Co się dzieje w Unii Europejskiej? Autorski przegląd najważniejszych spraw i wydarzeń z życia wspólnoty.
piątek, 31 grudnia 2010

Razem z redakcyjnym kolegą Vadimem Makarenką opisujemy w piątkowej „Gazecie” całkiem sensowny pomysł rządu na ograniczenie kosztów organizacji polskiej prezydencji w UE.
Otóż rząd nakłonił prywatne firmy, by w zamian za prestiż bycia „partnerem prezydencji” (za darmo, całkowite friko !), udostępniły swoje usługi, produkty i sprzęt na potrzeby rządu. I to aż na sześć miesięcy naszego rządzenia w Unii. Jedna rzecz, jaką dostaną w zamian, to prawo posługiwania się znaczkiem "partnera prezydencji" plus informacje o tym fakcie w oficjalnych materiałach rządowych.

Pierwsza (ta najważniejsza i najcenniejsza) umowa jest już podpisana. Firma Peugeot (część koncernu PSA) wypożyczy polskiemu rządowi aż 117 różnych samochodów, w tym najnowsze modele 508 i 5008. To nimi będą przewożeni goście i eksperci prezydencji, one będą podporą logistyki różnych wydarzeń itp. Gdyby rząd chciał te samochody wynająć na zasadach rynkowych, to musiałby zapłacić około 10 mln złotych. Nie w kij dmuchał oszczędność. 
Kolejnych umów można się spodziewać w najbliższych tygodniach, m.in. z Coca-Colą i Microsoftem. Cola dostarczy np. część cateringu (napoje), Microsoft zajmie się IT. A skarb państwa zaoszczędzi kolejne setki tysięcy złotych.  
Więcej szczegółów – w naszym tekście tutaj
Kudos dla odważnych Francuzów, kuros dla autora pomysłów. Choć pewnie zaraz usłyszymy narzekanie, że wszystko jest źle, samochody nie te, Coca-cola niedobra, a Microsoft be, i że wszystko pachnie na kilometr korupcją… Kto chce, niech się bawi w teorie spiskowe. BlogUE podoba się pomysł takich oszczędności.

A tak poza tym, wszystkiego najlepszego w Nowym Roku! Oby 2011 był dla szanownych czytelników udany i ciekawy. BlogUE już dziś wie, że dla niego będzie podwójnie przełomowy. Ale o tym przy innej okazji. Dosiego!

czwartek, 30 grudnia 2010

W sprawach unijnych prawie nic się nie dzieje (no, prawie - jutro coś tam skrobnę) więc znów krajowo.
Na systemach emerytalnych, ubezpieczeniach społecznych itp. - blogUE się NIE zna. Ale ciekaw jestem waszej, szanownych czytelników opinii ws. reformy systemu emerytalnego, właśnie zaproponowanej.

Przedzieram się przez projekt, który ogłosił premier Donald Tusk. Moja liberalna część duszy krzyczy, że nawet nieefektywne OFE (oj, były nieefektywne) lepiej będą zarządzać pieniędzmi niż ZUS. Ale moja druga liberalna część (bo blogUE ma w sobie tylko liberalne poglądy, he, he) mówi, że podstawową wadą obecnego systemu jest koszmarne napędzanie długu publicznego. I że coś z tym trzeba zrobić, tu i teraz, natychmiast. A wiem, że recepty typu ”zlikwidujmy KRUS” i „odbierzmy specjalne emerytury nauczcielom, górnikom i policjantom” to zwykłe bajanie kogoś, kto chyba zapomniał, jaki Sejm został wybrany w wyborach z października 2007 r. I jaki najprawdopodobniej zostanie wybrany w roku przyszłym. 
Garść faktów:
* na początku (od 1 kwietnia 2011 r.) składka emerytalna, która trafia do Otwartych Funduszy Emerytalnych (OFE) zostanie obniżona do 2,3 procent wynagrodzeń z 7,3 procent obecnie;
* 5 procent składki (czyli różnica) pozostanie w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych (ZUS) na indywidualnych kontach. Ale nikt nie ukrywa, że będzie to wydane na bieżące świadczenia emerytalne, więc mówimy raczej o ”memoriałowym” zapisie na kontach.
* z czasem składka trafiająca do OFE będzie rosnąć - do 3,5 procent od 2017 roku.
* żeby zrekompensować ubytek w transferach do OFE, Polacy będą mogli (jeśli zechcą) samodzielnie transferować do OFE część swojej pensji (na początek 2 pkt. proc. pensji) - i te kwoty będą mogli odliczyć od podstawy opodatkowania (wreszcie! chciałoby się blogUE krzyknać). Z czasem kwota, jaką będziemy mogli samodzielnie transferować do OFE wzrośnie do 4 proc.

