Co się dzieje w Unii Europejskiej? Autorski przegląd najważniejszych spraw i wydarzeń z życia wspólnoty.
sobota, 12 marca 2011

Finis blogUE
Przez ponad dwa lata blogUE miał przyjemność informować i komentować wydarzenia w Unii Europejskiej. A więc i w Polsce – znaczącym kraju wspólnoty.
Jak twierdzi bloxowy licznik, od 26 listopada 2008 roku (gdy ukazała się pierwsza notka) do wczoraj blogUE circa about 500 tysięcy ”kliknięć”. Nie wiem, czy to dużo, czy mało - ale też blogUE nigdy nie startował w konkursie na najbardziej poczytny dziennik internetowy.
Raz, że z kominkiem albo kilkoma redakcyjnymi kolegami (choćby Maćkiem Samcikiem i Wojciechem Orlińskim - pozdrawiam!) nie miałbym żadnych szans. Dwa, że unijna tematyka jakoś specjalnie ”seksi” nie jest. I trzeba naprawdę ją lubić, żeby chcieć o niej czytać w wolnym od pracy czasie. Przyjmuję więc, że kilkaset tysięcy przypadków takiego zainteresowania to i tak dużo.
To powiedziawszy, cieszę się szczególnie z tego, że blogUE zgromadził grupę stałych czytelników. Wszystkim dziękuję za uwagę, za komentarze. Nie zawsze zgadzaliśmy się, czasami wymiana opinii była dość gorąca - ale mam nadzieję, że nikt z polemistów nie czuje się urażony. Na pewno nie czuje się tak Wasz autor (choć przecież nie raz różne zgniłe pomidory leciały), bo lepsza jest ostra debata, niż pełne lekceważenia milczenie.
Mam nadzieję, że czytelnicy docenili fakt, że blogUE był sferą bez komercji – nawet na sekundę nie pojawiła się na nim choćby jedna reklama.
I już nie pojawi. Czytacie właśnie ostatnią notkę, jaka się tu pojawiła. BlogUE nie znika, ale przenosi się do „read only” archiwum, do otchłani Bloxa. Nie będzie już nowych wpisów, zostaną tylko wspomnienia.
Dlaczego? Bo jego autor zmienił miejsce pracy. Jak już publicznie wiadomo, teraz pracuję dla rządu premiera Donalda Tuska – jako rzecznik Prezydencji włączę się w organizację i późniejsze realizowanie polskiego przewodnictwa Polski w Unii. To wyjątkowe wyzwanie, wielka odpowiedzialność – ale też i zaszczyt. Cieszę się, że będę mógł wnieść swój (skromny) wkład w wyjątkowe przedsięwzięcie publiczne.
Ale to dopiero przyszłość. Pozwólcie, że jedno podkreślę: tego bloga do końca pisałem jako dziennikarz „Gazety Wyborczej”. Tylko i aż dziennikarz, do końca identyfikujący się z linią „Gazety” i przez redaktorów „Gazety” oceniany i sprawdzany.
Ta notka, którą Państwo teraz czytacie, jest jedyną (pierwszą i ostatnią) notką jaką napisałem już w charakterze rzecznika Prezydencji. Celowo właśnie tak: blogUE od samego początku był „gazetowy” – i tak pozostanie.
Bo „Gazeta” - czytelnicy wybaczą mi ten osobisty wtręt - to fantastyczny zespół ludzi, najlepsza jaką znam redakcja w kraju. A pewnie i w całym regionie Europy.
Nie żałuję ani jednego dnia z ponad 13 lat, które spędziłem w „Gazecie”. Wszystkim koleżankom i kolegom z redakcji, portalu, radia Tok FM, wydawnictwa i administracji - serdecznie dziękuję!
Praca z Wami była wielką przyjemnością.
Tak samo jak pisanie notek na BlogUE. I na tym chyba poprzestanę, bo jeszcze za bardzo się wzruszę.

Przez ponad dwa lata blogUE miał przyjemność informować i komentować wydarzenia w Unii Europejskiej. A więc i w Polsce – znaczącym kraju wspólnoty. Jak twierdzi bloxowy licznik, od 26 listopada 2008 roku (gdy ukazała się pierwsza notka) do wczoraj blogUE circa about 500 tysięcy ”kliknięć”. Nie wiem, czy to dużo, czy mało - ale też blogUE nigdy nie startował w konkursie na najbardziej poczytny dziennik internetowy. Raz, że z kominkiem albo kilkoma redakcyjnymi kolegami (choćby Maćkiem Samcikiem i Wojciechem Orlińskim - pozdrawiam!) nie miałbym żadnych szans. Dwa, że unijna tematyka jakoś specjalnie ”seksi” nie jest. I trzeba naprawdę ją lubić, żeby chcieć o niej czytać w wolnym od pracy czasie. Przyjmuję więc, że kilkaset tysięcy przypadków takiego zainteresowania to i tak dużo.

