Co się dzieje w Unii Europejskiej? Autorski przegląd najważniejszych spraw i wydarzeń z życia wspólnoty.
Blog > Komentarze do wpisu

Finis blogUE

Finis blogUE
Przez ponad dwa lata blogUE miał przyjemność informować i komentować wydarzenia w Unii Europejskiej. A więc i w Polsce – znaczącym kraju wspólnoty.
Jak twierdzi bloxowy licznik, od 26 listopada 2008 roku (gdy ukazała się pierwsza notka) do wczoraj blogUE circa about 500 tysięcy ”kliknięć”. Nie wiem, czy to dużo, czy mało - ale też blogUE nigdy nie startował w konkursie na najbardziej poczytny dziennik internetowy.
Raz, że z kominkiem albo kilkoma redakcyjnymi kolegami (choćby Maćkiem Samcikiem i Wojciechem Orlińskim - pozdrawiam!) nie miałbym żadnych szans. Dwa, że unijna tematyka jakoś specjalnie ”seksi” nie jest. I trzeba naprawdę ją lubić, żeby chcieć o niej czytać w wolnym od pracy czasie. Przyjmuję więc, że kilkaset tysięcy przypadków takiego zainteresowania to i tak dużo.
To powiedziawszy, cieszę się szczególnie z tego, że blogUE zgromadził grupę stałych czytelników. Wszystkim dziękuję za uwagę, za komentarze. Nie zawsze zgadzaliśmy się, czasami wymiana opinii była dość gorąca - ale mam nadzieję, że nikt z polemistów nie czuje się urażony. Na pewno nie czuje się tak Wasz autor (choć przecież nie raz różne zgniłe pomidory leciały), bo lepsza jest ostra debata, niż pełne lekceważenia milczenie.
Mam nadzieję, że czytelnicy docenili fakt, że blogUE był sferą bez komercji – nawet na sekundę nie pojawiła się na nim choćby jedna reklama.
I już nie pojawi. Czytacie właśnie ostatnią notkę, jaka się tu pojawiła. BlogUE nie znika, ale przenosi się do „read only” archiwum, do otchłani Bloxa. Nie będzie już nowych wpisów, zostaną tylko wspomnienia.
Dlaczego? Bo jego autor zmienił miejsce pracy. Jak już publicznie wiadomo, teraz pracuję dla rządu premiera Donalda Tuska – jako rzecznik Prezydencji włączę się w organizację i późniejsze realizowanie polskiego przewodnictwa Polski w Unii. To wyjątkowe wyzwanie, wielka odpowiedzialność – ale też i zaszczyt. Cieszę się, że będę mógł wnieść swój (skromny) wkład w wyjątkowe przedsięwzięcie publiczne.
Ale to dopiero przyszłość. Pozwólcie, że jedno podkreślę: tego bloga do końca pisałem jako dziennikarz „Gazety Wyborczej”. Tylko i aż dziennikarz, do końca identyfikujący się z linią „Gazety” i przez redaktorów „Gazety” oceniany i sprawdzany.
Ta notka, którą Państwo teraz czytacie, jest jedyną (pierwszą i ostatnią) notką jaką napisałem już w charakterze rzecznika Prezydencji. Celowo właśnie tak: blogUE od samego początku był „gazetowy” – i tak pozostanie.
Bo „Gazeta” - czytelnicy wybaczą mi ten osobisty wtręt - to fantastyczny zespół ludzi, najlepsza jaką znam redakcja w kraju. A pewnie i w całym regionie Europy.
Nie żałuję ani jednego dnia z ponad 13 lat, które spędziłem w „Gazecie”. Wszystkim koleżankom i kolegom z redakcji, portalu, radia Tok FM, wydawnictwa i administracji - serdecznie dziękuję!
Praca z Wami była wielką przyjemnością.
Tak samo jak pisanie notek na BlogUE. I na tym chyba poprzestanę, bo jeszcze za bardzo się wzruszę.

