|
wtorek, 09 lutego 2010
General Motors ogłosił przed chwilą ostateczną wersję planów restrukturyzacji w swoich europejskich zakładach. Tak jak już wcześniej zapowiadano, koncern zamyka fabrykę w Antwerpii. A w innych fabrykach przeprowadzi bolesne zwolnienia: 799 w Bochum, 900 w hiszpańskiej Saragossie, 892 Ruesselheim (tam mieści się centrala Opla!), 300 w Eisenach, 369 w Luton i 300 w Kaiserslautern w Niemczech. Jak łatwo policzyć, najwięcej miejsc pracy (ponad 2 tys.) stracą Niemcy.
poniedziałek, 08 lutego 2010
- Prezydent USA Barack Obama miał rację, olewając Unię Europejską i rezygnując z udziału w wiosennym szczycie UE - USA - napisała w dzienniku ”Washington Post” znana amerykańska publicystka Anne Applebaum. Możecie się też spodziewać także innych przejawów ”szorstkiej przyjaźni”: Braku europejskiej pomocy w konflikcie irańskim, jemeńskim, somalijskim, pakistańskim - you name it. Możecie się też spodziewać coraz większych kłopotów ze znalezieniem towarzystwa w Waszej awanturze w Afganistanie. Gdyby nie zobowiązania sojusznicze wynikające z NATO (które są rzeczą świętą), blogUE pierwszy nawoływałby do wycofania polskich wojsk. Bawcie się tak dalej, amerykańscy przyjaciele, a szybko zobaczycie, że samotność w piaskownicy ma także swoje wady. Nawet jeśli łopatka jest największa.
Komisarz Kroes szybko dowiedziała się o miłych słowach Sarkozy'ego. I nie kazała długo czekać na ripostę, przekazaną- a jakże - za pośrednictwem dziennika Handelsblatt. - Comme cela j'en ai au moins 100% de plus que lui. [- W taim razie mam neuronów co najmniej o 100 proc. więcej niż on]. Kroes nie poprzestała jednak na odszczeknięciu się francuskiemu elegantowi. Przypomniała, że zmuszanie Renault do produkcji we Francji (co oznacza wyższe koszty działania) tylko może w przyszłości francuskiemu przemysłowi zaszkodzić. Tym bardziej, że w mało którym sektorze konkurencja i bitwa na koszty jest tak zażarta jak właśnie w motoryzacji. - On se demande si le président français veut bloquer sa propre industrie - stwierdziła. [-Można sobie zadać pytanie, czy francuski prezydent nie chce zablokować własnego przemysłu]. BlogUE nie ma wątpliwości, kto w tym sporze ma rację. Pytanie tylko, jakiego szaleju najadł się Sarkozy, któremu jeszcze parę lat temu zdarzało się zgłaszać sensowne pomysły gospodarcze.
piątek, 05 lutego 2010
To jedna z niewielu rzeczy w stosunkach UE - USA, na której Stanom Zjednoczonym naprawdę zależy. Tak bardzo, że sekretarz stanu Hillary Clinton aż pofatygowała się zadzwonić do Jerzego Buzka, szefa Europarlamentu. (Widać jak im zależy, to wiedzą, do kogo w Europie zadzwonić... co za ciołki...). Przekonywała go, by PE nie robił głupiego kawału i nie odrzucał tymczasowego porozumienia UE - USA w sprawie systemu SWIFT. SWIFT (skrót od słów Society for Worldwide Interbank Financial Telecommunications) to nazwa międzynarodowego systemu komunikacyjnego, który łączy banki na całym świecie. Praktycznie cała informacja międzynabankowa jest przekazywana poprzez SWIFT. * cytat za najmądrzejszym z naszych wieszczów Długo zastanawiałem się nad publikacją tej blognotki. Opisywana w niej historia jest tak straszna, że niemal odbiera mowę. A 16-year-old girl was buried alive by relatives in southeast Turkey in a gruesome honour killing just because she reportedly befriended boys, the Anatolia news agency reported Thursday.
