Co się dzieje w Unii Europejskiej? Autorski przegląd najważniejszych spraw i wydarzeń z życia wspólnoty.
sobota, 12 marca 2011

Finis blogUE
Przez ponad dwa lata blogUE miał przyjemność informować i komentować wydarzenia w Unii Europejskiej. A więc i w Polsce – znaczącym kraju wspólnoty.
Jak twierdzi bloxowy licznik, od 26 listopada 2008 roku (gdy ukazała się pierwsza notka) do wczoraj blogUE circa about 500 tysięcy ”kliknięć”. Nie wiem, czy to dużo, czy mało - ale też blogUE nigdy nie startował w konkursie na najbardziej poczytny dziennik internetowy.
Raz, że z kominkiem albo kilkoma redakcyjnymi kolegami (choćby Maćkiem Samcikiem i Wojciechem Orlińskim - pozdrawiam!) nie miałbym żadnych szans. Dwa, że unijna tematyka jakoś specjalnie ”seksi” nie jest. I trzeba naprawdę ją lubić, żeby chcieć o niej czytać w wolnym od pracy czasie. Przyjmuję więc, że kilkaset tysięcy przypadków takiego zainteresowania to i tak dużo.
To powiedziawszy, cieszę się szczególnie z tego, że blogUE zgromadził grupę stałych czytelników. Wszystkim dziękuję za uwagę, za komentarze. Nie zawsze zgadzaliśmy się, czasami wymiana opinii była dość gorąca - ale mam nadzieję, że nikt z polemistów nie czuje się urażony. Na pewno nie czuje się tak Wasz autor (choć przecież nie raz różne zgniłe pomidory leciały), bo lepsza jest ostra debata, niż pełne lekceważenia milczenie.
Mam nadzieję, że czytelnicy docenili fakt, że blogUE był sferą bez komercji – nawet na sekundę nie pojawiła się na nim choćby jedna reklama.
I już nie pojawi. Czytacie właśnie ostatnią notkę, jaka się tu pojawiła. BlogUE nie znika, ale przenosi się do „read only” archiwum, do otchłani Bloxa. Nie będzie już nowych wpisów, zostaną tylko wspomnienia.
Dlaczego? Bo jego autor zmienił miejsce pracy. Jak już publicznie wiadomo, teraz pracuję dla rządu premiera Donalda Tuska – jako rzecznik Prezydencji włączę się w organizację i późniejsze realizowanie polskiego przewodnictwa Polski w Unii. To wyjątkowe wyzwanie, wielka odpowiedzialność – ale też i zaszczyt. Cieszę się, że będę mógł wnieść swój (skromny) wkład w wyjątkowe przedsięwzięcie publiczne.
Ale to dopiero przyszłość. Pozwólcie, że jedno podkreślę: tego bloga do końca pisałem jako dziennikarz „Gazety Wyborczej”. Tylko i aż dziennikarz, do końca identyfikujący się z linią „Gazety” i przez redaktorów „Gazety” oceniany i sprawdzany.
Ta notka, którą Państwo teraz czytacie, jest jedyną (pierwszą i ostatnią) notką jaką napisałem już w charakterze rzecznika Prezydencji. Celowo właśnie tak: blogUE od samego początku był „gazetowy” – i tak pozostanie.
Bo „Gazeta” - czytelnicy wybaczą mi ten osobisty wtręt - to fantastyczny zespół ludzi, najlepsza jaką znam redakcja w kraju. A pewnie i w całym regionie Europy.
Nie żałuję ani jednego dnia z ponad 13 lat, które spędziłem w „Gazecie”. Wszystkim koleżankom i kolegom z redakcji, portalu, radia Tok FM, wydawnictwa i administracji - serdecznie dziękuję!
Praca z Wami była wielką przyjemnością.
Tak samo jak pisanie notek na BlogUE. I na tym chyba poprzestanę, bo jeszcze za bardzo się wzruszę.

