Co się dzieje w Unii Europejskiej? Autorski przegląd najważniejszych spraw i wydarzeń z życia wspólnoty.
wtorek, 09 lutego 2010

General Motors ogłosił przed chwilą ostateczną wersję planów restrukturyzacji w swoich europejskich zakładach. Tak jak już wcześniej zapowiadano, koncern zamyka fabrykę w Antwerpii. A w innych fabrykach przeprowadzi bolesne zwolnienia: 799 w Bochum, 900 w hiszpańskiej Saragossie, 892 Ruesselheim (tam mieści się centrala Opla!), 300 w Eisenach, 369 w Luton i 300 w Kaiserslautern w Niemczech. Jak łatwo policzyć, najwięcej miejsc pracy (ponad 2 tys.) stracą Niemcy.
Tylko dwie fabryki GM w Europie unikną zwolnień związanych z restrukturyzacją. Są to Ellesmere Port w Anglii i... Gliwice. Bingo! Czyli rację mieli Ci, którzy mówili, że nie ma sensu ścigać się z innymi rządami i oferować GM jakąś dodatkową pomoc publiczną (a pojawiały się takie nieudaczne propozycje...) bo gliwickie zakłady są tak dobre, że przynajmniej na razie, na kilka kolejnych lat, obronią się same. Swoim rachunkiem ekonomicznym.
I to się właśnie potwierdziło. Gliwice factory rules, wszystkim pracownikom fabryki blogUE składa gratulacje i życzy powodzenia.

12:30, konrad.niklewicz , Gospodarka
Link Dodaj komentarz »

C European Communities 2010Drobiazg, a cieszy. Unia Europejska wreszcie wprowadza jednolite oznaczenie dla spożywczych produktów typu „bio”. Od 1 lipca 2010 r., gdy nowe oznaczenie będzie obowiązywać, bez względu na to gdzie robimy zakupy spożywcze, już pierwszy rzut wystarczy by wiedzieć, które z nich są wyprodukowane bez użycia pestycydów, bez sztucznych barwników itp.
Unijne oznaczenie zastąpi legion obecnie występujących kłosków, słoneczek, zielonych krówek, gwiazdeczek i innych cudów (do tej pory każdy kraj miał pełną dowolność w oznaczaniu produktów bio, choć narodowe przepisy są praktycznie takie same).
Oczywiście, blogUE nie ma wątpliwości, że żywność organiczna pozostanie rynkową niszą (ceny są zabójcze…), ale pomysł jest chyba dobry. Tym bardziej, że nowe logo UE powstało w otwartym konkursie dla europejskich studentów – plastyków. I wybrali je w głosowaniu internauci (dokładnie tak samo, jak niedawno plakat polskiej artystki).
W przypadku loga, wygrał pomysł  studiującego w Niemczech Duszana Milenkovicia. Prócz prestiżu, Milenković dostanie od Komisji 6 tys. euro.

11:20, konrad.niklewicz , Gospodarka
Link Komentarze (8) »
poniedziałek, 08 lutego 2010