czwartek, 04 lutego 2010
W środę Komisja Europejska jednocześnie oceniła gospodarcze (powinienem powiedzieć: budżetowo-fiskalne) plany Grecji i Polski. Polski, czyli państwa będącego w Unii od zaledwie pięciu z okładem lat. Grecji, czyli członka strefy euro, państwa obecnego w Unii od trzech dekad. Gdy o powyższym będziemy pamiętać, satysfakcja gwarantowana. Tak lubimy sami na siebie, my Polacy, narzekać, tymczasem w oczach Brukseli - wyrastamy na dobrego (choć może jeszcze nie wzorowego) ucznia. O lata świetlne odróżniamy się od starego, doświadczonego państwa członkowskiego, które właśnie zostało złapane na gorącym uczynku oszustwa i przewlekłego życia ponad stan (12,7 proc. deficytu w 2009 r.!). I które musi pokornie przedkładać w Brukseli plan drakońskiej terapii budżetowej. Gorzkie, oj gorzkie słowa miała Komisja Europejska dla Grecji. De facto unijni urzędnicy biorą Grecję i na smycz i będą teraz kontrolowali każde jej posunięcie. - We are endorsing the Greek programme, we are giving confidence and supporting the Greek authorities – mówił w środę odchodzący komisarz ds. Monetarnych (I przyszły komisarz ds. Konkurencji) Joaquin Almunia. - But at the same time we need to strengthen instruments to monitor how the programme is implemented so as to avoid slippages, to avoid that the objectives are not reached. Już 16 marca Komisja przeprowadzi pierwszą kontrolę greckich finansów, by sprawdzić, czy terapia jest wdrażana. Potem – 16 maja. I potem znów, w trzymiesięcznych interwałach, aż do momentu, gdy grecki deficyt faktycznie spadnie poniżej 3 proc. PKB. - This is a very tough system of monitoring but the confidence about the success of the programme – mówił Almunia. Dodatkowo, wobec Grecji została wszczęta formalna procedura prawna – kara za przedstawianie fałszywych statystyk. A teraz porównajmy to z tym, co Komisja napisała o Polsce, w swojej ocenie rządowego planu obniżenia deficytu. Żeby nie przedłużać, cytuję z oryginalnego dokumentu: „Poland is the only EU country to have recorded positive economic growth in 2009. Real GDP is estimated to have increased by 1.7%, while in spring 2009 the Commission services projected a decline by 1.4%. Regarding fiscal policy, the authorities allowed a full operation of automatic stabilizers, and rapidly designed an investment-focused recovery plan. The size of the overall fiscal stimulus in 2009 – measured as the change in the structural balance – is estimated at about 2 percent of GDP. At the same time, the authorities took measures to contain the increase in the government deficit. In parallel, the authorities took important actions in 2009 to strengthen the fiscal framework. They made the existing debt rule more restrictive, by introducing additional specific provisions on the type of measures to be implemented once public debt exceeds 55% of GDP. The budget for 2010 /…/ includes a nominal freeze in public wages – total compensation of employees in the general government sector would increase by less than 1% in 2010. Importantly, the budget was based on cautious macroeconomic assumptions. “Finance Minister Rostowski presented a fiscal consolidation plan for 2010-2012. The main measures announced included a gradual increase and equalisation of the retirement age for men and women at 67 years, the inclusion of uniformed services personnel in the general security system, and a broadening of the tax base (some specific professions will have to use fiscal cash registers) and additionally, an acceleration of privatisations starting from 2010. “On current information it appears that Poland has taken action towards the correction of the excessive deficit within the time limits set by the Council. In view of the above assessment, the Commission considers that no further steps in the excessive deficit procedure of Poland are needed at present. Kto nie wierzy na słowo, że KE nam taką laurkę wystawia, niech przeczyta całość oficjalnego dokumentu Komisji tutaj.
