótką metę), ale już nie dla zagranicznych partnerów handlowych, o samych przeciętnych Chińczykach nie wspominając (nie mogą oni bowiem konsumować owoców swojej ciężkiej pracy, bo wiele dóbr konsumpcyjnych - takich jak np. europejskie samochody - jest dla nich zbyt droga).

O tym, co powinniśmy sądzić o kursie juana i w ogóle, o polityce chińskich władz, pisałem m.in. tutaj

Nikt nie będzie zaprzeczał, że wiele państw Europy ma kłopot ze swoimi długami, ale pie...nie o tym, że jest to główne źródło niestabilności światowej gospodarki jest, niestety, kolejnym przykładem chińskiego zarozumialstwa i bucowstwa.

Są takie momenty, kiedy cieszę się, że się urodziłem na Starym Kontynencie, w obszarze europejskiej cywilizacji. Właśnie znów się o tym przekonałem.

10:43, konrad.niklewicz , Polityka
Link Komentarze (32) »
sobota, 22 maja 2010

W piątek po raz pierwszy zebrała się task-force zwołana przez szefa Rady UE Hermana Van Rompuya. Ma ona przygotować reformę unijnych przepisów - łącznie z korektami do Traktatu Lizbońskiego! - tak, by wprowadzić więcej dyscypliny fiskalnej w strefie euro. Radykalne zmiany są konieczne. Nikt nie ma wątpliwości, że obowiązująca wersja Paktu Stabilizacji i Wzrostu zawiodła. Państwa unijne od lat Pakt lekceważyły (bo bezkarnie mogły) i  rok w rok montowały budżety z ponad trzyprocentowym deficytem. O zadłużeniu publicznym blogUE nawet nie wspomni, bo dziesiątki razy już o tym pisał.  
Unijni ministrowie finansów i gospodarki (z Polski - Jacek Rostowski), komisarz ds. monetarnych Ollie Rehn i szef Europejskiego Banku Centralnego Jean-Claude Trichet chcą szybko zakończyć prace i przygotować projekt zmian. Nie ma co czekać, efekt psychologiczny 750 miliardów euro* szybko może się zatrzeć. - I could feel a sense of urgency - przyznał Van Rompuy.
I wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że ten projekt będzie napisany w dużej mierze na modłę niemiecką. Niemiecki minister finansów Wolfgang Schauble zdominował piątkową dyskusję. Niemcy chcą wprowadzenia automatycznych kar finansowych dla "recydywistów", chcą odbierać im prawo głosu, chcą kontrolować budżety narodowe itp. Niemcy chcą, żeby karane było przekraczanie nie tylko deficytów, ale także progu zadłużenia (co się Polsce podoba, bo mamy relatywnie czyste sumienie w tej sprawie).
Van Rompuy powtarzał wczoraj niemiecki punkt widzenia. - In the past, corrective measures were taken too late; the available legal instruments were not used sufficiently. That's why we need to act in a number of ways: in prevention and in correction; in the fields of the budget and of competitiveness - mówił.
Projekt zmian ma być gotowy (jak na tempo prac Unii) dość szybko. - The Task Force will meet twice more before the summer. We will present a "Progress Report" to the European Council of 17 June - deklarował Van Rompuy.
Niestety, już jest kłopot z Brytyjczykami. Choć nie są w strefie euro (no i nie mają się czym chwalić, jeśli chodzi o gospodarkę) - to już próbują włożyć kij w szprychy. - There is no question of agreeing to a treaty that transfers powers from Westminster to Brussels. Britain is obviously not in the eurozone and is not going to be joining, so it wouldn't agree to any treaty that drew us further into the euro area - powiedział nowy brytyjski premier David Cameron, po spotkaniu z kanclerz Angelą Merkel w Berlinie.
Jak by Europa nie miała dość problemów, to teraz jeszcze będzie musiała z Brytyjczykami się użerać.

10:22, konrad.niklewicz , Gospodarka
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2 , 3
wyborcza.pl
Konrad Niklewicz

Konrad Niklewicz, od ponad 10 lat dziennikarz i redaktor „Gazety Wyborczej”. Od ośmiu lat w dziale gospodarczym, w latach 2005 - 2007 był korespondentem „Gazety” w Brukseli.
dowiedz się więcej »

Follow konradniklewicz on Twitter
top | © Agora SA | design by kate_mac