- Prezydent USA Barack Obama miał rację, olewając Unię Europejską i rezygnując z udziału w wiosennym szczycie UE - USA - napisała w dzienniku ”Washington Post” znana amerykańska publicystka Anne Applebaum.
Żona ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego była bardzo ostra w swojej krytyce Unii. Stwierdza, że UE najwyraźniej nie chce mieć wspólnej polityki zagranicznej, i w związku z tym nie zasługuje na to, by być wysłuchaną. - Jeżeli nie chcą oni mówić jednym głosem, po co prezydent USA miałby udawać, że słucha? - pyta retorycznie Applebaum.
Nie ona jedna jest bezlitosna w swojej krytyce wobec Rosjan.
Powody, dla których prezydent Obama pokazał Unii wyprostowany, środkowy palec, tłumaczy także redakcyjny kolega blogUE, korespondent ”GW” w Waszyngtonie Marcin Bosacki. Pisze on: ”A Europa? Nawet gospodarcze wpływy Europy są wątpliwe - gdzie jest wspólna polityka energetyczna, która pozwoliłaby UE w stosunku do gazowej dyplomacji Rosji przyjąć postawę partnera zamiast petenta? Na deficyt dyplomacji miał pomóc traktat lizboński, przeceniany przez jego wyznawców i demonizowany przez wrogów. Zmienił niewiele. O zbrojnym ramieniu UE nie ma nawet co mówić. Efekt jest taki, że konferencję klimatyczną - w Kopenhadze, w Europie - rozegrali między sobą Amerykanie, Chińczycy, Brazylijczycy i Hindusi. Obama o pomoc w Afganistanie woli prosić nie UE, tylko różne kraje Europy z osobna. Jak pisze Politico.com w swym blogu dyplomatycznym, Obama szczyt USA - UE w Pradze rok temu uznał za stratę czasu”.
Stratę czasu? Otóż drodzy amerykańscy przyjaciele... To Wasze przekonanie o wyższości, o tym, że zawsze wiecie lepiej, a gdy nie wiecie, to patrz pkt 1. - doprowadzi Was do kłopotów. I to szybko. Musicie pamiętać, że symbole może nie są najważniejsze, ale jednak ważne. Im bardziej będziecie pokazywali Europie, że ją lekceważycie, że wyśmiewacie kłopoty UE ze stworzeniem wspólnej polityki zagranicznej, tym częściej będziecie czytali takie depesze:
French defense officials say France has agreed to sell Russia an advanced amphibious warship and is considering a Russian request for three more. Jacques de Lajugie, head of international development at the French arms agency DGA, told a news conference Monday. (Depesza AFP z dziś).
Jedyna różnica będzie taka, że w miejsce Rosji wstawicie sobie np. ”Chiny”. BlogUE nie jest jakoś specjalnie zachwycony faktem, że rosyjska marynarka wojenna kupi nowoczesne okręty od Francuzów. Ale w momencie, gdy Amerykanie zamknęli swój rynek zbrojeniowy dla firm europejskich (pamiętacie pewnie skandaliczną historię zamówienia na tankowiec powietrzny), gdzie europejskie firmy mają swoje produkty sprzedawać?

Możecie się też spodziewać także innych przejawów ”szorstkiej przyjaźni”: Braku europejskiej pomocy w konflikcie irańskim, jemeńskim, somalijskim, pakistańskim - you name it.
Braku porozumienia ws. SWIFT-a. Oraz kolejnych konfliktów handlowych, których UE nie będzie już chciała kończyć polubownie. Za depeszą AP, podaję przykład z połowy ubiegłego tygodnia (3 luty):
The European Union is seeking 311 million dollars (223 million euros) in sanctions on US imports in retaliation against US anti-dumping measures, a document on the WTO website showed Wednesday. The sanctions will "take into account the direct trade loss caused by the WTO inconsistent measures," as well other damage to EU trade, said the document on the World Trade Organisation website. Brussels is asking the trade body to approve either punitive tariffs of 100 percent on 311 million dollars worth of US exports to the EU, or a tax of 13.18 percent on annual trade of 477 million dollars in selected goods.

Możecie się też spodziewać coraz większych kłopotów ze znalezieniem towarzystwa w Waszej awanturze w Afganistanie. Gdyby nie zobowiązania sojusznicze wynikające z NATO (które są rzeczą świętą), blogUE pierwszy nawoływałby do wycofania polskich wojsk. Bawcie się tak dalej, amerykańscy przyjaciele, a szybko zobaczycie, że samotność w piaskownicy ma także swoje wady. Nawet jeśli łopatka jest największa.

Tagi: Unia USA
13:26, konrad.niklewicz , Polityka
Link Komentarze (12) »

C European Communities 2010Z życia wyższych, europejskich sfer. W kilka dni po tym, gdy Komisja Europejska zażądała oficjalnych wyjaśnień od rządu Francji w sprawie ograniczeń narzucanych koncernowi Renault (rząd domaga się, by nowe Clio było produkowane we francuskich zakładach, a nie w tureckich), prezydent Nicolas Sarkozy - w charakterystycznym dla siebie stylu - powiedział, co sądzi o unijnej komisarz ds. konkurencjii Neelie Kroes. Bo to właśnie ona sprzeciwa się uprawianemu przez Francuzów protekcjonizmowi gospodarczemu. La commissaire européenne n'a que deux neurones - powiedział, cytowany przez tygodnik satyryczny (ale bardzo, bardzo dobrze poinformowany) Le Canard Enchainé. [Pewnie Państwo zrozumieli, ale na wszelki wypadek przetłumaczę: - Ona ma w głowie tylko dwa neurony].

Komisarz Kroes szybko dowiedziała się o miłych słowach Sarkozy'ego. I nie kazała długo czekać na ripostę, przekazaną- a jakże - za pośrednictwem dziennika Handelsblatt. - Comme cela j'en ai au moins 100% de plus que lui. [- W taim razie mam neuronów co najmniej o 100 proc. więcej niż on].