To powiedziawszy, cieszę się szczególnie z tego, że blogUE zgromadził grupę stałych czytelników. Wszystkim dziękuję za uwagę, za komentarze. Nie zawsze zgadzaliśmy się, czasami wymiana opinii była dość gorąca - ale mam nadzieję, że nikt z polemistów nie czuje się urażony. Na pewno nie czuje się tak Wasz autor (choć przecież nie raz różne zgniłe pomidory leciały), bo lepsza jest ostra debata, niż pełne lekceważenia milczenie.

Mam nadzieję, że czytelnicy docenili fakt, że blogUE był sferą bez komercji – nawet na sekundę nie pojawiła się na nim choćby jedna reklama. I już nie pojawi. Czytacie właśnie ostatnią notkę, jaka się tu pojawiła. BlogUE nie znika, ale za chwilę przenosi się do „read only” archiwum, do otchłani Bloxa. Nie będzie już nowych wpisów, zostaną tylko wspomnienia.

Dlaczego? Bo jego autor zmienił miejsce pracy. Jak już publicznie wiadomo, teraz pracuję dla rządu premiera Donalda Tuska – jako rzecznik Prezydencji włączę się w organizację i późniejsze realizowanie polskiego przewodnictwa Polski w Unii. To wyjątkowe wyzwanie, wielka odpowiedzialność – ale też i zaszczyt. Cieszę się, że będę mógł wnieść swój (skromny) wkład w wyjątkowe przedsięwzięcie publiczne.

Pozwólcie, że jedno podkreślę: tego bloga do końca pisałem jako dziennikarz „Gazety Wyborczej”. Tylko i aż dziennikarz, do końca identyfikujący się z linią „Gazety” i przez redaktorów „Gazety” oceniany i sprawdzany. Ta notka, którą Państwo teraz czytacie, jest jedyną (pierwszą i ostatnią) notką jaką napisałem już w charakterze rzecznika Prezydencji. Celowo właśnie tak: blogUE od samego początku był „gazetowy” – i tak pozostanie. Nie chcę, żeby ktokowliek myślał, że ten blog miał jakikolwiek związek z polityką informacyjną rządu. Nie miał!

„Gazeta” - czytelnicy wybaczą mi ten osobisty wtręt - to fantastyczny zespół ludzi, najlepsza jaką znam redakcja w kraju. A pewnie i w całym regionie Europy. Nie żałuję ani jednego dnia z ponad 13 lat, które spędziłem w „Gazecie”. Wszystkim koleżankom i kolegom z redakcji, portalu, radia Tok FM, wydawnictwa i administracji - serdecznie dziękuję! Praca z Wami była wielką przyjemnością. Tak samo jak pisanie notek na BlogUE.

I na tym chyba poprzestanę, bo jeszcze za bardzo się wzruszę.

Do zobaczenia i usłyszenia w innych okolicznościach.

15:32, konrad.niklewicz , Polityka
Link Komentarze (12) »
środa, 23 lutego 2011

Konrad Niklewicz - w latach 1998 - 2011 dziennikarz i redaktor „Gazety Wyborczej”. Przez osiem lat w dziale gospodarczym, w latach 2005 - 2007 był korespondentem „Gazety” w Brukseli, zaś w latach 2000-2001 - korespondent w Paryżu. Niemal od samego początku pracy w „Gazecie” pisał o sprawach związanych z Unią Europejską. Ale nie tylko: zajmował się także ochroną środowiska, spółkami Skarbu Państwa, polityką konkurencji itp.

Wielokrotnie wyróżniany nagrodami, w tym nagrodą im. Władysława Grabskiego – najbardziej prestiżową nagrodą w polskim dziennikarstwie gospodarczym oraz „Europejskim Piórem Roku 2004”.

Absolwent katedry stosunków międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego (Wydział Dziennikarstwa i Nauk Politycznych), ukończył roczne szkolenie w paryskiej fundacji „Journalistes en Europe” oraz „Writing International News” fundacji Reutera w Londynie.