Przez ponad dwa lata blogUE miał przyjemność informować i komentować wydarzenia w Unii Europejskiej. A więc i w Polsce – znaczącym kraju wspólnoty. Jak twierdzi bloxowy licznik, od 26 listopada 2008 roku (gdy ukazała się pierwsza notka) do wczoraj blogUE circa about 500 tysięcy ”kliknięć”. Nie wiem, czy to dużo, czy mało - ale też blogUE nigdy nie startował w konkursie na najbardziej poczytny dziennik internetowy. Raz, że z kominkiem albo kilkoma redakcyjnymi kolegami (choćby Maćkiem Samcikiem i Wojciechem Orlińskim - pozdrawiam!) nie miałbym żadnych szans. Dwa, że unijna tematyka jakoś specjalnie ”seksi” nie jest. I trzeba naprawdę ją lubić, żeby chcieć o niej czytać w wolnym od pracy czasie. Przyjmuję więc, że kilkaset tysięcy przypadków takiego zainteresowania to i tak dużo.

To powiedziawszy, cieszę się szczególnie z tego, że blogUE zgromadził grupę stałych czytelników. Wszystkim dziękuję za uwagę, za komentarze. Nie zawsze zgadzaliśmy się, czasami wymiana opinii była dość gorąca - ale mam nadzieję, że nikt z polemistów nie czuje się urażony. Na pewno nie czuje się tak Wasz autor (choć przecież nie raz różne zgniłe pomidory leciały), bo lepsza jest ostra debata, niż pełne lekceważenia milczenie.

Mam nadzieję, że czytelnicy docenili fakt, że blogUE był sferą bez komercji – nawet na sekundę nie pojawiła się na nim choćby jedna reklama. I już nie pojawi. Czytacie właśnie ostatnią notkę, jaka się tu pojawiła. BlogUE nie znika, ale za chwilę przenosi się do „read only” archiwum, do otchłani Bloxa. Nie będzie już nowych wpisów, zostaną tylko wspomnienia.

Dlaczego? Bo jego autor zmienił miejsce pracy. Jak już publicznie wiadomo, teraz pracuję dla rządu premiera Donalda Tuska – jako rzecznik Prezydencji włączę się w organizację i późniejsze realizowanie polskiego przewodnictwa Polski w Unii. To wyjątkowe wyzwanie, wielka odpowiedzialność – ale też i zaszczyt. Cieszę się, że będę mógł wnieść swój (skromny) wkład w wyjątkowe przedsięwzięcie publiczne.

Pozwólcie, że jedno podkreślę: tego bloga do końca pisałem jako dziennikarz „Gazety Wyborczej”. Tylko i aż dziennikarz, do końca identyfikujący się z linią „Gazety” i przez redaktorów „Gazety” oceniany i sprawdzany. Ta notka, którą Państwo teraz czytacie, jest jedyną (pierwszą i ostatnią) notką jaką napisałem już w charakterze rzecznika Prezydencji. Celowo właśnie tak: blogUE od samego początku był „gazetowy” – i tak pozostanie. Nie chcę, żeby ktokowliek myślał, że ten blog miał jakikolwiek związek z polityką informacyjną rządu. Nie miał!

„Gazeta” - czytelnicy wybaczą mi ten osobisty wtręt - to fantastyczny zespół ludzi, najlepsza jaką znam redakcja w kraju. A pewnie i w całym regionie Europy. Nie żałuję ani jednego dnia z ponad 13 lat, które spędziłem w „Gazecie”. Wszystkim koleżankom i kolegom z redakcji, portalu, radia Tok FM, wydawnictwa i administracji - serdecznie dziękuję! Praca z Wami była wielką przyjemnością. Tak samo jak pisanie notek na BlogUE.

I na tym chyba poprzestanę, bo jeszcze za bardzo się wzruszę.

Do zobaczenia i usłyszenia w innych okolicznościach.

sobota, 12 marca 2011, konrad.niklewicz

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2011/03/12 15:36:23
O ile dobrze pamiętam, wiele miesięcy temu chyba pisałem że nadawałby się pan na rzecznika rządu. Pana obecna praca nie jest dla mnie żadnym zaskoczeniem.
-
2011/03/12 15:39:54
No ale dobrze przynajmniej, że pozostaną nam archwialne wpisy.
Bardzo miło będzie przypomnieć pana poglądy np. na ludzi którzy nie posiadają własnych mieszkań.
-
bartoszcze
2011/03/12 15:51:40
Powodzenia w nowej robocie:)
-
2011/03/12 16:33:35
"Nie chcę, żeby ktokowliek myślał, że ten blog miał jakikolwiek związek z polityką informacyjną rządu."