Kroes nie poprzestała jednak na odszczeknięciu się francuskiemu elegantowi. Przypomniała, że zmuszanie Renault do produkcji we Francji (co oznacza wyższe koszty działania) tylko może w przyszłości francuskiemu przemysłowi zaszkodzić. Tym bardziej, że w mało którym sektorze konkurencja i bitwa na koszty jest tak zażarta jak właśnie w motoryzacji. - On se demande si le président français veut bloquer sa propre industrie - stwierdziła. [-Można sobie zadać pytanie, czy francuski prezydent nie chce zablokować własnego przemysłu].

BlogUE nie ma wątpliwości, kto w tym sporze ma rację. Pytanie tylko, jakiego szaleju najadł się Sarkozy, któremu jeszcze parę lat temu zdarzało się zgłaszać sensowne pomysły gospodarcze.

piątek, 05 lutego 2010

To jedna z niewielu rzeczy w stosunkach UE - USA, na której Stanom Zjednoczonym naprawdę zależy. Tak bardzo, że sekretarz stanu Hillary Clinton aż pofatygowała się zadzwonić do Jerzego Buzka, szefa Europarlamentu. (Widać jak im zależy, to wiedzą, do kogo w Europie zadzwonić... co za ciołki...). Przekonywała go, by PE nie robił głupiego kawału i nie odrzucał tymczasowego porozumienia UE - USA w sprawie systemu SWIFT.
Oh, quel dommage... Désolé, nos chers amis americains ale wszystko wskazuje na to, że Europarlament - do imentu poirytowany amerykańską arogancją - jednak porozumienie SWIFT odrzuci. I tym samym Europa przestanie zezwalać amerykańskim służbom tajnym, jawnym i dwupłciowym* na nieograniczone zaglądanie do bankowych transakcji Europejczyków.
Skoro nas Stany Zjednoczone tak olewają to czas pokazać, że my też potrafimy.

SWIFT (skrót od słów Society for Worldwide Interbank Financial Telecommunications) to nazwa międzynarodowego systemu komunikacyjnego, który łączy banki na całym świecie. Praktycznie cała informacja międzynabankowa jest przekazywana poprzez SWIFT.
Centrala SWIFT znajduje się w Stanach Zjednoczonych. Po 11 września 2001 r. amerykański rząd, na mocy ustawy Terrorist Finance Tracking Program, zdobył wgląd do SWIFT-a. Oficjalny wytłumaczenie było takie, że służby amerykańskie miały w ten sposób śledzić pieniądze terrorystów (bo jak wiadomo, Obama bin Laden et consortes są takimi debilami, że swoich zamachowców finansują via przelewy Citibanku, na których wypisuja ”I transza zapłaty za wysadzenie Busza w powietrze”).
Ponieważ przez amerykańską centralę SWIFT-a przepływały także informacje wymieniane przez banki europejskie (między sobą), Wuj Sam zaczął zaglądać w konta także Europejczykom (w tym Polakom). Nawet jeśli nie mieli nic, absolutnie nic wspólnego z juesej.
Europejczycy nieco się tym wkurzyli i zażądali wycofania ”europejskich” serwerów z amerykańskiej centrali SWIFT’a. Dalsze udostępnianie naszych danych zostało uzależnione od zawarcia formalnego porozumienia UE - USA.
Wynegocjowanie takiego dokumentu trochę trwało. Ale na poziomie rządów udało się - w listopadzie 2009 r. I w tym momencie na scenę wszedł Parlament Europejski.
Zgodnie z traktatami, jego zgoda jest konieczna, by porozumienie UE - USA mogło wejść w życie. A tej zgody chyba nie da, bo sprzeciwia się jej większość eurodeputowanych. ”Za” jest tylko osamotniona Europejska Partia Ludowa (PO do niej należy). - Parliament has been kept in the dark on this matter for too long now. We should say 'no' to the interim agreement and ask the Council to immediately mandate the Commission to begin negotiations on a long term agreement that is based on a solid legal foundation with all relevant data protection safeguards - tłumaczy Jeanine Hennis-Plasschaert (partia VVD, Holandia). - The very basic principles of necessity and proportionality are being violated as well as the lack of reciprocity, all of which add up to making it impossible to give our assent. The targeted exchange and use of specific data for counter terrorism purposes will remain an essential plank in the fight against terrorism but this does not need to involve the endless erosion of civil liberties for whole swathes of innocent civilians - dodaje. Jankesi mają jeszcze kilka dni, żeby spróbować przekonać Europejczyków (telefon od Clinton świadczy, że są w jakiej sraczce-desperacji). Może im się uda. Ale tak czy siak, mesydż został wysłany czytelny: chers amis d’outre-mer, grajcie na naszych zasadach, albo pocałujta wujta w d. 