Mnie na razie wydaje się, że model proponowany zbliża nas do tego, co funkcjonuje w Szwecji.
A, i jeszcze jedno. Jak porównuję to, co proponuje Tusk, żeby ratować finanse publiczne, z tym, co właśnie Grekom ich rząd zafundował (bo musiał) - to chyba jednak wybieram wariant polski.

The floor is yours, mesdames et messieurs*

 


* jak zwykle: udajemy, że trolli nie ma. Ignorujemy, pliz.

18:44, konrad.niklewicz , Gospodarka
Link Komentarze (54) »

Premier i cała Peło mają śnieg na rękach. Na pewno ponoszą pełną odpowiedzialność za to, że pociągi się spóźniają, drogi nie sa idealnie czarne (po 30 centymetrowych opadach śniegu), a sieci energetyczne pękają od lodu*. Jednym, nędznym pocieszeniem jest to, że śnieg na rękach mają również np. północnoirlandzcy pierwsi ministrowie (Heid Männystèr an tha Heid Männystèr depute) Peter Robinson i Martin McGuinness (a pośrednio także premier Wielkiej Brytanii David Cameron), bo: 
Northern Ireland's government will hold an emergency meeting to address the country's mounting water crisis as tens of thousands of people remained without water for a ninth day.
Engineers are struggling to repair pipes that burst after the recent cold spell's sudden thaw. Long lines formed Thursday at emergency water points, and Scotland trucked in bottled water for distribution to help families. Doctors are warning that a lack of clean water for drinking and washing could cause a health crisis.

Śnieg na rękach, tak jak prezydent Warszawy Hanna Grokiewicz-Waltz ma też burmistrz (ichniejszy prezydent) jednego z najbogatszych (i największych) miast świata, Nowego Jorku, multimiliarder Michael Bloomberg:  
The mega-storm began Sunday and lasted just over 24 hours, enough time to blanket much of the city and surrounding areas in up to 32 inches (80 centimeters) of snow. "It is a bad situation," Michael Bloomberg told a press conference, attempting an exercise in damage limitation after drawing fire for stubbornly insisting that the authorities had the situation completely under control. "Nobody suggests that this is easy. Nobody suggests that this is pleasurable. But I can tell you this: we are doing everything that we can think of, working as hard as we can." (cytat za agencją AFP).
Dla odmiany, rząd dalekiej Australii ma wodę na rękach (też źle):
Hundreds of people fled worsening floods in Australia's rural northeast Thursday as officials warned the disaster may last for weeks, prompting fears over food shortages and disease outbreaks. The latest evacuees, including 100 residents air-lifted from one town, join over 1,000 moved earlier, while thousands more braced for large-scale inundations in the regional centres of Emerald, Bundaberg and Rockhampton. As displaced residents sheltered in makeshift relief centres or with friends and relatives in the farming and coal-mining region, Queensland premier Anna Bligh warned the state was facing its "toughest hour". "This is a disaster on an unprecedented scale," Bligh told reporters. "What we've never seen is so many towns, so many communities, so many regions all affected at once. It is a miserable and heart-breaking event," she added.