14:35, konrad.niklewicz
Link Komentarze (10) »
piątek, 11 lutego 2011

Atakowanie rządu Platformy Obywatelskiej stało się nowym, modnym trendem. Zgodnie ze starą zasadą „wszyscy razem na lidera” i zgodnie z jakże polską tradycją wywracania wszystkiego do góry nogami po każdych wyborach, nie ma dnia, by ktoś „znany” nie wyraził swojego niezadowolenia z działań (bądź ich braku) ekipy PO-PSL. Ostatnio w trend wpisał się np. erudyta i znawca kobiet (wszak szefowanie „Plejbojowi” do czegoś zobowiązuje) Marcin Meller. W pełnym pasji liście oznajmił swój rozwód z PO - i cały polski fejsbuk ponoć zatrząsł się od tej deklaracji, a „Drugie śniadanie mistrzów” z dnia na dzień stało się ukochanym programem telewizyjnym prawych i sprawiedliwych. Żałować pozostaje, że Marcin Meller nie poinformował, kto może być jego nową szczęśliwą wybranką polityczną (ktora zrobi mu wszystkie oczekiwane reformy w dwa tygodnie, za zero złotych - zupełnie jak w Erze). Nic to, zapewne były-wyboraca-Platformy wyjaśni nam to z czasem, w innym wpisie na fejsbuka.

BlogUE nigdy nie był modny. Nie używał ajfona, nie ma konta na fejsbuku z tysiącem znajomych. Ale to, co stanie się teraz, to będzie już zupełne stocznie się, zjazd na sam dno niemodności i obciachowości. W oczach redaktora Mellera stane się pewnie nowym uosobieniem żenua. Zamierzam bowiem bronić dorobku rządu Platformy – PSL. Bo moim zdaniem rząd, który ponoć „nic nie robi” - w rzeczywistości dokonał więcej zmian niż kilka poprzednich ekip razem wziętych.
Przez ostatnie trzy lata Platforma (przy współpracy z PSL):
1) ponownie uruchomiła prywatyzację - i po sprzedaży Enei oraz chemii chyba przebije prywtyzacyjne osiągnięcia AWS-UW (stan od października 2007 r. – 31 mld zł). Dodatkowy bonus: Platforma ogromnie wzmocniła rolę warszawskiej giełdy papierów wartościowych (poprzez prywatyzacje w drodze debiutu), a po drugie – Platforma zakończyła trwający od dekady koszmarny i głupi spór z Eureko ws. PZU;
2) oddzieliła prokuraturę od rządu (jak dla mnie - przełomowa reforma);
3) dokonała zasadniczych zmian w prawie ochrony środowiska:
a) doprowadziła do pełnego uzgodnienia ustaw środowiskowych z prawem unijnym (odblokowało to miliardy unijny euro - szkoda, że poprzednicy nie potrafili tego zrobić)
b) przeprowadziłą przez parlament mało znaną, choć bardzo ważna ustawa o przeniesieniu własności śmieci na gminy, dzięki czemu raz na zawsze skończy się wyrzucanie odpadów na łąki i pola (bo nikomu to już się nie będzie opłacało);
4) uzawodowiła armię ;
5) stworzyła znakomity system wykorzystania unijnych funduszy strukturalnych i spójnościowych (Polska bezapelacyjnie na pierwszym miejscu w UE pod względem szybkości);
6) PO okazała się pierwszą partią od dziesięcioleci, która ograniczyła przywileje emerytalne - mowa oczywiście o pomostówkach (mundurówki będą kolejne – spodziewam się, że do kwietnia/maja będzie ustawa);
7) przeforsowała ustawy "społeczne": przedszkola, żłobki (przyjęte parę dni temu), parytety, ustawa o ochronie przed przemocą w rodzinie;
8) przeprowadziła reformę szkolnictwa wyższego - więcej wolnorynkowych zasad i autonomii dla uczelni wyższych + wprowadzenie ocen wykładowców;
9) przygotowała ustawy deregulacyjne (np. powszechna zamiana zaświadczeń na oświadczenia - wbrew pozorom to jest watershed dla polskiego życia publicznego) – wkrótce Sejm zakończy nad nimi prace;
10) zaczeła porządkować w finansów publicznych: włączenie budżetów różnego rodzaju agencji itp. do budżetu oraz "reguła wydatkowa". Znów, PO-PSL byl pierwszym rządem który się na tak ważne zmiany zdecydował.
11)"drobiazg" - PO-PSL wyprowadziła polskie wojska z Iraku
12) Zaczęła budować drogi. 1400 km jest w trakcie realizacji - rekord 20-lecia IIIRP. Dokończenie A2 w ciągu kilkunastu miesięcy (co nie znaczy, że nie było fakapów – Ala jaka jest wina rządu w tym, że wykonawca inwestycji skrewił i zerwał umowę?)
13) nie zapominajmy o rekordowych inwestycjach w modernizację dróg lokalnych - tzw. schetynówki (ponad miliard złotych). BlogUE ma przyjemność jeździć po kilku takich drogach. 
14) obcięcie SB-ekom emerytur. (Akurat oni to zrobili, nie PiS!);
15) podwyższenie pensji nauczycielom (należało się);
16) wprowadzenie tzw. funduszu sołeckiego (ponoć ważna reforma dla wsi).