* cytat za najmądrzejszym z naszych wieszczów

20:31, konrad.niklewicz , Polityka
Link Komentarze (8) »

Długo zastanawiałem się nad publikacją tej blognotki. Opisywana w niej historia jest tak straszna, że niemal odbiera mowę.
Ostatecznie jednak uznałem, że nie mogę tej sprawy przemilczeć. Z dwóch powodów. Pierwszy jest taki, że od dawna toczymy na blogUE dyskusje na temat miejsca Islamu (różnych jego odłamów) w Europie, jego przystawalności do zasad, które niektórzy Europejczycy uważają za fundamentalne (zwłaszcza tych, które dotyczą pozycji kobiety w społeczeństwie).
Drugi powód jest taki, że dyskutujemy także o wejściu Turcji do Unii Europejskiej.
BlogUE od dawna ma z tym tematem problem, bo z jednej strony widzi olbrzymie (i obustronne) korzyści z wejścia tego państwa do wspólnoty, ale z drugiej strony - niekiedy niedopasowanie Turcji do ”europejskich” standardów aż razi w oczy.
I żeby była jasność: blogUE nie potrafi odpowiedzieć na pytania z tytułu blognotki. Wolałbym, żeby sprawę skomentowali - jeśli oczywiście zechcą - czytelnicy.  
Tyle wstępu. Teraz oddaję głos dziennikarzom AFP, których depeszę blogUE przedrukowuje w całości, bez dodania choćby przecinka.

    A 16-year-old girl was buried alive by relatives in southeast Turkey in a gruesome honour killing just because she reportedly befriended boys, the Anatolia news agency reported Thursday.
    Acting on a tip-off, police discovered Medine Memi's body in a sitting position with her hands tied, in a two-metre-deep hole in a chicken pen outside her house in Kahta town, Adiyaman province, 40 days after she went missing, the agency said.
    A subsequent post mortem revealed that she had a significant amount of soil in her lungs and stomach, meaning that she was buried alive, foresic experts told the agency.
    "The autopsy result is blood-curdling. According to our findings, the girl -- who had no bruises on her body and no sign of narcotics or poison in her blood -- was alive and fully conscious when she was buried," one anonymous expert said.
    Medine's father and grandfather have been formally arrested and jailed pending trial over her killing, the agency said.
    The father is reported to have said in his testimony that the family was unhappy she had male friends.
    In honour killings, most prevalent in Turkey's mainly Kurdish southeast, a so-called family council names a member to murder a female relative considered to have sullied the family honour, usually by engaging in an extra-marital affair.
    But the practice has gone so far as to kill rape victims or women who simply talked to strange men.

Tagi: Unia
09:41, konrad.niklewicz , Społeczeństwo
Link Komentarze (10) »
czwartek, 04 lutego 2010

W środę Komisja Europejska jednocześnie oceniła gospodarcze (powinienem powiedzieć: budżetowo-fiskalne) plany Grecji i Polski.

Polski, czyli państwa będącego w Unii od zaledwie pięciu z okładem lat. Grecji, czyli członka strefy euro, państwa obecnego w Unii od trzech dekad.

Gdy o powyższym będziemy pamiętać, satysfakcja gwarantowana. Tak lubimy sami na siebie, my Polacy, narzekać, tymczasem w oczach Brukseli - wyrastamy na dobrego (choć może jeszcze nie wzorowego) ucznia. O lata świetlne odróżniamy się od starego, doświadczonego państwa członkowskiego, które właśnie zostało złapane na gorącym uczynku oszustwa i przewlekłego życia ponad stan (12,7 proc. deficytu w 2009 r.!). I które musi pokornie przedkładać w Brukseli plan drakońskiej terapii budżetowej.

Gorzkie, oj gorzkie słowa miała Komisja Europejska dla Grecji. De facto unijni urzędnicy biorą Grecję i na smycz i będą teraz kontrolowali każde jej posunięcie.  - We are endorsing the Greek programme, we are giving confidence and supporting the Greek authorities – mówił w środę odchodzący komisarz ds. Monetarnych (I przyszły komisarz ds. Konkurencji) Joaquin Almunia. - But at the same time we need to strengthen instruments to monitor how the programme is implemented so as to avoid slippages, to avoid that the objectives are not reached.

