Co się dzieje w Unii Europejskiej? Autorski przegląd najważniejszych spraw i wydarzeń z życia wspólnoty.
Blog > Komentarze do wpisu

Porażka w Poznaniu, sukces Brukseli?

1001 kilometrów. Taka odległość - licząc dystans przejechany drogami - dzieli „duży sukces” od „prawie porażki”. W Brukseli, o tyle oddalonej od stolicy Wielkopolski, przywódcy 27. państw członkowskich Unii Europejskiej mimo wszystko zdołali dogadać się w sprawie ambitnego planu redukcji emisji dwutlenku węgla w ciągu następnej dekady.
W Poznaniu przedstawiciele prawie 190 rządów nie potrafili nawet o tym porozmawiać. Przed ONZ-owskim szczytem w Poznaniu prawie wszyscy mieli nadzieję, że jednym z osiągnięć COP 14 będzie przyjęcie tzw. ”Wspólnej Wizji”, czyli dokumentu, który będzie wskazywał, jak bardzo w przyszłości cały świat (a głównie kraje rozwinięte gospodarczo) będzie gotów zredukować swoje emisje CO2. Ekolodzy (i niektóre rządy) wprost mówili o tym, żeby we ”Wspólnej Wizji” zapisać 25-40 procentową redukcję emisji do 2020 r. Ostatecznie, „Wspólnej wizji” zabrakło - w sensie dosłownym. Nie dość tego: różnice zdań pomiędzy prawie 190. delegacjami rządowymi były tak duże, że nie udało się nawet dokonać wspólnej oceny stanu realizacji protokołu z Kioto, czyli dotychczasowego porozumienia o redukcji emisji CO2.
I właśnie dlatego organizacje ekologiczne otwarcie mówią o merytorycznej klęsce spotkania w Poznaniu. - Delegaci powtórzyli to samo, co było przyjęte w zeszłym roku na Bali, a to nie jest żaden postęp - powiedział Maciej Muskat, dyrektor Greenpeace Polska.
Decyzja w sprawie uruchomienia Funduszu Adaptacyjnego (z ktrego mają być finansowane inwestycje proekologiczne w biednych krajach) chyba nie wystarczy, żeby uznać Poznań za sukces. Także dlatego, że rządy na razie zgodziły się wożyć do Funduszu 300 mln dolarów. Podczas gdy potrzeby szacuje się na... 50 miliard dolarów.

Żeby choć trochę polepszyć spuściznę COP 14, Ministerstwo Środowiska zdecydowało się na szlachetne, ale dość humorystyczne działania. Postanowiło... wynagrodzić naturze ekologiczne koszty organizacji poznańskiego spotkania.
Eksperci z KASHUE (instytucji odpowiadającej w Polsce za system handlu emisjami CO2) skrupulatnie wyliczyli, że w związku z organizacją konferencji klimatycznej w Poznaniu, do atmosfery wyemitowano 21 711 ton CO2. Z czego 17,5 tys. ton CO2 przypada na samoloty, którymi 10 tys. uczestników podróżowało do i z Poznania, 2,7 tys. ton - na ogrzanie i oświetlenie tysięcy pokoi hotelowych, a kolejne półtora tysiąca ton - na ogrzanie i oświetlenie sal konferencyjnych, w których obrady COP 14 toczyły się.
Żeby te wszystkie emisje zrekompensować, minister środowiska Maciej Nowicki postanowił przekazać do wspomnianego funduszu adaptacyjnego miliony złotych, w postaci niewykorzystanych przez Polskę zezwoleń na emisję CO2 (tzw. AAU'S - zezwolenia w ramach systemu ONZ-skiego, nie mylić z systemem unijnym). Dodatkowo, 10 proc. wyemitowanego przy okazji COP 14 dwutlenku węgla polski rząd zrekompensuje sadząc drzewa (sic!) i instalując energooszczędne żarówki. Zacne te działanie, ale pustki COP 14 nie przykryje.
Zrobiliśmy, co mogliśmy
I żeby było jasne: to nie jest wina Polski! Z organizacyjnego punktu widzenia, COP 14 udał się. Rządowe negocjacje miały dobre warunki do rozmów, zaś media i organizacje pozarządowe - doskonałe warunki do obserwowania pracy ministrów i rządowych ekspertów. Incydentów praktycznie nie było, a Poznań udowodnił - przy wsparciu władz państwa - że jest europejską metropolią, gotową ugościć największe nawet wydarzenie międzynarodowe.
Tak samo, słowa pochwały należą się dla ministra środowiska Macieja Nowickiego i całej jego ekipy organizatorów COP 14. Nowicki poprowadził międzynarodowe negocjacje sprawnie, wycisnął ze spotkania wszystko, co wycisnąć się dało.
A że wycisnąć się dało niewiele, to już nie nasza wina. Każde zobowiązanie ekologiczne kosztuje. W czasach ciężkiego kryzysu gospodarczego prawie nikt - za wyjątkiem krajów Unii Europejskiej, i może jeszcze Japonii - nie chce sięgać do portfela.
Pozostaje tylko mieć nadzieje, że do grudnia 2009 r., czyli do szczytu w Kopenhadze, świat dojrzeje do zmian na tyle, by wiążące porozumienie o redukcji emisji gazów cieplarnianych jednak podpisać. Już z konkretnymi cyferkami.