17) DODANO 14.14 Orliki (dziękuję za przypomnienie, choć pewnie zaraz się zacznie gadanie, że sztuczna trawa jest skorumpowana, a bramki, do których dzieciaki tysiącami strzelają gałę - nie podobają się NIK-owi.)

Do listy nie wpisałem rzeczy, które trudno obiektywnie ocenić/opisać, jak np. o zmianie w polityce zagranicznej - bo tu poruszamy się głównie w sferze ocen, a nie twardych faktów. Bo jak faktami zmierzyć polepszenie relacji z Rosją? Można próbować: nadchodząca rehabilitacja ofiar zbrodni katyńskiej, szybkie i polubowne rozwiązanie sporu o pozwolenia przejazdowe dla transportowców, szybkie rozwiązanie sporu o mięso (pewnie już nie pamiętacie, że to Platforma ten konflikt handlowy rozwiązała).
Nie będę też pisał o takiej "oczywistej oczywistości" jak fakt, że trzy kolejne lata z rzędu - gdy świat i Europa pogrążały się w kryzysie - Polska pozostała ponad wodą. Bo trudno ocenić, na ile jest to zasługa Platformy-PSL. Ja uważam, że jest (jak choćby na tym polegająca, że PO-PSL nie dały się w 2009 i 2008 r. namówić opozycji na popełnienie samobójstwa – walkę z kryzysem za pożyczone pieniądze). Ale pewnie wielu uważa, że PO – PSL nie ma żadnej zasługi. To pewnie te same osoby, które uważają, że doskonała koniunktura gospodarcza w latach 2005 – 2007 to zasługa rządów prawych i sprawiedliwych. 
- A OFE? Co z OFE?! – zapytacie. Otóż w sprawie OFE pozostaje mi tylko zacytować internautę czosnka i jego znakomity wpis z blogu Daniela Passenta.:
To, co zrobiła PO, to w takiej a nie innej sytuacji budżetowej jest jedynym rozwiązaniem pozwalającym w miarę stabilnie patrzeć na finanse państwa w perspektywie kilku lat. Pozostaje jedynie pytanie, co PO zrobiła aby nie musieć ograniczać transferów do OFE. Czy zrobiła mało? Tak, bo mogła przez ostatnie 3 lata zrobić więcej. Czy zrobiła dużo? Też tak, bo w porównaniu z poprzednikami, oni są jedynymi, którzy zaczęli zabierać przywileje, zamiast rozdawać je bezmyślnie na lewo i prawo. Zrobili dużo, bo jeżeli mówimy “dużo”, to musimy mieć skalę odniesienia. A w tym wypadku punktem odniesienia są osiągnięcia poprzednich rządów w tym temacie.
Oskarżanie PO za obecną sytuację z pominięciem tego, co działo się przez ostatnie 12 lat od wprowadzenia reform emerytalnych to bezczelna demagogia. Oczywiście można oskarżać PO o grzechy zaniechania. Ale ten kto oczekuje, że w 2 lata rządów zbudujemy wszystkie autostrady, pozbędziemy się deficytu, usprawnimy całkowicie kolej, do tego uzdrowimy służbę zdrowia i całe finanse publiczne jest po prostu idiotą. Biorąc pod uwagę to, co Tusk do tej pory zrobił i co robi (mundurówki, wcześniejsze emerytury dla rolników, emerytury pomostowe) i to co zrobił SLD (strach przed górnikami i ustawa emerytalna dla górnictwa) oraz PiS (przedłużenie o rok funkcjonowania wcześniejszych emerytur, obniżenie składki rentowej przy zwiększeniu wydatków publicznych) to konkluzja wydaje się jedna.
Rząd PO w obliczu kryzysu finansowego dostał w spadku skrajnie niewydolny system finansowania kraju. Wśród oceanu nagłych potrzeb i problemów, próbuje się ratować częściowym demontażem reformy emerytalnej, który spowodowany jest przede wszystkim błędami i zaniechaniami rządów Millera, Belki i Kaczyńskiego. Więc jeżeli to co robi Tusk nazywamy “nicnierobieniem”, to jak nazywać dokonania poprzedników? Dzisiejsza sytuacja byłaby do uniknięcia, gdyby KRUS, mundurówki, emerytury górnicze, pomostówki były zlikwidowane już w pierwszym roku urzędowania Tuska. Ale sorry… to marzenia ściętej głowy. Bądźmy realistami. Wyobrażacie sobie L. Kaczyńskiego podpisującego takie ustawy? Teraz już za późno.”
– stwierdził czosnek. Jak dla mnie – nic dodać, nic ująć.