Już 16 marca Komisja przeprowadzi pierwszą kontrolę greckich finansów, by sprawdzić, czy terapia jest wdrażana. Potem – 16 maja. I potem znów, w trzymiesięcznych interwałach, aż do momentu, gdy grecki deficyt faktycznie spadnie poniżej 3 proc. PKB. - This is a very tough system of monitoring but the confidence about the success of the programme – mówił Almunia. Dodatkowo, wobec Grecji została wszczęta formalna procedura prawna – kara za przedstawianie fałszywych statystyk.

A teraz porównajmy to z tym, co Komisja napisała o Polsce, w swojej ocenie rządowego planu obniżenia deficytu. Żeby nie przedłużać, cytuję z oryginalnego dokumentu:

„Poland is the only EU country to have recorded positive economic growth in 2009. Real GDP is estimated to have increased by 1.7%, while in spring 2009 the Commission services projected a decline by 1.4%.

Regarding fiscal policy, the authorities allowed a full operation of automatic stabilizers, and rapidly designed an investment-focused recovery plan. The size of the overall fiscal stimulus in 2009 – measured as the change in the structural balance – is estimated at about 2 percent of GDP. At the same time, the authorities took measures to contain the increase in the government deficit.

In parallel, the authorities took important actions in 2009 to strengthen the fiscal framework. They made the existing debt rule more restrictive, by introducing additional specific provisions on the type of measures to be implemented once public debt exceeds 55% of GDP.

The budget for 2010 /…/ includes a nominal freeze in public wages – total compensation of employees in the general government sector would increase by less than 1% in 2010. Importantly, the budget was based on cautious macroeconomic assumptions.

“Finance Minister Rostowski presented a fiscal consolidation plan for 2010-2012. The main measures announced included a gradual increase and equalisation of the retirement age for men and women at 67 years, the inclusion of uniformed services personnel in the general security system, and a broadening of the tax base (some specific professions will have to use fiscal cash registers) and additionally, an acceleration of privatisations starting from 2010.

“On current information it appears that Poland has taken action towards the correction of the excessive deficit within the time limits set by the Council. In view of the above assessment, the Commission considers that no further steps in the excessive deficit procedure of Poland are needed at present.

Kto nie wierzy na słowo, że KE nam taką laurkę wystawia, niech przeczyta całość oficjalnego dokumentu Komisji tutaj.

 

środa, 03 lutego 2010

MarianneZ kronikarskiego obowiązku, BlogUE odnotowuje kolejne wydarzenie na froncie republikańskiej walki z burką (czytaj: radykalnym odłamem islamu). Premier Francji Francois Fillon potwierdził w środę, że odmówi nadania francuskiego obywatelstwa mężczyźnie, który swojej żonie – Francuzce – kazał chodzić w tym średniowiecznym stroju. I w tym celu podpisze specjalny dekret. - C'est la loi française. Depuis tres longtemps le code civil prévoit qu'on peut refuser la naturalisation a quelqu'un qui ne respecte pas les valeurs de la République – powiedział szef francuskiego rządu. [- Takie jest francuskie prawo. Od dawna kodeks cywilny pozwala odmówić naturalizacji komuś, kto nie przestrzega wartości Republiki].

Ale Fillon poszedł jeszcze dalej: - Il s'agit en l'occurrence d'un religieux radical, il impose la burqa, il impose la séparation des hommes et des femmes dans son propre foyer et il refuse de serrer la main des femmes. Si ce Monsieur ne veut pas changer son attitude, il n'a pas sa place dans notre pays, en tous cas il ne mérite pas la nationalité française.

Ostre! [ - W tym konkretnym przypadku chodzi o radykała religijnego. On narzuca burkę, narzuca separację mężczyzn i kobiet w swoim własnym domu i odmawia podawania ręki kobietom. Jeśli ten Pan nie zmieni swojego nastawienia, nie ma miejsca w naszym kraju, a w każdym razie nie zasługuje na narodowość francuską].

Rząd francuski (o czym już nie raz blogUE pisał) powoli przymierza się do wprowadzenia zakazu noszenia strojów całkowicie zasłaniających ciało i twarz w tzw. przestrzeni publicznej (urzędach,  szpitalach, transporcie publicznym itp.). Według sondażu cytowanego przez agencję AFP, większość Francuzów (choć nie przytłaczająca - 57 proc.) popiera ten rządowy pomysł.