niedziela, 14 grudnia 2008, konrad.niklewicz

Polecane wpisy

  • Finis blogUE

    Finis blogUE Przez ponad dwa lata blogUE miał przyjemność informować i komentować wydarzenia w Unii Europejskiej. A więc i w Polsce – znaczącym kraju wspó

  • Notka biograficzna

    Konrad Niklewicz - w latach 1998 - 2011 dziennikarz i redaktor „Gazety Wyborczej”. Przez osiem lat w dziale gospodarczym, w latach 2005 - 2007 był

  • Moja lista przebojów (rządu)

    Atakowanie rządu Platformy Obywatelskiej stało się nowym, modnym trendem. Zgodnie ze starą zasadą „wszyscy razem na lidera” i zgodnie z jakże polską

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2008/12/14 19:36:13
Panie Redaktorze,

A ja uwazam, ze spotkanie w Poznaniu mozna uznac za sukces. Bo nie sprawdzily sie najczarniejsze oczekiwania, ze to grono usankcjonuje poglady opierajace sie na naukowej spekulacji, ze to niby CO2 odpowiada za zmiany klimatu. Czyli zdrowy rozsadek (poparty opiniami wielu tysiecy naukowcow - tych tzw. sceptycznych, ktorych tzw. ekolodzy prubuja osmieszac) wciaz ma sie nie najgorzej. Inwestowanie poteznych kwot na realizacje pogladow jakiejs grupy aktywistow, ktore to poglady sa oparte na nieudowodnionych hipotezach albo wrecz spekulacjach naukowych, czy jeszcze dosadniej, na naukowych oszustwach, byloby potezna glupota. Bardzo dobrze, ze na swiecie takiej glupocie trudno sie przebic.
Mowi sie duzo ostatnio w zwiazku z kryzysem rynkow finansowych o zlych spekulacjach finansowych. Mniej wiecej w 2006 roku wyplynela kwestia spekulacji finansowych firmy inwestycyjnej zalozonej w 2004 roku przez niejakiego Ala Gore'a. Firma nazywa sie Generation Investment Menagement i jej zarobki polegaja na spekulowaniu na instrumentach finansowych zwiazanych z dzialaniami niby pro-klimatycznymi, ktore niejaki Al Gore propaguje wsrod swoich zwolennikow i ktore prubuje wdrozyc na swiecie. Stworzenie rynku handlu emisjami CO2 to nic innego, jak stworzenie rynku dla spekulacji tego typu firm. I nic wiecej - bo to nie CO2 odpowiada za zmiany klimatu, bardzo wielu naukowcow mowi juz to otwarcie i jest gotowym sie pod tym podpisac wlasnym nazwiskiem w tej chwili.
Uwazam, ze konfrencja COP14 w Poznaniu byla wiec sukcesem zdrowego rozsadku, popartego pogladami naukowcow i opartymi o obecny stan wiedzy (wiedzy, a nie wiary).
a.

wyborcza.pl
Konrad Niklewicz

Konrad Niklewicz, od ponad 10 lat dziennikarz i redaktor „Gazety Wyborczej”. Od ośmiu lat w dziale gospodarczym, w latach 2005 - 2007 był korespondentem „Gazety” w Brukseli.
dowiedz się więcej »

Follow konradniklewicz on Twitter
top | © Agora SA | design by kate_mac