A dlaczego to wszystko, dlaczego Tuski, Camerony, Bloombergi i inne polityczne lenie mają śnieg i wodę na rękach?
No niestety, znów na scenie musimy przywitać naszego starego znajomego, Pana Zmiany Klimatyczne.
Co, już państwo zapomnieliście? No strasznie mi przykro, natura nie zapomniała i nie ma bata, żeby zapomniała w przyszłości... Naukowcy od dawna trąbili, że pogodowe szaleństwo to efekt nagłych zmian które naturze zafundowaliśmy, ale oczywiście tzw. zdrowny trzon społeczeństwa z jajogłowych okularników się wyśmiewał.
Ale patrz pan, oni uparcie nadal ostrzegają. Tak jak w tej depesz AFP:
a string of freezing European winters scattered over the last decade has been driven in large part by global warming.  The culprit, according to a new study, is the Arctic's receding surface ice, which at current rates of decline could to disappear entirely during summer months by century's end. "Say the ocean is at zero degrees Celsius (32 degrees Fahrenheit)," said Stefan Rahmstorf, a climate scientist at the Potsdam Institute for Climate Impact Research in Germany. "That is a lot warmer than the overlying air in the polar area in winter, so you get a major heat flow heating up the atmosphere from below which you don't have when it is covered by ice. That's a massive change," he told AFP in an interview.
The result, according to a modelling study published earlier this month the Journal of Geophysical Research, is a strong high-pressure system over the newly-exposed sea which brings cold polar air, swirling counter-clockwise, into Europe. "Recent severe winters like last year's or the one of 2005-2006 do not conflict with the global warming picture, but rather supplement it," explained Vladimir Petoukhov, lead author of the study and a physicist at the Potsdam Institute. "These anomalies could triple the probability of cold winter extremes in Europe and north Asia," he said.

Miłej zabawy na śniegu w Sylwestrową noc. 


* dla tych, którzy nie wychwycili, na wszelki wypadek disclaimer: jaja sobie robię, głównie z prawych i sprawiedliwych.

Tagi: klimat
11:09, konrad.niklewicz , Społeczeństwo
Link Komentarze (17) »
środa, 29 grudnia 2010

Krzysztof Bobiński, Jacek Kucharczyk, Bartłomiej Nowak i Jan Piekło* zaapelowali przed kilkoma dniami w „Gazecie Wyborczej”, by obecne w Sejmie partie zawarły „pakt na rzecz prezydencji”, ponadpartyjne porozumienie, w którym wszyscy sygnatariusze zobowiązywaliby się do niewykorzystywania sprawy prezydencji w walce politycznej. A zwłaszcza w kampanii wyborczej, zaplanowanej prawdopodobnie na wrzesień i październik (jako że wybory odbędą się prawdopodobnie 23 października).
Zamysł szlachetny, ale IMO naiwny. Po pierwsze, blogUE nie wierzy, żeby opozycja – która wykorzystuje każdy najdrobniejszy szczegół, żeby przyładować Platformie i PSL-owi (włącznie z kretyńskim obsmarowywaniem syna premiera, a mojego redakcyjnego kolegi)  - chciała na taki pakt pójść. Obawiam się, że opozycja gotowa jest raczej zawrzeć pakt z lucyferem, żeby tylko uszczknąć Peło kilka punktów procentowych w sondażach… Po tym, co sam, na własne oczy widziałem w Sejmie (gdy na debatę „o prezydencji” został ściągnięty minister ds. europejskich, a na sali sejmowej powitało go czternastu posłów) – nie wierzę już w żaden merytoryczny wkład opozycji w przygotowanie polskiego przewodnictwa w Uniii. Który z kilku priorytetów jest niewłaściwy? Jaką konkretną treścią wypełnić Partnerstwo Wschodnie? Co zrobić, żeby w debacie o budżecie Unii nie prezentować swojego stanowiska, a zarazem bronić go umiejętnie? Jakoś nie słyszę ze strony opozycji precyzyjnych odpowiedzi. Jedyne, co opozycja potrafi powiedzieć, to mantrę „rząd jest nieprzygotowany”. A stawiam swoją pensję, że żaden z opozycyjnych posłów nie potrafiłby nawet w przybliżeniu powiedzieć, ile osób w administracji centralnej jest zaangażowanych w projekt prezydencji – i jaki jest jej budżet. No bo po co posłom taka wiedza, po co merytoryczne przygotowanie, skoro do kamery zawsze można powiedzeć „rząd jest nieprzygotowany”.