I to by było na tyle. Czytelników zachęcam do dyskusji (może powinienem raczej powiedzieć: nawalanki). Lista osiągnięć PO-PSL jest otwarta – jeśli coś pominąłem, to chętnie dopiszę. Bo zakładam, że wśród czytelników znajdą się także tacy, którzy mój punkt widzenia przynajmniej częściowo podzielają i mają dobrą pamięć.

PS. Jedna prośba: cytatów profesora Rybińskiego, zwłaszcza z jego słynnym pawiem "Tusk zadłużył Polskę na dwa Gierki" bardzo proszę mi tu nie wklejać.

PS2. Prośba druga: nie róbcie poniżej - tak jak swinton - kontr-list prawdziwych i urojonych winy Platformy, nie wyliczajcie rzeczy, które się Waszym zdaniem nie udały. To nie o tym notka! Jeśli chcecie natomiast podważyć w/w punkty - to proszę bardzo.

Tagi: Polska rząd
12:57, konrad.niklewicz , Polityka
Link Komentarze (71) »
środa, 05 stycznia 2011

Szanowni, przed świętami zapowiadałem, że szykują się duże zmiany. Oj, szykują się – i to takie, że blogUE musi (chce) czasowo zamilknąć.
Nie jestem zwolennikiem epatowania czytelników prywatnymi sprawami, ale o tej jednej chcę i chyba mogę* napisać, bo wiele wyjaśnia: wasz autor zagryza paznokcie, wstrzymuje oddech i czeka, aż na świecie pojawi się (w najbliższym czasie!) ta Druga, Najważniejsza Osoba na świecie.
Jak sami rozumiecie, są rzeczy ważne i ważniejsze. Ta sprawa jest tak ważna, że blogUE idzie na dłuuugi urlop. I prosi o wyrozumiałość, bo nowych notek nie będzie. Na razie.

 

*a kto uważa, że za dużo tych wynurzeń, to proszę o wybaczenie

 

20:37, konrad.niklewicz , O autorze
Link Komentarze (12) »
poniedziałek, 03 stycznia 2011

Silna opozycja to silne państwo, silny system polityczny. Polska - jak każda demokracja - jak kania dżdżu potrzebuje silnej opozycji.
Ale co to znaczy silna opozycja? Zdaniem blogUE - taka, która potrafi merytorycznie (a jak trzeba, także kpiąco i ośmieszająco) wypunktować błędne decyzje rządu. Bo wówczas rząd bierze się do naprawy tego, co sam spieprzył. Jeśli spieprzył.
Szkoda, że my w Bolandzie takiej opozycji chyba nie mamy. Nie po prawej stronie.
Przed kilkoma godzinami obejrzałem pierwszą w tym roku konferencję prasową PiS-u. Zaatakowali rząd oskarżeniem, że źle przygotowuje prezydencję. Ręce mi opadły, gdy usłyszałem ich pożal-się-Boże argumenty. Przyznajmniej cztery tezy PiS-u sa oparte na zwyczajnej nieprawdzie (nieporozumieniu?), którą każdy, kto ma dostęp do interentu, może łatwo i własnoręcznie zweryfikować. Nie będę się nad tymi tezami znęcał tutaj - zrobiłem to już na łamach wyborcza.pl
BlogUE nie rozumie, dlaczego oni to robią. Ja, gdybym występował na konferencji prasowej, na której chciałbym skrytykować rząd, przynajmniej przeczytałbym starannie oficjalny program prezydencji. Sprawdziłbym liczby i fakty, żeby nie dać się złapać na głupocie typu „Kulczyk Tradex partnerem prezydencji" (nie jest i nie będzie partnerem, kontrakt wygrała inna firma).
Jakie są sympatie blogUE każdy czytelnik wie. Nie moją rolą (ani zamiarem) jest więc podpowiadać opozycji, za co i jak powinien krytykować rząd. Ponieważ błędów nie popełnia tylko ten, kto nic nie robi - pewnie by się znalazło parę punktów, za które ekipę premiera Donalda Tuska można by merytorycznie obśmiać. Tylko trzeba mieć cierpliwość, żeby je znaleźć.