Funkcja jaką Pan dostał od Tuska oczywiście przeczy tej tezie. Ale zostawmy to...

Ja pozwolę sobie na małe podsumowanie - otóż czytam tego bloga regularnie od przeszło roku i mam do Pana, Panie Konradzie, ambiwalentny stosunek.
Dlaczego? Bo jest Pan doskonałym fachowcem od integracji europejskiej i związanych z nią kwestii jak np. polityka konkurencji. Zawsze pisał Pan językiem zrozumiałym dla każdego człowieka, co akurat w tej tematyce jest rzadkością. Zawsze też przedstawiał Pan konkretne tematy od początku do końca. Po prostu dużo człowiek mógł tu przeczytac ciekawych rzeczy i się wiele nauczyc. I za to należą się Panu słowa uznania!

Z drugiej jednak strony kiedy pisał Pan o polityce wewnętrznej Polski to nie tylko brakowało Panu obiektywizmu, ale także wiele razy starał się Pan przekonywac, że "czarne jest białe, a białe jest czarne". Było też parę kompromitujących Pana zdań jak np. obniżka podatków przez PiS była idiotyczna, albo, że mężczyzni mieszkający z rodzicami nie mają jaj. Sposób w jaki Pan bronił tych tez był żenujący.

Dlatego życzę, by w nowej funkcji jak najrzadziej musiał Pan przekonywac, że "czarne jest białe...", by przypadkiem nie stał się Pan nowym Niesiołowskim. I żeby udało się Panu przekonac Polaków, że UE to dla nas coś więcej niż tylko fundusze strukturalne. Powodzenia!

-
2011/03/12 16:51:18
"albo, że mężczyzni mieszkający z rodzicami nie mają jaj."
Chyba nic bardziej nie ukazuje oderwania "elyt" od rzeczywistości szarych obywateli tego kraju.
-
2011/03/13 20:34:00
Gratulacje Konrad. Właściwie mogę tylko powiedzieć: właściwy człowiek na właściwym miejscu :) Powodzenia!
-
leniuch102
2011/03/13 22:47:36
Gratuluję jeszcze raz i życzę wszystkiego dobrego w nowej pracy.
-
2011/03/15 11:04:11
Tan blog zacząłem czytać gdyż zdjęcię przypominało mi z gęby jednego kolegę z liceum. Szybko się okazało że i z "gęby" jest ogromne podobieństwo. Ten mój kolega też codziennie czytał wybiórczą, też pochodził z mniejszej miejscowości i też miał syndrom neofity.

Autorowi trzeba powiedzić, że ma tendencję do bronienia przegranej sprawy jak lew. Przykład to sprawa Apple ale przede wszystkim Nokii. (Mówię tu o Nokii jako korporacj i potencjalnej inwestycji).

Zdolność ratowania tonącej bandery będzie w rządzi Tuska jak najbardziej przydatna. Można powiedzieć właściwy człowiek na właściwym miejscu.
-
2011/03/16 14:03:04
Powodzenia w nowej pracy.

Ech, szkoda fajnego dziennikarza (i bloga), ale life is life...
-
2011/03/16 20:53:12
Wpisałem jakis czas temu do zakładek w Operze artykuł "Platformo, ja na ciebie zagłosuję "aby mieć spokojne i rzeczowe argumenty do rozmów z pisolubnymi
(zdarza się) członkami własnej rodziny.
Postaram się w małej skali pomóc.W miarę możliwości.
Powodzenia!
-
2011/03/16 23:02:00
Dla dobra naszego kraju życzę Panu powodzenia na nowym odpowiedzialnym stanowisku. A także mniej zapiekłości w bronieniu ewidentnych idiotyzmów, większego szacunku dla ludzi i wyzbycia się maniery prowadzenia dyskusji w stylu (Pana bardziej inteligentnego kolegi) WO.
-
2011/03/17 00:15:45
Juhuuu! To może wreszcie będzie polski iTunes? Panie Konradzie, w Panu cała nadzieja.
wyborcza.pl
Konrad Niklewicz

Konrad Niklewicz, od ponad 10 lat dziennikarz i redaktor „Gazety Wyborczej”. Od ośmiu lat w dziale gospodarczym, w latach 2005 - 2007 był korespondentem „Gazety” w Brukseli.
dowiedz się więcej »

Follow konradniklewicz on Twitter
top | © Agora SA | design by kate_mac