Tagi: Francja
21:15, konrad.niklewicz , Społeczeństwo
Link Komentarze (2) »

Wielka Brytania, borykająca się z coraz większymi trudnościami w finansowaniu własnych sił zbrojnych, chce bliższej współpracy wojskowej z Francją – doniósł w środę dziennik „Financial Times”, (www.ft.com) powołujący się na poufny dokument rządowy. - The return of France to NATO's integrated military structures offers an opportunity for even greater co-operation with a key partner across a range of defence activity – pisze w tym dokumencie brytyjski minister obrony Bob Ainsworth. - The UK will greatly improve its influence if we and our European partners speak and act in concert.

Cieszy blogUE takie podejście Brytyjczyków, nawet jeśli to dopiero początek współpracy (przywracania Entente Cordiale?). Pierwszy praktyczny test brytyjsko-francuskiej obronności już wkrótce. To właśnie od Wielkiej Brytanii może zależeć los europejskiego samolotu transportowego dla wojska, Airbusa A400M. UK jest jednym z sześciu krajów europejskich, które zamówiły w sumie 180 samolotów. Projekt przedłużył się, koszty wzrosły (o 5 mld euro), i teraz rządy muszą zdecydować, czy kontynuować budowę. Francja bardzo namawia pozostałych by dopłacić - i nie wyrzucać już wydanych pieniędzy w błoto. Tym bardziej, że wszystkie europejskie armie pilnie potrzebują nowoczesnego transportowca, jakim A400M bez wątpienia jest.

Biały Dom C Konrad Niklewicz…w głębokim poważaniu. W poniedziałek ogłosił za pośrednictwem swoich dworzan, że nie przyjedzie do Madrytu na zaplanowany na maj szczyt Unia Europejska – USA. Bo, jak tłumaczył prezydencki sekretarz ds. europejskich Philip Gordon – „taki wyjazd nie mieści się w planach podróży prezydenta na 2010 r.”.

Wobec braku głównego gościa, już we wtorek Hiszpanie (sprawujący prezydencję w Unii) szczyt UE – USA po cichu odwołali. I od razu odezwali się dyplomaci, alarmujący przed początkiem marginalizacji Europy w administracji USA. - We wszystkich stolicach odnotowaliśmy, ile razy słowo „Europa” pojawiło się w niedawnym przemówieniu Obamy o Stanie Unii – komentował Pierre Lellouche, francuski minister ds. europejskich, goszcząc w Warszawie. (Wedle informacji blogUE, pojawiło się zero razy).

Ale bądźmy szczerzy, sami ze sobą i z naszymi amerykańskimi przyjaciółmi. Po co Obama miałby przyjeżdżać wiosną do Europy, skoro ona nie jest mu do niczego potrzebna? Po co ma męczyć się siedem – osiem godzin w samolocie, by prosić o kolejne tysiące żołnierzy do Afganistanu? Zabiegać o wsparcie w trudnych negocjacjach z Iranem i z Chinami? Po co ma przyjeżdżać do Francji albo Hiszpanii, by tam na własne oczy zobaczyć, jak sensownie rozwiązuje się problemy służby zdrowia? Po co ma się denerwować, że on sam, na własnym podwórku, podobnych rozwiązań wprowadzić nie zdoła, bo już nawet skrajnie liberalni mieszkańcy Massachusetts mają dość jego nieudacznych pomysłów?

Nie, zdecydowanie, Europa do niczego prezydentowi Obamie nie jest potrzebna.

I chyba nadszedł czas, żeby Europa w podobny sposób zaczęła myśleć o Stanach Zjednoczonych. Przynajmniej na chwilę, tak, żeby administracja amerykańska miała czas pójść po rozum do głowy i zastanowić się, kto tak naprawdę, w tym okrutnym świecie, jest jedynym prawdziwym przyjacielem Stanów.

07:21, konrad.niklewicz , Polityka
Link Komentarze (8) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 47
wyborcza.pl
Konrad Niklewicz

Konrad Niklewicz, od ponad 10 lat dziennikarz i redaktor „Gazety Wyborczej”. Od ośmiu lat w dziale gospodarczym, w latach 2005 - 2007 był korespondentem „Gazety” w Brukseli.
dowiedz się więcej »

top | © Agora SA | design by kate_mac