Przed paroma tygodniami „Polityka” bardzo trafnie opisała mechanizm pozwalający Platformie (premierowi Tuskowi) utrzymywać wysoką popularność. Otóż premier jest popularny także dlatego, że z humorem odpowiada na kolejne zaczepki opozycji. „Wy mnie głupio atakujecie, ja wam będę głupio odpowiadał” - może mówić Tusk.
Dziś ma kolejną okazję.
Jedyne pocieszenie w tym, że SLD nie próbuje iść drogą, wytyczoną przez PiS. O czym świadczy trafione żądenie lewicy, by szybko zorganizować sejmową debatę o reformie OFE.

- The issue was being given the highest attention - tak w Komisji Europejskiej komentuje się skargę, jaką na rząd węgierski złożyły wielkie firmy. Koncerny RWE, E.On, CEZ, OMV, ING, Aegon, AXA i Deutsche Telekom protestują przeciwko nałożonym na nie specjalnym podatkom.
Spec-podatki mają przynieść węgierskiemu budżetowi 100 mln euro tylko w 2011 r.
Kłopot w tym - twierdzą koncerny - że ta wymuszona kontrybucja może się okazać niezgodna z unijnymi przepisami. Bo - jak tłumaczy niemiecki minister gospodarki Rainer Bruederle (cytowany przez dziennik „Sueddeutsche Zeitung”) - „taxes that predominantly affect foreign companies are fundamentally a problem for the internal European market."
Komisja Europejska już zapowiedziała, że jeśli ten zarzut (opodatkowania tylko zagranicznych firm, w niezgodzie z zasadą równego traktowania podmiotów gospodarczych) potwierdzi się, to ona rozpocznie przeciwko Węgrom procedurę naruszenia prawa.
W przypadku kraju sprawującego prezydencję w UE byłoby to dość przykre novum.

08:17, konrad.niklewicz , Gospodarka
Link Komentarze (3) »
sobota, 01 stycznia 2011

Hallelujah, leniuch dotrzymał słowa. Więc i ja równiez dotrzymuję, publikując jego posta w odrębnej notce. Pragnę podkreślić, że nawet tytuł jest autorstwa leniucha.

Niniejszym chciałbym uroczyście przeprosić panów: Premiera RP Donalda Tuska i redaktora Gazety Wyborczej Konrada Niklewicza za myślozbrodnię popełnioną przeze mnie dnia 16 października 2010 roku o godzinie 09:58:03. Pod poczytnym blogiem red. Niklewicza napisałem wówczas, co następuje:

"W tym roku Tusk odda 0 km autostrad. ".

Tymczasem nasza Ojczyzna w 2010 wzbogaciła się o 7,5 km autostrady A1 w okolicach Żor.
Nieżyczliwi - któż ich nie ma? - mogliby się czepiać, że mało i wytykać, iż nawet zaplanowane na ubiegły rok 21 km autostrad było zamierzeniem skromnym...
Nie zgadzam się z takimi opiniami i uważam je za nierealistyczne chciejstwo. Budową tych dróg zajmuje się minister Grabarczyk, zarządzający także koleją. Pamiętając o perypetiach z kolejowym rozkładem jazdy cieszyć się trzeba nie tylko z 750 000 cm [obliczenia red. Niklewicza] autostrady, ale i faktu, że z chirurgiczną precyzją trafiła w tę drogę przed nią i tę za nią.

Ekipie Premiera na Nowy Rok życzę dalszych sukcesów.

Źródło tutaj

 

13:14, konrad.niklewicz , Społeczeństwo
Link Komentarze (36) »
piątek, 31 grudnia 2010

Razem z redakcyjnym kolegą Vadimem Makarenką opisujemy w piątkowej „Gazecie” całkiem sensowny pomysł rządu na ograniczenie kosztów organizacji polskiej prezydencji w UE.
Otóż rząd nakłonił prywatne firmy, by w zamian za prestiż bycia „partnerem prezydencji” (za darmo, całkowite friko !), udostępniły swoje usługi, produkty i sprzęt na potrzeby rządu. I to aż na sześć miesięcy naszego rządzenia w Unii. Jedna rzecz, jaką dostaną w zamian, to prawo posługiwania się znaczkiem "partnera prezydencji" plus informacje o tym fakcie w oficjalnych materiałach rządowych.

