Co się dzieje w Unii Europejskiej? Autorski przegląd najważniejszych spraw i wydarzeń z życia wspólnoty.
Blog > Komentarze do wpisu

Dwumiesięczna dogrywka

Szefowie państw i rządów niewiele uzgodnili na szczycie w Brukseli. Sprawa zmiany Traktatu Lizbońskiego – do przemyślenia, przez kolejne dwa miesiące. Sprawa zasad uwzględniania kosztów OFE (na co naciskał premier Donald Tusk) – też odłożona na dwa miesiące.
Owszem, politycy uzgodnili, że strefa euro potrzebuje większej dyscypliny budżetowej (no po prostu Amerykę odkryli). Ta dyscyplina ma być gwarantowana nie tylko większymi (i bardziej automatycznymi) sankcjami – z odbieraniem głosu na forum Rady włącznie - ale także dzięki nowym mechanizmom oceny budżetów narodowych (peer review). Zgodzili się też, że w Unii Europejskiej musi powstać trwały „fundusz pomocowy” dla krajów zagrożonych kryzysem. Ale obok takiego funduszu pojawi się coś nowego: możliwość restrukturyzacji długu, czyli „kontrolowanego bankructwa” tych państw, które przesadzą (przesadziły) z zapożyczaniem się.
Ale nie wiadomo, na jakiej podstawie ten fundusz ma działać – dopiero teraz ma nad tym się zastanawiać task force przewodniczącego RE Hermana Van Rompuya. Czyli – patrz punkt pierwszy. Spotykamy się za dwa miesiące i może wtedy ostatecznie zadecydujemy.
No i politycy uzgodnili jeszcze, że kolejny roczny budżet Unii (ten na 2011) nie może wzrosnąć tak bardzo, jakby sobie tego życzył np. Europarlament (czyli prawie o 6 proc.). Rządy zgadzają się na 3 proc. podwyżkę.
Jakby nie patrzeć, tym razem premier Donald Tusk nie może powiedzieć, że po raz kolejny veni, vidi, Polonia vincit. Ale też nikt mu nie może zarzucić, że wyjeżdża z Brukseli pokonany. Sprawa OFE od początku napotykała opór. Zaś w sprawie zmian Traktatu – Polska już od dawna się na takie poprawki zgadza, bo akurat to nie my mamy największy problem z długiem i deficytem.

piątek, 29 października 2010, konrad.niklewicz

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2010/10/29 08:57:37
Dług publiczny Irlandii przed kryzysem (w 2007 roku, dane eurostatu): 25 proc. W 2009 roku: 65,5 proc. i rośnie. Dług publiczny Hiszpanii w 2007 roku: 36,1 proc., w 2009: 53,2, w bieżącym zapewne więcej. Łotwa - 2007: 6,7 proc., 2009: 14,5 proc. I tak dalej...

Wszystkie te kraje prowadziły zdyscyplinowaną politykę budżetową, co nie uchroniło ich przed gigantycznym wzrostem zadłużenia w momencie kryzysu. Czy takie kraje również stracą prawo głosu? Bo jeśli tak, to znaczy, że idziemy w złym kierunku, który wyklucza jakąkolwiek elastyczność w prowadzeniu polityki gospodarczej i prowadzi do zabetonowania Europy w gorsecie absurdalnych rozwiązań.
-
2010/10/29 09:46:20
Konrad, offtopicznie: czekam na twoj komentarz do umowy o dostawach gazu z Rosji i stanowiska UE w tej sprawie. Mam wrazenie ze obserwuje tzw. walke buldogow pod dywanem i nic tam nie jest naprawde tym na co wyglada.
-
2010/10/29 10:04:50
@ moroux

Dość dokładnie kiedyś zlustrowałem Hiszpanię. Nie jest prawdą, że prowadziła ona zdyzscyplinowaną politykę budżetową.

W uproszczeniu wyglądało to tak. W Hiszpani budowano nikomu nie potrzebne domy z towarów importowanych i za pieniądze pożyczone. Podczas budowy oczywiście płacone były podatki (dochodowy, VAT). Dlatego państwo miało pieniądze, ale po załamaniu się rynku budowlanego załamały się też wpływy budżetu.

Przykład Hiszpani powokazyje, że obok deficytu budżetowego, ważny jest też deficyt handlowy. Kolejnym kluczowym wskaźnikiem jest przyrost długu prywatnego.

Utrzymywanie gigantycznego deficytu handlowego oraz przyrost kredytow nie byłby możliwywy, gdyby nie przystąpienie Hiszpanii do strefy Euro. Mimo wszysko mamy postęp cywizlizacji. Kiedyś, młode pokolenie płaciło za bezmyślność polityków ginąc na wojnie, obecnie, młode pokolenie też płaci, ale niższą cenę. W przypadku Hiszpani jest to bezrobocie młodzieży na poziomie 45%.
-
2010/10/29 10:14:27
@ wykresy

Słuszna uwaga. Co nie zmienia faktu, że w kraju, który ma w miarę niski dług publiczny w jednym okresie, może nastąpić jego eksplozja w kolejnym. Przeciwnie, wyostrza problem ponieważ pokazuje, że jeden wskaźnik nie jest w stanie opisać sytuacji danego kraju, co słusznie podkreślasz.
-
konrad.niklewicz
2010/10/29 10:52:28
@brezly,
trafnie to ująłeś. W chwili, gdy piszę te słowa, umowa zawarta przez GazSystem z Gazpromem jest wciąż poufna. Ale przyjmuję takie założenie, że polska strona już wie, dokładnie jakie zastrzeżenia miała KE do poprzedniej wersji. I wzięła to pod uwagę.
Można o ekipie Tuska wszystko powiedzieć, ale nie to, że chce iść na idiotyczną i skazaną na porażkę nawalnkę z Komisją.
Zakładam więc - opierając się na dotychczasowym doświadczeniu i słowach URE - że umowa jest tak skonstruowana, że GazSystem będzie mógł dopuszczać "third parties: do polskiego odcinka jamału. Co tylko Polsce na zdrowie wyjdzie, bo zwiększy potencjalną konkurencję.
No ale dopiero najbliższe dni moją tezę zweryfikują.
wyborcza.pl
Konrad Niklewicz

Konrad Niklewicz, od ponad 10 lat dziennikarz i redaktor „Gazety Wyborczej”. Od ośmiu lat w dziale gospodarczym, w latach 2005 - 2007 był korespondentem „Gazety” w Brukseli.
dowiedz się więcej »

Follow konradniklewicz on Twitter
top | © Agora SA | design by kate_mac