Po drugie, nie widzę powodu, żeby na taki „pakt” miała się godzić Platforma. Prezydencja Polski w Unii Europejskiej będzie zadaniem szalenie trudnym. Po drodze czeka sporo pułapek, na czele ze znaną tylko Panu Bogu liczbą czekających na nas kryzysów międzynarodowych. Jednak ta prezydencja ma wszelkie szanse zakończyć się umiarkowanym sukcesem. Reformy Unii (wspólny rynek) pójdą do przodu, debata nad budżetem się zacznie, podpiszemy Traktat Akcesyjny z Chorwacją , zaplanowane posiedzenia unijnych Rad odbędą się, tak samo jak kilka ważnych debat w Parlamencie Europejskim. I tak dalej, i tak dalej. Zwycięstwo polskiej prezydencji będzie polegać na tym, że zyska na niej cała Unia, nie tylko Polska. I ten cel da się osiągnąć, także dzięki staraniom tego rządu, tego premiera, tych ministrów i ich ekip. Dlaczego Platforma i PSL miałyby nie wesprzeć się dobrym sprawowaniem prezydencji w kampanii wyborczej? Nie bądźmy jakimiś zakłamanymi hipokrytami. Premier Donald Tusk bierze za prezydencję Polski w UE pełną, polityczną odpowiedzialność. Nie widzę powodów, dla których miałby nie skonsumować politycznych owoców jej sukcesu – jeśli oczywiście sukces nastąpi. Tak samo, jak będzie musiał skonsumować owoce porażki (choć tej ostatniej ani sobie wyobrażam, ani spodziewam).

*prezes fundacji „Unia i Polska”, prezes Instytutu Spraw Publicznych, dyrektor wykonawczy Centrum Stosunków Międzynarodowych i dyrektor Fundacji Współpracy Polsko-Ukraińskiej

09:02, konrad.niklewicz , Polityka
Link Komentarze (21) »
piątek, 24 grudnia 2010

Wszystkim Czytelnikom tego bloga, jego przyjaciołom (like it!), nieprzyjaciołom i tym neutralnie nastawionym - blogUE życzy Wesołych, rodzinnych Świąt. Oby Mikołaj był łaskawy, choinka pachnąca, jemioła obszerna a jajeczko smaczne.

Mogę zdradzić, że przyszły rok przyniesie bardzo duże zmiany w blogUE. Dla niektórych zaskakujące, dla innych - pewnie spodziewane. Ale o tym później. Jeszcze kilka "normalnych" notek możecie się tu spodziewać.

Joyeux Noel, Merry Christmas!   

12:57, konrad.niklewicz , Społeczeństwo
Link Komentarze (4) »
środa, 22 grudnia 2010

Ostatnio sporo na tym blogu piszemy o drogach. Pociągnę więc wątek, jako że doszła właśnie nowa informacja: szef MSWiA Jerzy Miller podpisał właśnie zgodę na udzielenie dotacji z budżetu państwa (państwa, nie Unii!) na trzecią edycję programu budowy dróg lokalnych (gminnych i powiatowych).
”Schetynkówki” (dziś powinny się już nazywać ”Millerówkami”)  powstają od dwóch lat. Kosztem 2 mld złotych wyremontowano lub przebudowano prawie 5,7 tys. km dróg lokalnych. Ze wsparcia skorzystało do tej pory niemal 1,5 tys. jednostek samorządu terytorialnego (dokładnie 1116 gmin i 342 powiaty).
W trzecie edycji programu - tej, którą Jerzy Miller właśnie podpisał - budżet wyda kolejny 1 mld zł. Dofinansowanie z kasy państwa pozwoli zmodernizować lub wybudować w 2011 roku blisko 2,1 tys. km dróg gminnych i powiatowych. A może troszkę więcej, bo doświadczenie uczy, że w przetargach pojawiają się oszczędności.
Te drogi będą gotowe i oddane do użytku jeszcze w przyszłym roku, bo akurat gminne kawałki asfaltu buduje się wyjątkowo łatwo. To nie trzeba kłaść mostów przez Wisłę.

BlogUE sporo jeździ po pięknej polskiej prowincji i wie, jak cholernie ważne są te remonty lokalnych dróg. Kto zapuszcza się poza DK, ten wie, o czym mówię. Wciąż w Polsce są drogi zaznaczone w atlasie na żółto, po których zwykły samochód osobowy nie jest w stanie przejechać np. z powodu 50-centymetrowych dziur (i mówię tu o głębokości, nie o szerokości). Rząd Platformy Obywatelskiej i PSL przeznaczył kolejny miliard na odbudowę lokalnych dróg dokładnie w tym samym czasie, w którym ważą się losy kluczowej dla metropolii warszawskiej trasy - nowej ”wylotówki” pozwalającej ominąć wiecznie zakorkowane Janki i Raszyn. Gdyby Platforma faktycznie miała w d. polską prowincję, to pewnie projekt ”schetynkówek” by skasowała, a kasę przeznaczyła na przyspieszenie budowy dwumilionowej metropolii warszawskiej. (Więcej o tym w artykule redakcyjnego kolegi
Ale to prawych i sprawiedliwych oczywiście nie przekona. Bo, jak mówił ich lider, ”nikt nas nie przekona, że białe jest białe, a czarne jest czarne”. Bo przecież rząd Donalda Tuska NIC nie robi.
 