Pierwsza (ta najważniejsza i najcenniejsza) umowa jest już podpisana. Firma Peugeot (część koncernu PSA) wypożyczy polskiemu rządowi aż 117 różnych samochodów, w tym najnowsze modele 508 i 5008. To nimi będą przewożeni goście i eksperci prezydencji, one będą podporą logistyki różnych wydarzeń itp. Gdyby rząd chciał te samochody wynająć na zasadach rynkowych, to musiałby zapłacić około 10 mln złotych. Nie w kij dmuchał oszczędność. 
Kolejnych umów można się spodziewać w najbliższych tygodniach, m.in. z Coca-Colą i Microsoftem. Cola dostarczy np. część cateringu (napoje), Microsoft zajmie się IT. A skarb państwa zaoszczędzi kolejne setki tysięcy złotych.  
Więcej szczegółów – w naszym tekście tutaj
Kudos dla odważnych Francuzów, kuros dla autora pomysłów. Choć pewnie zaraz usłyszymy narzekanie, że wszystko jest źle, samochody nie te, Coca-cola niedobra, a Microsoft be, i że wszystko pachnie na kilometr korupcją… Kto chce, niech się bawi w teorie spiskowe. BlogUE podoba się pomysł takich oszczędności.

A tak poza tym, wszystkiego najlepszego w Nowym Roku! Oby 2011 był dla szanownych czytelników udany i ciekawy. BlogUE już dziś wie, że dla niego będzie podwójnie przełomowy. Ale o tym przy innej okazji. Dosiego!

czwartek, 30 grudnia 2010

W sprawach unijnych prawie nic się nie dzieje (no, prawie - jutro coś tam skrobnę) więc znów krajowo.
Na systemach emerytalnych, ubezpieczeniach społecznych itp. - blogUE się NIE zna. Ale ciekaw jestem waszej, szanownych czytelników opinii ws. reformy systemu emerytalnego, właśnie zaproponowanej.

Przedzieram się przez projekt, który ogłosił premier Donald Tusk. Moja liberalna część duszy krzyczy, że nawet nieefektywne OFE (oj, były nieefektywne) lepiej będą zarządzać pieniędzmi niż ZUS. Ale moja druga liberalna część (bo blogUE ma w sobie tylko liberalne poglądy, he, he) mówi, że podstawową wadą obecnego systemu jest koszmarne napędzanie długu publicznego. I że coś z tym trzeba zrobić, tu i teraz, natychmiast. A wiem, że recepty typu ”zlikwidujmy KRUS” i „odbierzmy specjalne emerytury nauczcielom, górnikom i policjantom” to zwykłe bajanie kogoś, kto chyba zapomniał, jaki Sejm został wybrany w wyborach z października 2007 r. I jaki najprawdopodobniej zostanie wybrany w roku przyszłym. 
Garść faktów:
* na początku (od 1 kwietnia 2011 r.) składka emerytalna, która trafia do Otwartych Funduszy Emerytalnych (OFE) zostanie obniżona do 2,3 procent wynagrodzeń z 7,3 procent obecnie;
* 5 procent składki (czyli różnica) pozostanie w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych (ZUS) na indywidualnych kontach. Ale nikt nie ukrywa, że będzie to wydane na bieżące świadczenia emerytalne, więc mówimy raczej o ”memoriałowym” zapisie na kontach.
* z czasem składka trafiająca do OFE będzie rosnąć - do 3,5 procent od 2017 roku.
* żeby zrekompensować ubytek w transferach do OFE, Polacy będą mogli (jeśli zechcą) samodzielnie transferować do OFE część swojej pensji (na początek 2 pkt. proc. pensji) - i te kwoty będą mogli odliczyć od podstawy opodatkowania (wreszcie! chciałoby się blogUE krzyknać). Z czasem kwota, jaką będziemy mogli samodzielnie transferować do OFE wzrośnie do 4 proc.

Mnie na razie wydaje się, że model proponowany zbliża nas do tego, co funkcjonuje w Szwecji.
A, i jeszcze jedno. Jak porównuję to, co proponuje Tusk, żeby ratować finanse publiczne, z tym, co właśnie Grekom ich rząd zafundował (bo musiał) - to chyba jednak wybieram wariant polski.

The floor is yours, mesdames et messieurs*

 


* jak zwykle: udajemy, że trolli nie ma. Ignorujemy, pliz.

18:44, konrad.niklewicz , Gospodarka
Link Komentarze (54) »

Premier i cała Peło mają śnieg na rękach. Na pewno ponoszą pełną odpowiedzialność za to, że pociągi się spóźniają, drogi nie sa idealnie czarne (po 30 centymetrowych opadach śniegu), a sieci energetyczne pękają od lodu*. Jednym, nędznym pocieszeniem jest to, że śnieg na rękach mają również np. północnoirlandzcy pierwsi ministrowie (Heid Männystèr an tha Heid Männystèr depute) Peter Robinson i Martin McGuinness (a pośrednio także premier Wielkiej Brytanii David Cameron), bo: 
Northern Ireland's government will hold an emergency meeting to address the country's mounting water crisis as tens of thousands of people remained without water for a ninth day.
Engineers are struggling to repair pipes that burst after the recent cold spell's sudden thaw. Long lines formed Thursday at emergency water points, and Scotland trucked in bottled water for distribution to help families. Doctors are warning that a lack of clean water for drinking and washing could cause a health crisis.