środa, 03 lutego 2010
Ale Fillon poszedł jeszcze dalej: - Il s'agit en l'occurrence d'un religieux radical, il impose la burqa, il impose la séparation des hommes et des femmes dans son propre foyer et il refuse de serrer la main des femmes. Si ce Monsieur ne veut pas changer son attitude, il n'a pas sa place dans notre pays, en tous cas il ne mérite pas la nationalité française. Ostre! [ - W tym konkretnym przypadku chodzi o radykała religijnego. On narzuca burkę, narzuca separację mężczyzn i kobiet w swoim własnym domu i odmawia podawania ręki kobietom. Jeśli ten Pan nie zmieni swojego nastawienia, nie ma miejsca w naszym kraju, a w każdym razie nie zasługuje na narodowość francuską]. Rząd francuski (o czym już nie raz blogUE pisał) powoli przymierza się do wprowadzenia zakazu noszenia strojów całkowicie zasłaniających ciało i twarz w tzw. przestrzeni publicznej (urzędach, szpitalach, transporcie publicznym itp.). Według sondażu cytowanego przez agencję AFP, większość Francuzów (choć nie przytłaczająca - 57 proc.) popiera ten rządowy pomysł. Wielka Brytania, borykająca się z coraz większymi trudnościami w finansowaniu własnych sił zbrojnych, chce bliższej współpracy wojskowej z Francją – doniósł w środę dziennik „Financial Times”, (www.ft.com) powołujący się na poufny dokument rządowy. - The return of France to NATO's integrated military structures offers an opportunity for even greater co-operation with a key partner across a range of defence activity – pisze w tym dokumencie brytyjski minister obrony Bob Ainsworth. - The UK will greatly improve its influence if we and our European partners speak and act in concert. Cieszy blogUE takie podejście Brytyjczyków, nawet jeśli to dopiero początek współpracy (przywracania Entente Cordiale?). Pierwszy praktyczny test brytyjsko-francuskiej obronności już wkrótce. To właśnie od Wielkiej Brytanii może zależeć los europejskiego samolotu transportowego dla wojska, Airbusa A400M. UK jest jednym z sześciu krajów europejskich, które zamówiły w sumie 180 samolotów. Projekt przedłużył się, koszty wzrosły (o 5 mld euro), i teraz rządy muszą zdecydować, czy kontynuować budowę. Francja bardzo namawia pozostałych by dopłacić - i nie wyrzucać już wydanych pieniędzy w błoto. Tym bardziej, że wszystkie europejskie armie pilnie potrzebują nowoczesnego transportowca, jakim A400M bez wątpienia jest.
Wobec braku głównego gościa, już we wtorek Hiszpanie (sprawujący prezydencję w Unii) szczyt UE – USA po cichu odwołali. I od razu odezwali się dyplomaci, alarmujący przed początkiem marginalizacji Europy w administracji USA. - We wszystkich stolicach odnotowaliśmy, ile razy słowo „Europa” pojawiło się w niedawnym przemówieniu Obamy o Stanie Unii – komentował Pierre Lellouche, francuski minister ds. europejskich, goszcząc w Warszawie. (Wedle informacji blogUE, pojawiło się zero razy). Ale bądźmy szczerzy, sami ze sobą i z naszymi amerykańskimi przyjaciółmi. Po co Obama miałby przyjeżdżać wiosną do Europy, skoro ona nie jest mu do niczego potrzebna? Po co ma męczyć się siedem – osiem godzin w samolocie, by prosić o kolejne tysiące żołnierzy do Afganistanu? Zabiegać o wsparcie w trudnych negocjacjach z Iranem i z Chinami? Po co ma przyjeżdżać do Francji albo Hiszpanii, by tam na własne oczy zobaczyć, jak sensownie rozwiązuje się problemy służby zdrowia? Po co ma się denerwować, że on sam, na własnym podwórku, podobnych rozwiązań wprowadzić nie zdoła, bo już nawet skrajnie liberalni mieszkańcy Massachusetts mają dość jego nieudacznych pomysłów? Nie, zdecydowanie, Europa do niczego prezydentowi Obamie nie jest potrzebna. I chyba nadszedł czas, żeby Europa w podobny sposób zaczęła myśleć o Stanach Zjednoczonych. Przynajmniej na chwilę, tak, żeby administracja amerykańska miała czas pójść po rozum do głowy i zastanowić się, kto tak naprawdę, w tym okrutnym świecie, jest jedynym prawdziwym przyjacielem Stanów. |
Archiwum
Ostatnie notki
Zakładki:
Tagi
Konrad Niklewicz, od ponad 10 lat dziennikarz i redaktor „Gazety
Wyborczej”. Od ośmiu lat w dziale gospodarczym, w latach 2005 - 2007 był korespondentem „Gazety” w Brukseli. |