* zaprzeczanie temu idiotycznemu stereotypowi jest jednym z moich ulubionych zajęć.

Tagi: Polska
10:50, konrad.niklewicz , Gospodarka
Link Komentarze (31) »
wtorek, 21 grudnia 2010

Gdzieś w dyskusji wokółbiałoruskiej padło stwierdzenie (nie pamiętam już autora, przepraszam), że ocenę skuteczności unijnej i polskiej polityki wobec Biaorusi powinni oceniać sami Białorusini, najlepiej ci związani z opozycją.

No to oddajmy im głos. Agencja PAP nadała właśnie relację ze spotkania z jednym z liderów białoruskiej opozycji Alaksandrem Milinkiewiczem. - Nie podzielam opinii o klęsce polskiej polityki, choć w każdej polityce jest wiele niedostatków. Polacy, poczynając od 2006 roku, mocniej niż wszystkie inne kraje Unii Europejskiej podtrzymują nasze społeczeństwo obywatelskie i media, które pracują dla Białorusi. Wspierana jest TV Biełsat, a jest to projekt bardzo drogi, wspierane jest Radio Racyja - stwierdził.

Milinkiewicz zwrócił też uwagę na dobrze działający program stypendialny, finansowany przez Polskę i skierowany m.in. do studentów, któzy zostali wydaleni z białoruskich uczelni za działalność opozycyjną. - Do dziś, mimo że mniej studentów w ostatnich latach wyrzucanych jest z uniwersytetu za udział w akcjach politycznych, kontynuowany jest program (im. Kastusia) Kalinouskiego. I jego skala się nie zmniejsza. Polski premier powiedział, że nawet wtedy, kiedy nie będzie represjonowanych, to chcemy zachować ten program po to, żeby po prostu brali w nim udział utalentowani ludzie z Białorusi, którzy mogą uczyć się według europejskich programów na europejskich uniwersytetach" - mówi Milinkiewicz. Podkreśla też, że nie można jeszcze skreślać Partnerstwa Wschodniego, bo za brak efektów odpowiadają nie państwa Unii, ale reżim Łukaszenki.

Ale to pana prezesa pewnie nie przekona. Dla niego polityka polskiego rządu wobec Białorusi poniosła "całkowitą klęskę".

17:06, konrad.niklewicz , Polityka
Link

Co zrobić z państwem (czy raczej: jego władzami), które ma resztę Europy w głębokiej d.? I które od samego początku nie liczyło na żadną pomoc,  a więc teraz jest de facto odporne na pokusy i groźby wstrzymania tejże pomocy?
Państwo powiecie: sankcje. Państwo powiecie: twarda polityka, odejście od tego, co próbowali ostatnio zrobić Radosław Sikorski i Guido Westerwelle. Państwo powiecie może nawet - jak nieomylny prezes Jarosław Kaczyński - że dotychczasowa polityka Polski [i Unii, bo były one tożsame] zakończyła się klęską.
BlogUE zapyta wówczas: jakie sankcje?
Aleksander Łukaszenka i jego kamaryla nie jeżdżą już od dawna do Europy. Wszystkie profity jakie mogą czerpać, są bezpieczne w państwach, w których Unia nie ma za wiele nic do powiedzenia. Sankcje gospodarcze uderzą tylko i wyłącznie w zwykłych Białorusinów, przedsiębiorców, pozostałości po organizacjach pozarządowych itp.
Zdaniem blogUE, Unia popełniła błąd znacznie wcześniej niż w ostatnich kilku miesiącach. Trzeba było od samego początku istnienia Partnerstwa Wschodniego przystawić Białoruś do unijnego cyca. Dać jej prawdziwe pieniądze, np. na remonty i wyposażenie szkoł. Albo dotacje dla firm (na wzór działającego niegdyś w Polsce i na Węgrzech PHARE).
Poznawszy smak unijnego pieniądza (a nie tylko jego widok zza szyby), białoruski dyktator być może byłby mniej skłonny iść na udry.
A tak - nie ma nic do stracenia. Niestety.