Śnieg na rękach, tak jak prezydent Warszawy Hanna Grokiewicz-Waltz ma też burmistrz (ichniejszy prezydent) jednego z najbogatszych (i największych) miast świata, Nowego Jorku, multimiliarder Michael Bloomberg:  
The mega-storm began Sunday and lasted just over 24 hours, enough time to blanket much of the city and surrounding areas in up to 32 inches (80 centimeters) of snow. "It is a bad situation," Michael Bloomberg told a press conference, attempting an exercise in damage limitation after drawing fire for stubbornly insisting that the authorities had the situation completely under control. "Nobody suggests that this is easy. Nobody suggests that this is pleasurable. But I can tell you this: we are doing everything that we can think of, working as hard as we can." (cytat za agencją AFP).
Dla odmiany, rząd dalekiej Australii ma wodę na rękach (też źle):
Hundreds of people fled worsening floods in Australia's rural northeast Thursday as officials warned the disaster may last for weeks, prompting fears over food shortages and disease outbreaks. The latest evacuees, including 100 residents air-lifted from one town, join over 1,000 moved earlier, while thousands more braced for large-scale inundations in the regional centres of Emerald, Bundaberg and Rockhampton. As displaced residents sheltered in makeshift relief centres or with friends and relatives in the farming and coal-mining region, Queensland premier Anna Bligh warned the state was facing its "toughest hour". "This is a disaster on an unprecedented scale," Bligh told reporters. "What we've never seen is so many towns, so many communities, so many regions all affected at once. It is a miserable and heart-breaking event," she added.

A dlaczego to wszystko, dlaczego Tuski, Camerony, Bloombergi i inne polityczne lenie mają śnieg i wodę na rękach?
No niestety, znów na scenie musimy przywitać naszego starego znajomego, Pana Zmiany Klimatyczne.
Co, już państwo zapomnieliście? No strasznie mi przykro, natura nie zapomniała i nie ma bata, żeby zapomniała w przyszłości... Naukowcy od dawna trąbili, że pogodowe szaleństwo to efekt nagłych zmian które naturze zafundowaliśmy, ale oczywiście tzw. zdrowny trzon społeczeństwa z jajogłowych okularników się wyśmiewał.
Ale patrz pan, oni uparcie nadal ostrzegają. Tak jak w tej depesz AFP:
a string of freezing European winters scattered over the last decade has been driven in large part by global warming.  The culprit, according to a new study, is the Arctic's receding surface ice, which at current rates of decline could to disappear entirely during summer months by century's end. "Say the ocean is at zero degrees Celsius (32 degrees Fahrenheit)," said Stefan Rahmstorf, a climate scientist at the Potsdam Institute for Climate Impact Research in Germany. "That is a lot warmer than the overlying air in the polar area in winter, so you get a major heat flow heating up the atmosphere from below which you don't have when it is covered by ice. That's a massive change," he told AFP in an interview.
The result, according to a modelling study published earlier this month the Journal of Geophysical Research, is a strong high-pressure system over the newly-exposed sea which brings cold polar air, swirling counter-clockwise, into Europe. "Recent severe winters like last year's or the one of 2005-2006 do not conflict with the global warming picture, but rather supplement it," explained Vladimir Petoukhov, lead author of the study and a physicist at the Potsdam Institute. "These anomalies could triple the probability of cold winter extremes in Europe and north Asia," he said.

Miłej zabawy na śniegu w Sylwestrową noc. 


* dla tych, którzy nie wychwycili, na wszelki wypadek disclaimer: jaja sobie robię, głównie z prawych i sprawiedliwych.

Tagi: klimat
11:09, konrad.niklewicz , Społeczeństwo
Link Komentarze (17) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 81
wyborcza.pl
Konrad Niklewicz

Konrad Niklewicz, od ponad 10 lat dziennikarz i redaktor „Gazety Wyborczej”. Od ośmiu lat w dziale gospodarczym, w latach 2005 - 2007 był korespondentem „Gazety” w Brukseli.
dowiedz się więcej »

Follow konradniklewicz on Twitter
top | © Agora SA | design by kate_mac