Przez ponad dwa lata blogUE miał przyjemność informować i komentować wydarzenia w Unii Europejskiej. A więc i w Polsce – znaczącym kraju wspólnoty. Jak twierdzi bloxowy licznik, od 26 listopada 2008 roku (gdy ukazała się pierwsza notka) do wczoraj blogUE circa about 500 tysięcy ”kliknięć”. Nie wiem, czy to dużo, czy mało - ale też blogUE nigdy nie startował w konkursie na najbardziej poczytny dziennik internetowy. Raz, że z kominkiem albo kilkoma redakcyjnymi kolegami (choćby Maćkiem Samcikiem i Wojciechem Orlińskim - pozdrawiam!) nie miałbym żadnych szans. Dwa, że unijna tematyka jakoś specjalnie ”seksi” nie jest. I trzeba naprawdę ją lubić, żeby chcieć o niej czytać w wolnym od pracy czasie. Przyjmuję więc, że kilkaset tysięcy przypadków takiego zainteresowania to i tak dużo.

To powiedziawszy, cieszę się szczególnie z tego, że blogUE zgromadził grupę stałych czytelników. Wszystkim dziękuję za uwagę, za komentarze. Nie zawsze zgadzaliśmy się, czasami wymiana opinii była dość gorąca - ale mam nadzieję, że nikt z polemistów nie czuje się urażony. Na pewno nie czuje się tak Wasz autor (choć przecież nie raz różne zgniłe pomidory leciały), bo lepsza jest ostra debata, niż pełne lekceważenia milczenie.

Mam nadzieję, że czytelnicy docenili fakt, że blogUE był sferą bez komercji – nawet na sekundę nie pojawiła się na nim choćby jedna reklama. I już nie pojawi. Czytacie właśnie ostatnią notkę, jaka się tu pojawiła. BlogUE nie znika, ale za chwilę przenosi się do „read only” archiwum, do otchłani Bloxa. Nie będzie już nowych wpisów, zostaną tylko wspomnienia.

Dlaczego? Bo jego autor zmienił miejsce pracy. Jak już publicznie wiadomo, teraz pracuję dla rządu premiera Donalda Tuska – jako rzecznik Prezydencji włączę się w organizację i późniejsze realizowanie polskiego przewodnictwa Polski w Unii. To wyjątkowe wyzwanie, wielka odpowiedzialność – ale też i zaszczyt. Cieszę się, że będę mógł wnieść swój (skromny) wkład w wyjątkowe przedsięwzięcie publiczne.

Pozwólcie, że jedno podkreślę: tego bloga do końca pisałem jako dziennikarz „Gazety Wyborczej”. Tylko i aż dziennikarz, do końca identyfikujący się z linią „Gazety” i przez redaktorów „Gazety” oceniany i sprawdzany. Ta notka, którą Państwo teraz czytacie, jest jedyną (pierwszą i ostatnią) notką jaką napisałem już w charakterze rzecznika Prezydencji. Celowo właśnie tak: blogUE od samego początku był „gazetowy” – i tak pozostanie. Nie chcę, żeby ktokowliek myślał, że ten blog miał jakikolwiek związek z polityką informacyjną rządu. Nie miał!

„Gazeta” - czytelnicy wybaczą mi ten osobisty wtręt - to fantastyczny zespół ludzi, najlepsza jaką znam redakcja w kraju. A pewnie i w całym regionie Europy. Nie żałuję ani jednego dnia z ponad 13 lat, które spędziłem w „Gazecie”. Wszystkim koleżankom i kolegom z redakcji, portalu, radia Tok FM, wydawnictwa i administracji - serdecznie dziękuję! Praca z Wami była wielką przyjemnością. Tak samo jak pisanie notek na BlogUE.

I na tym chyba poprzestanę, bo jeszcze za bardzo się wzruszę.

Do zobaczenia i usłyszenia w innych okolicznościach.

15:32, konrad.niklewicz , Polityka
Link Komentarze (12) »
wyborcza.pl
Konrad Niklewicz

Konrad Niklewicz, od ponad 10 lat dziennikarz i redaktor „Gazety Wyborczej”. Od ośmiu lat w dziale gospodarczym, w latach 2005 - 2007 był korespondentem „Gazety” w Brukseli.
dowiedz się więcej »

Follow konradniklewicz on Twitter
top | © Agora SA | design by kate_mac