09:33, konrad.niklewicz , Polityka
Link Komentarze (29) »
poniedziałek, 20 grudnia 2010

Tommaso Padoa Schioppa, włoski ekonomista i polityk, jeden z twórców koncepcji wspólnej waluty unijnej, zmarł w sobotę w Rzymie. Miał 70 lat.
Schioppa był uważany za jednego z najwybitniejszych włoskich ekonomistów ostatnich dziesięcioleci. Absolwent mediolańskiej Bocconi, w 1966 r. rozpoczął pracę we włoskim banku centralnym. Bardzo szybko zaangażował się w działalność związaną z Unią (wówczas ”Wspólnotą”) Europejską. W latach 1979 - 83 kierował dyrekcją ds. gospodarczych i finansowych w Komisji Europejskiej. Kilkakrotnie był ministrem finansów włoskiej republiki, zasiadał w zarządzie Europejskiego Banku Centralnego.
- He contributed decisively in the early years of the euro to the reputation of the ECB as a major actor in international and European cooperation. The eurozone is losing a man of reflection, of action and of vision, fully dedicated to European unity - napisał prezes EBC Jean-Claude Trichet w specjalnej depeszy kondolencyjnej.
W ostatnich miesiącach Shioppa doradzał rządowi greckiemu jak radzić sobie z kolosalnym długiem, deficytem i na dodatek jeszcze recesją. Zasiadał też w radzie nadzorczej Fiata.
Choć ostatnie tygodnie nie mogły być przyjemne dla kogoś, kto tak mocno zaangażował się w tworzenie euro, akurat ta chwila zaskoczyła go w okolicznościach, których sam bym sobie życzył: jadł wystawną kolację z dużą grupą przyjaciół, w jednym z rzymskich pałaców. Jak poinformowali lekarze - cytowani przez włoską agencję ANSA - Schioppa zmarł na zawał serca.

Unia straciła kolenego polityka, który głęboko w nią wierzył. [i]  

10:21, konrad.niklewicz , Gospodarka
Link Komentarze (15) »
piątek, 17 grudnia 2010

Chyba jednak zmienię opinię o agencjach ratingowych. Oto bowiem agencja ratingowa Moody's ogłosiła w piątek: rating dla Polski wynosi w walucie obcej i polskiej "A2", a jego perspektywa jest stabilna.
- O odporności polskiej gospodarki wyraźnie świadczy jej stabilny wzrost i brak nierównowag w okresie poprzedzającym globalny kryzys, a także pozycja Polski jako jedynego kraju Unii Europejskiej (UE), który w ubiegłym roku nie popadł w recesję - powiedział wiceprezes i starszy analityk Moody's Anthony Thomas, cytowany przez agencję Reuters.  - Choć Produkt Krajowy Brutto (PKB) na głowę mieszkańca Polski jest niższy niż w wielu krajach o podobnym ratingu, Moody's spodziewa się, że kraj w średnim i dłuższym terminie będzie nadal zbliżał się w kierunku poziomów obserwowanych u bogatszych krajów UE.
Zdaniem Moody's, przed 2012 rokiem Polska raczej nie podejmie prób znaczącej redukcji deficytu, gdyż w 2011 roku odbędą się wybory parlamentarne. - Niemniej jednak, ani deficyt, ani dług nie są na zbyt wysokich poziomach i dług jest pod kontrolą, co wynika także z tego, że władzom udało się utrzymać zaufanie rynków finansowych" - sądzi Moody's.

Gdybym ja to napisał sam, to byście jeden z drugim napisali, że mi propaganda do gowy uderzyła. Widać nie tylko mnie uderzyła.  

16:24, konrad.niklewicz , Gospodarka
Link Komentarze (44) »
 
1 , 2 , 3
wyborcza.pl
Konrad Niklewicz

Konrad Niklewicz, od ponad 10 lat dziennikarz i redaktor „Gazety Wyborczej”. Od ośmiu lat w dziale gospodarczym, w latach 2005 - 2007 był korespondentem „Gazety” w Brukseli.
dowiedz się więcej »

Follow konradniklewicz on Twitter
top | © Agora SA | design by kate_mac